Czwartek, 22 października 2020

imieniny: Halki, Kordiana, Kordelii

RSS

Mam na imię Edyta. Jestem żoną alkoholika

29.12.2019 13:00 | 0 komentarzy | OK

Kiedy wróżka spojrzała w dłoń Edyty, wyczytała z niej szczęśliwą przyszłość u boku przystojnego blondyna. Dziś po blond czuprynie nie ma już śladu, ale Edek wciąż pozostał mężczyzną, który odmienił jej los. Dla niepijącego alkoholika zrezygnowała z pracy, mieszkania i życia w dużym mieście. Nigdy nie żałowała ani tej decyzji, ani żadnej chwili ze wspólnie spędzonych 20 lat.

Mam na imię Edyta. Jestem żoną alkoholika
zdjęcie poglądowe
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Z deszczu pod rynnę

Rodzice Edyty rozwiedli się gdy miała 3 lata. Gdy mama wyszła drugi raz za mąż, skończyło się prawdziwe dzieciństwo, a zaczął koszmar. – Ojczym był alkoholikiem i bił nas tak bardzo, że straciłam kiedyś przytomność. Na początku myślałam, że on nie lubi mnie i brata, ale potem okazało się, że nasze młodsze rodzeństwo, które miał z mamą też tłukł. Ojczym wciąż zmieniał pracę, bo z każdej kolejnej wylatywał za picie. Mam mówiła, że brakło mu kartek w dowodzie na pieczątki z zakładów pracy. Dom utrzymywała ona i przez całe życie ciężko pracowała. Raz poskarżyłam się mamie, że nas zbił i rozpętało się takie piekło, że nigdy więcej tego nie zrobiłam. W ruch poszły noże, a nawet siekiera. Myślałam, że nas wszystkich pozabija, więc gdy bił kolejne razy, nikomu się nie przyznawałam – wspomina Edyta.

Na małej opolskiej wsi o takich sprawach nie mówiło się głośno, a już na pewno nikomu nie przyszło do głowy, by szukać pomocy z zewnątrz. Nic więc dziwnego, że największym marzeniem młodej dziewczyny było jak najszybsze wyrwanie się z domu. Gdy poznała kolegę, z którym brat grał w zespole muzycznym, nadarzyła się do tego okazja. – Mieszkał w wiosce obok i miał cudowną mamę, w której się zakochałam wcześniej niż w Krzysztofie. Była dla mnie bardzo czuła i wyrozumiała. Znała moją sytuację i po jednej z kolejnych awantur, zaproponowała, żebym się do nich przeprowadziła – opowiada.

Gdy Edyta wychodziła za mąż miała zaledwie 19 lat i bardzo szybko musiała dorosnąć do problemów, jakie szykowało jej nowe życie. Pierwszym wyzwaniem były warunki, które zastała w nowym mieszkaniu. Wodę trzeba było przynosić do domu ze studni, a ubikacja była na zewnątrz budynku, więc gdy przyszły na świat dzieci, zrobienie prania czy wykąpanie ich było nie lada wyczynem. Jej mąż miał nadzieję, że utrzyma się z grania w zespole, ale z sobotnich zabaw, czy wesel nie był w stanie wyżywić rodziny. Za to pojawiał się na nich zawsze alkohol i bez niego wkrótce nie potrafił się obejść. – Po alkoholu stawał się agresywny. Potrafił mnie okładać pięściami i nie oszczędzał dzieci, które były jeszcze malutkie. Żebyśmy mieli za co żyć, dorabiałam jako sprzątaczka. Wróciłam kiedyś wieczorem z pracy i zobaczyłam głodne i zapłakane dzieci, które siedziały w pokoju, gdzie odbywała się libacja. Miałam szczęście, bo przyjechała wtedy ze mną koleżanka. Jak to wszystko zobaczyła, zaproponowała, żebym się spakowała i pojechała do niej. Żeby się nie zorientował, uciekałyśmy na przystanek przez pola i rzekę. Wzięłam ze sobą tylko kilka rzeczy dla dzieci – mówi Edyta, która dziewięć kolejnych miesięcy spędziła w dwupokojowym mieszkaniu Tereski, które zajmowała z mamą.

