Sobota, 7 grudnia 2019

imieniny: Marcina, Ambrożego, Agatona

RSS

Kultura

Nierówna walka Żołnierzy Wyklętych. Dlaczego Zachód nie pomógł Polakom?

01.03.2017 19:00 | 5 komentarzy | żet

Publikujemy relację z prelekcji, którą 1 marca w Domu Kultury "Strzecha" wygłosił dr Mirosław Sikora, pracownik katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Historyk umieścił walkę Żołnierzy Wyklętych w szerokim, międzynardowym kontekście.

Nierówna walka Żołnierzy Wyklętych. Dlaczego Zachód nie pomógł Polakom?
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Okupacja czasu II wojny światowej kończyła się na Zachodzie wówczas, gdy armia niemiecka opuszczała terytoria podbitych wcześniej państw. W Europie Środkowo-Wschodniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Płynnie jedna okupacja przechodziła w drugą okupację

Na terytorium Polski, ale też państw bałtyckich, Węgier czy Rumunii wkraczały oddziały Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej oraz towarzyszące im służby wywiadu i kontrwywiadu ZSRR, takie jak NKWD czy SMIERSZ. - Płynnie jedna okupacja przechodziła w drugą okupację - twierdzi dr Mirosław Sikora, który 1 marca wygłosił w raciborskiej Strzesze prelekcję na walki Żołnierzy Wyklętych w kontekście sytuacji międzynarodowej.

Wojna domowa, czy wojna zastępcza?

Wraz z Armią Czerwoną oraz czekistami na teren Polski wkroczyli również przedstawiciele polskich władz komunistycznych. To właśnie oni, wspólnie ze służbami oraz wojskiem sowieckim, prowadzili walkę z Żołnierzami Wyklętymi, przede wszystkim członkami Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (ale również niewymienionych przez dr Sikorę Narodowych Sił Zbrojnych). Dla historyków już samo sklasyfikowanie konfliktu, którego apogeum przypada na lata 1944-1947, stanowi problem sam w sobie.

- Mówi się o wojnie domowej, o powstaniu przeciwko okupantowi sowieckiemu i kolaborantom. Można to też nazwać mianem wojny zastępczej - zauważa dr M. Sikora, choć jego zdaniem ten ostatni termin jest najmniej adekwatny. W wojnie zastępczej obie strony konfliktu, przeważnie mieszkańcy tego samego kraju, są wspierane przez siły zewnętrzne. Tymczasem żołnierze walczący w szeregach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (dalej: WiN) nie otrzymali żadnej znaczącej pomocy Wielkiej Brytanii czy USA - ani materialnej, ani doradcze, ani wywiadowczej.

Zdradzeni po raz drugi

To właśnie brak wsparcia państw zachodnich, połączony z ogłoszoną przez władze komunistyczne "amnestią" (w rzeczywistości wielu żołnierzy, którzy z niej skorzystali, zostało pojmanych, a następnie zgładzonych), zaważył na raptownym osłabieniu oporu przeciwko sowieckiej okupacji.

Żadne państwo nie zdecydowało się na wsparcie materialne czy wywiadowcze ruchu oporu przeciwko sowietom

O ile na początku 1945 roku, po rozwiązaniu Armii Krajowej i zawiązaniu się WiN, walkę z okupantem sowieckim prowadziło kilkadziesiąt tysięcy osób, o tyle w styczniu 1947 roku było to już około 2 tys. osób.

- Ten opór malał znacząco, bo nie był zasilany z zewnątrz. Żadne państwo nie zdecydowało się na wsparcie materialne czy wywiadowcze ruchu oporu przeciwko sowietom - uważa M. Sikora.