Poniedziałek, 30 listopada 2020

imieniny: Andrzeja, Justyny, Konstantego

RSS

Epidemia na Śląsku:

Lirnikiem jestem. Żebrzę o uwagę i akceptację, żebrzę o miłość

09.08.2020 07:00 | 1 komentarz | red

Rozważania o sztuce, religii i człowieczeństwie autorstwa pochodzącego z Raciborza ks. Łukasza Libowskiego.

Lirnikiem jestem. Żebrzę o uwagę i akceptację, żebrzę o miłość
Georges de la Tour, Lirnik (Kobziarz).
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Dostarczyło mi ono wielu wrażeń

Około Wielkanocy czytałem, szanowni Państwo, wydaną u nas w zeszłym roku książkę „Podróż zimowa” Schuberta. Anatomia obsesji. Rzecz jest zbiorem dwudziestu czterech esejów, poprzedzonych Wprowadzeniem, zwieńczonych zaś epilogiem, pomysłowo nazwanym Wybrzmienie. Każdy z owych esejów stanowi komentarz do jednej z dwudziestu czterech składających się na słynny cykl Winterreise – a więc Podróż zimowa – pieśni, napisanych przez Franza Schuberta do poezji Wilhelma Müllera. Teksty te są wybitnie erudycyjne. Oddawałem się ich lekturze z zainteresowaniem, dowiadując się z nich dużo o Schubercie, o jego muzyce, zwłaszcza o utworach z opusu Winterreise, a także, naturalnie, o epoce, w której artysta ten żył i tworzył oraz w ogóle o kulturze niemieckojęzycznej.

Co ciekawe, książkę napisał śpiewak, Ian Bostridge. Bostridge to genialny interpretator przede wszystkim chyba literatury pieśniarskiej. Ale stanowi on fenomen niezwykły z jeszcze jednego względu – proszę pozwolić mi tu o tym jeszcze wspomnieć. Z wykształcenia jest bowiem historykiem: w 1990 roku na podstawie rozprawy poświęconej magii w angielskim życiu publicznym na przestrzeni lat 1650 – 1750 uzyskał w uniwersytecie oksfordzkim stopień doktora, śpiewanie natomiast to jego pasja. Przez jakiś czas łączył obie aktywności, muzyczną i naukową, lecz w końcu tę drugą zarzucił.

Owszem, czytanie „Podróży zimowej” Schuberta przyczyniło się, jak powiedziałem, do znacznego przyrostu mojej wiedzy. Ale dało mi ono znacznie więcej jeszcze: otóż jak mało która w ostatnim czasie moja lektura dostarczyło mi ono, jak to mawiamy, wielu wrażeń, wielu duchowych podniet, wielu przeżyć.

Jest po prostu przejmująca

Już przy pierwszym z nią spotkaniu poruszyła mnie pieśń Der Leiermann – czyli Lirnik – zamykająca cykl Winterreise: i przy tej pieśni chciałbym się tutaj zatrzymać. Po parokrotnym jej odczytaniu byłem – to wprawdzie dosadne słowo, ale sądzę, iż dobrze nazywa ono moje doznanie – wstrząśnięty. A skoro odsłuchałem sobie jeszcze kilku jakże różnych, acz wszystkich, bez cienia wątpliwości to piszę, znakomitych jej wykonań – oczywiście, że Bostridge’a, a dalej Jonasa Kaufmanna i Francisco Araizy, pierwszoligowych tenorów, oraz takichże, doskonałych, barytonów, Dietricha Fischera-Dieskaua i Thomasa Quasthoffa – zmiażdżyła mnie, starła mnie w proch.

Dlaczego tak mocno pieśń ta na mnie oddziałała? Dlaczego tak mocno nią się przejąłem? Bo po prostu jest ona przejmująca – tak brzmieć tu musi pierwsza odpowiedź na postawione pytanie; ot, bo pieśń ta tak w swej warstwie literackiej, jak w warstwie swojej muzycznej jest po prostu przejmująca, bo taka właśnie, że głęboko pieśń ta dotyka tego, kto się z nią zetknie, jest jej, pieśni tej, mniemać śmiem, natura.

Odnośnie do muzyki: zwróćmy może tylko uwagę, że porusza ona przez niesamowity nastrój, jaki wyczarowuje, kreuje, jaki stwarza, przez wrzynający się w duszę i na długo zapadający w pamięć klimat, jakiego jest ona nośnikiem. Jakiż to nastrój, jakiż klimat? – smutny, nieskończenie, w moim odczuciu, smutny. Gdy znowu chodzi o tekst – zanim ów tekst zacytujemy, zanotujmy, ponieważ uważam, iż tak się godzi, iż jest to z racji na trud podejmowany przez translatora sprawiedliwe, że na język polski, jestem przekonany, udanie poezję Müllera, którą Schubert umuzycznił, przetłumaczył Jacek Dehnel; gdy zatem chodzi o tekst, to przedstawia się on tak: „[1] Za wsią, tam, na górce / Stary lirnik trwa, / Zdrętwiałymi dłońmi / Tak, jak umie, gra. [2] Bosy tkwi na lodzie, / Łazi tu i tam, / Pusty ma talerzyk [–] / Kto mu grosik da? [3] Nikt go nie chce słuchać, / Nie dostrzega nikt, / Tylko psy dokoła / Wyszczerzają kły. [4] Jemu obojętne, Będzie co ma być. / Gra na swojej lirze, / Drepcze całe dni. [5] Mam, przedziwny starcze, / Iść za tobą w ślad? / Chcesz do moich pieśni / Na swej lirze grać?” Mili Państwo, doprawy, szczerze przyznaję, trudno mi sobie wyobrazić, iżby ktoś poświęciwszy jej chwilę uwagi, był w stanie przejść obok sceny, którą roztacza przed nami niniejsze dzieło Müllerowe-Schubertowe, obojętnie; iż ktoś zapoznawszy się z tym utworem, nie wzruszyłby się opowiedzianym w nim losem lirnika, nie zdobyłby się na współczucie dla tego nieszczęśnika, nie ulitowałby się nad tym biedakiem…