Oszukać przeznaczenie

Dla niepracującej samotnej matki z dziećmi zdobycie mieszkania było wtedy niemożliwe. Były jednak sposoby, które z legalnością nie miały nic wspólnego, za to gwarantowały skuteczność. Chodziło o znalezienie pustostanu, włamanie się do niego i zamieszkanie. Nawet gdy administracja budynku dowiadywała się, że ktoś w takim mieszkaniu przebywa na dziko, to eksmisja nigdy nie odbywała się na bruk tylko do innego mieszkania, które musiała zapewnić gmina. W ten sposób ludzie zdobywali lokale. – Miałam dużo szczęścia, bo urzędniczka, która przygotowywała eksmisję ulitowała się nad matką z dziećmi i dzięki jej pomocy mogliśmy tam legalnie zostać. Przez cały czas pomagała nam starsza pani, która mieszkała naprzeciwko. Dostaliśmy od niej kołdry, pościel, a ja mogłam zawsze liczyć na to, że przypilnuje mi dzieci, gdy będę w pracy – mówi Edyta.

Gdy pojawił się w jej życiu kolejny mężczyzna, miała 26 lat i żadnych marzeń poza tymi, żeby dzieci nie chodziły głodne. Miał samochód, obsypywał ich prezentami, a do skromnego domu kupił nowe meble, pralkę i telewizor, którego nigdy wcześniej nie mieli. To były luksusy, o których Edyta nawet nie miała odwagi pomyśleć. Zobaczyła dla swych dzieci szansę na lepsze życie, ale nie zobaczyła drugiego dna, którym był jego alkoholizm. – Nieraz zastanawiałam się nad tym czy jest we mnie coś, co tych uzależnionych przyciąga. Wytrzymałam z nim pięć lat. Przez trzy lata nie pił. Zapisał się na terapię i razem chodziliśmy na otwarte mityngi. Na jednym z nich poznałam dziewczynę, która została potem moją przyjaciółką. Mnie te spotkania bardzo pomagały, ale wkrótce okazało się, że mój partner bez wódki jest równie agresywny, co po niej. Lubił mnie szantażować powrotem do picia. Robił takie awantury, że musiałam wzywać policję. Na szczęście nie zameldowałam go w swoim mieszkaniu, więc pozbycie się go nie było trudne – wspomina.

Po kolejnym nieudanym związku wiele wskazywało na to, że Edyta nie ułoży sobie już życia, bo miała dość mężczyzn. Koleżanki wyciągnęły ją kiedyś do wróżki, która przepowiadała przyszłość. – Wzięła moją dłoń i powiedziała: nie martw się dziewczyno, jeszcze słońce nad tobą zaświeci. Poznasz na zabawie blondyna, który odmieni twój los. Wyjedziesz z nim z miasta, wyjdziesz za mąż i będziesz miała jeszcze jedno dziecko. Pamiętaj, że zawsze można oszukać przeznaczenie – wspomina po latach Edyta.

