Niedziela, 16 maja 2021

imieniny: Andrzeja, Jędrzeja, Adama

RSS

Tylko Jezus uzdrawia - siostra Dolores o religijności Afrykańczyków

11.04.2021 07:00 | 2 komentarze | red

- Afrykańczyk w swej prostocie i szczerości może uczyć nas widzenia Boga - pisze siostra Dolores z klasztoru Annuntiata w Raciborzu.

Tylko Jezus uzdrawia - siostra Dolores o religijności Afrykańczyków
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Kiedy otacza cię w twoim życiu ciemność, dostrzeż słońce JEGO sprawiedliwości, które wznosi się wraz z uzdrowieniem na JEGO skrzydłach. Jeśli przechodzisz przez ciemny okres swojego życia – ODWAGI. Nasz Zbawiciel przeszedł przez ciemność, tak abyśmy zawsze mogli przebywać w JEGO cudownym świetle i widzieli słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na JEGO skrzydłach. To właśnie spojrzenie na KRZYŻ, który stoi na Golgocie naszego życia i obecność Boga na nim sprawia, że możemy zaufać Bogu. Ten Święty Krzyż JEZUSA zapewnia nam wolność od choroby oraz błogosławieństwo naszego życia, ponieważ wszyscy jesteśmy naznaczeni i okryci Krwią JEGO ochrony. Jeśli rzeczywiście Bóg jest z nami w naszej codzienności, jeśli stawiamy GO na pierwszym miejscu, to możemy być pewni życia wolnego… życia w obfitości. Kiedy Jezus umierał na KRZYŻU, JEGO krew obmyła nas z każdego grzechu. Wszystko zostało przebaczone. Życie zaczyna się na nowo. Kiedy Bóg na nas patrzy, nie widzi nas przez pryzmat naszych słabości i porażek. Każda rana, którą ON wycierpiał była dla naszego uzdrowienia. Nasz nieprzyjaciel nigdy nie jest w stanie zaatakować Krzyża, bo tam raz na zawsze zamanifestowała się Boża Miłość do każdego człowieka na tej ziemi. To, co jest niemożliwe u człowieka, możliwe jest dla Boga.

Afrykańska kobieta

Zmęczona jak zawsze matka siedmiorga dzieci, przybiegła do naszej misyjnej kliniki, z małym dzieckiem na plecach prosząc, by tylko jej dać jakąś maść na podrażnienia skórne. Prawie zasnęła czekając w kolejce. Spojrzałam na jej problemy skórne i od razu wiedziałam, że są one konsekwencjami zarażenia wirusem HIV. Zapytałam o męża, o ostatnie dziecko, o rodzinę. Kobieta ta jak każda w Afryce, pochwaliła męża za ciężką pracę daleko od domu, od razu wytłumaczyła całą sytuację rodzinną. Kiedy powiedziałam jej że jej problem skórny może być związany z zarażeniem wirusem HIV… nie zdziwiła się nawet, ale od razu uświadomiła sobie, że tak bardzo chce żyć… dla swoich dzieci! „Mąż – jak to mężczyzna, nie potrafi być sam daleko od domu, a pracować musi, bo jest nas siedmioro. Żyć musimy dla nich, napiszę, by też przyjechał i się leczył”.

Chciałam już coś zacząć mówić o przebaczeniu, o daniu kolejnej szansy, pomimo świadomości tego, że choroba jej i dziecka, spowodowana była niewiernością męża. Nie było to potrzebne, bo kobieta afrykańska przebacza każdego dnia na nowo, bez zastanawiania się i wie że to jej chleb codzienny, wie, że chce to robić dla siebie, dla dzieci i po to, by ratować rodzinę. Kobiecie afrykańskiej nie są potrzebne wytłumaczenia, przeprosiny, słowa… nie! Ona w swoim milczącym sercu szuka zrozumienia dla tego, czego nie rozumie… Przez swoją intuicję wie, że Bóg nie uchroni nas od pomyłek i upadków, ale na pewno pomoże nam przeżyć ich konsekwencje, bo ON jest z nami bez względu na naszą słabość. Kobieta afrykańska wierzy, że w niepamięć pójdą wszystkie nasze błędy, a pozostanie tylko DOBRO które uczyniliśmy…

Przebaczenie

Po tygodniu wróciła ze swoim mężem, który już był chory na gruźlicę. Zapominając o swoim bólu i chorobie, o niewierności męża, o utracie ostatniego dziecka, zapominając o sobie, błagała o pomoc dla człowieka, który był ojcem jej siedmiorga dzieci. Wychodząc z kliniki powiedziała: „siostro zrób wszystko, by żył… bo on żyć musi, dla mnie! A jeśli odejdzie, chce umierać z nim w jego sercu”. W takich chwilach ludzie przekonują mnie po raz kolejny, że miłość tworzy mosty tam, gdzie po ludzku, nie jest to możliwe…

Dziś oboje są na leczeniu antywirusowym w naszej misyjnej klinice pod wezwaniem Św. Józefa , a oprócz nich 500 innych pacjentów, którzy próbują budować życie na nowo, pomimo nieudanej przeszłości, popełnionych błędów, niewierności, cierpienia fizycznego, bólu zadanego sobie i innym. Było moim wielkim przywilejem w życiu, by być świadkiem tego, że są ludzie, którzy próbują kochać jakby nigdy nie byli zranieni, przebaczać, jakby to było pierwszy raz, tańczyć życiem… wiedząc, że rytm nadaje Bóg i Jego Miłosierdzie. Kobieta afrykańska tańczy, pomimo łez i bólu i w tym zwycięża, bo hojnie zachowuje się tylko ZWYCIĘZCA…. Kobieta Afrykańska wskazuje nam jakby na drogę uzdrowienia. Pierwszym takim jakby warunkiem prawdziwego uzdrowienia, jest przebaczenie – sobie i innym. Kobieta Afrykańska ma taka łatwość w przebaczaniu i jakby nie pyta, nie wraca do przeszłości, cieszy się teraźniejszością! Żyje nadzieją… Jest wielka w zapominaniu o sobie. Dzieci i rodzina są naprawdę na pierwszym miejscu, a potem ona sama i nie wraca do zranień, które życie jej zadało. Przeszłość zostawia przeszłości… MIŁOŚĆ TWORZY MOSTY TAM, GDZIE JEST TO NIEMOŻLIWE.

Tylko Jezus uzdrawia

Afrykańczyk wierzy głęboko, że to JEZUS UZDRAWIA…

Wierzą w to i ważne jest , że o tym mówią, dają świadectwa – na przykład, że Jezus dziś uzdrowił ich ból głowy. Wierzą też w moc modlitwy całej rodziny. Jeśli Przyjaciel wie, że inny jest chory, wtedy przyjeżdża jeden do drugiego, by się modlić – wspólnie, wyciągając dłonie ku górze albo trzymając je nad głową chorego. Po prostu – Afrykańczyk wie, że to JEZUS TYLKO UZDRAWIA! Ludzie w Afryce są religijni ze swej natury. Modlą się prawie zawsze. Modlitwa jest jakby ich oddechem. Rozmowa ze swym Stwórcą i Ojcem oraz ciągły kontakt z NIM jest wielką potrzebą serca. Widzą Boga… we wschodzącym słońcu, a kiedy ono zachodzi, dziękują za jasność i błogosławieństwo. Nie ma chwili, w której Bóg by im nie był potrzebny. Życie i Bóg są nierozerwalni w ludzkiej afrykańskiej codzienności.

Często jest mi dane słyszeć stwierdzenie ze „widziałem Boga.” I są tego tak pewni, że aż trudno nie wierzyć… Dla Afrykańczyka widzieć Boga to znaczy doświadczyć JEGO obecności, JEGO pomocy w chwilach, które po ludzku są trudne. Oni potrafią WIDZIEĆ BOGA – tam gdzie mnie jest GO trudno zobaczyć, pomimo lat formacji religijnej i zakonnej. To Afrykańczyk w swej prostocie i szczerości może uczyć nas widzenia Boga. W tych dniach Simba, jeden z naszych najmłodszych pacjentów mówi, że Bóg jest naprawdę, bo jeszcze nigdy nie miał tyle owoców w swoim ogrodzie. „Kiedy rano siadam na mojej ławce , przed rozpoczęciem dnia, proszę Boga by się przeszedł dróżkami mego ogrodu, by dotknął drzewa, pobłogosławił owoce, kiedy wszystko w ogrodzie zakwita. Wiem, że Bóg właśnie tutaj był i zostawił swój ślad…”.

Panie chcę widzieć Twoje ślady w moim zabieganym życiu…

siostra Dolores