Blondyn wieczorową porą

Los uśmiechnął się do niej wcześniej, niż przypuszczała. Wszystko zaczęło się od zabawy aowskiej w Branicach. Tańczyła na niej z wieloma panami, ale jak tylko poprosił ją do tańca Edek, już nikt inny się nie liczył. Potrafił być taki szarmancki i tak pięknie mówił, że wieczór zrobił się nagle za krótki. Edek musiał wracać do Raciborza, więc kolega poprosił w jego imieniu o telefon. Dla bezpieczeństwa, a może z czystej przekory, podała wtedy stacjonarny do sklepu, w którym pracowała. Już na drugi dzień pytała kierowniczkę czy nie dzwonił, ale telefon milczał nie jeden, a dwa tygodnie. W trzecim przyszedł na jej adres list, a w nim wiele pięknych słów i zaproszenie na zabawę AA do Głogówka. – Mam ten list do tej pory. Zostawiłam go sobie na pamiątkę naszego pierwszego spotkania – mówi pani Edyta. Mimo że Edek przypadł jej od razu do gustu, to gdzieś z tyłu głowy pojawiał się głos rozsądku, bo po tylu doświadczeniach z alkoholikami, wiązanie się z kolejnym byłoby proszeniem się o następne kłopoty. – Wiedziałam, że nie pije już od 10 lat, ale on nie wiedział o mnie nic, a ja miałam przecież trójkę dzieci, które dla wielu mężczyzn byłyby sporym obciążeniem – podsumowuje.

Do Głogówka jednak pojechała, a on trafił tam mocno spóźniony, bo w tym samym terminie prowadził intergrupę w Brzegu. – Siedzę sobie przy stoliku a on sunie tanecznym krokiem przez parkiet w garniturze Bossa, z czerwoną różą w ręku, a potem zaczyna nakręcać makarony na moje uszy. Miał taki dar mówienia, że mnie tym kompletnie ujął. Długo rozmawialiśmy, a on mówił, że muszę być bardzo dzielną i wspaniałą matką, skoro radzę sobie z samotnym wychowywaniem dzieci – opowiada Edyta.

Ona dojrzewała do nowego związku powoli, a wszyscy wokół zachwycili się Edkiem od razu. W nowym fanklubie znalazły się koleżanki ze sklepu na czele z jego kierowniczką, mama pani Edyty, jej przyjaciółka, a nawet teściowa brata. Najważniejsze było jednak to, że zaakceptowały go dzieci. – Gdy przyjechał do nas pierwszy raz, od razu próbował z nimi nawiązać kontakt. Poświęcił im tyle czasu, że zaczęłam się w końcu zastanawiać, czy on na pewno przyjechał do mnie? Wtedy zaczęła poznawać Edka jako niesamowicie rodzinnego faceta, szanującego kobiety, a przede wszystkim matki. – Bardzo żałuję, że nie zdążyłam poznać teściowej, która zmarła nim Edek zdążył nas sobie przedstawić. On o swojej mamie bardzo dużo opowiadał i wiem, że mimo wielu problemów spowodowanych jego uzależnieniem, mieli ze sobą zawsze bardzo dobry kontakt – tłumaczy Edyta.

Jej najmłodszy syn dostał od Edka na komunię rower. Dziś to nie jest nic niezwykłego, ale wtedy to było spełnienie dziecięcych marzeń. – Zawsze byliśmy bardzo biedni, więc dla mnie to było ważne, że chociaż jedno dziecko może nie odstawać od innych. Ale nie o te prezenty chodziło. On ich ujął tym, że zawsze miał dla nich czas i dużo cierpliwości, a ja się przy nim w końcu wyciszyłam. Gdy się żenił jeden ze starszych synów i były podziękowania dla rodziców, powiedział, że dziękuje mi za wychowanie, ale najbardziej za to, że postawiłam na jego drodze Edka – mówi wzruszona Edyta.

Racibórz zachwycił ją równie mocno, co przyszły mąż, choć swoje nowe życie zaczynali z czwórką dzieci i psem w kawalerce. – Bogaci nigdy nie byliśmy, ale ja wciąż się czuję jakbym chodziła w złocie. Jestem kochana, uwielbiana i doceniana na każdym kroku. Edek pokazał mi jak można normalnie żyć i jak można stworzyć ciepły dom bez alkoholu, choć sam przez wiele lat walczył z uzależnieniem. Zaufaliśmy sobie i teraz każdy kolejny dzień jest naszym największym bogactwem – podsumowuje Edyta.

Katarzyna Gruchot


Poradnia Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia pracowała do 20 grudnia.