środa, 8 lipca 2020

imieniny: Edgara, Elżbiety, Eugeniusza

RSS

Polscy pracownicy zaczynają tracić pracę w Czechach

31.03.2020 00:00 sub

Przynajmniej jedna z fabryk, produkujących podzespoły dla koncernów samochodowych zaczęła zwalniać polskich pracowników zatrudnionych za pośrednictwem agencji pracy

POWIAT, REGION W piątek 20 marca, informacje o zwolnieniu otrzymali pracownicy wykonujący prace dla Varroc Lighting System (produkcja lamp samochodowych), oddział w Rychvaldzie.

Zwolnienie za pomocą sms’a

„W związku z pandemia, Varroc zdecydowal zwolnic wszystkich pracownikow agencyjnych. Oznacza to ze konczy sie Panstwa tymczasowy przydzial do pracy z dniem dzisiejszym tj. 20.03.2020 co oznacza ustanie stosunku pracy. Robimy co w naszej mocy abysmy mogli Was z powrotem przyjac, ale sytuacja zmienia sie z godziny na godzine, dlatego prosze o wstrzymanie sie z oddaniem ciuchow roboczych do 5.4.2020. Wierzymy ze jeszcze sie Wam przydadza. Bedziemy sie z Wami kontaktowac telefonicznie odnosnie wszelkich pytan” (pisownia oryginalna) – wiadomość tej treści otrzymali w piątek 20 marca polscy pracownicy Varroca, zatrudnieni przez czeską agencję pracy Indicada. O sprawie poinformowali nas we wtorek 24 marca.

– Niektóry otrzymali wiadomość na maila, inni sms’em – mówi nasz rozmówca, pracownik Varroca, zatrudniony przez czeską agencję Indicada. Zwolnienia mieli otrzymać też pracownicy zatrudnieni poprzez inną czeską agencję pracy Comac Jobs. Z obydwoma agencjami nie udało nam się skontaktować. Z jastrzębskiego oddziału agencji Indicada otrzymaliśmy jedynie sms’a, że pracownik tego oddziału od 16 marca przebywa na bezpłatnym urlopie, biuro jest nieczynne, a wszystkie nabory są odwołane. Czeski przedstawiciel Indicady poprosił o pytania sms’em. Przesłaliśmy je. Nie odpowiedział. Później inny przedstawiciel Indicady zadzwonił, tłumacząc, że musi odpowiedź skonsultować z firmą Varroc. Później się jednak nie odezwał.. Telefon do wodzisławskiego oddziału Comac Jobs w ogóle milczy.

Tymczasem byli już pracownicy są zrozpaczeni, wielu z nich pracowało w Rychvaldzie od kilku miesięcy na agencyjnych umowach, praktycznie bez osłon socjalnych. – Tam jest spora rotacja pracowników, nie wszystkim odpowiada system zmianowy, albo zakaz używania komórek. Ci, którzy pracują dłużej, są już bezpośrednio zatrudniani przez Varroca. Ja pracuję od kilku miesięcy, więc na razie pod agencją. Nie wiem, czy przysługuje mi jakaś odprawa, jakaś pomoc – pisze do nas wodzisławianin.

Dodajmy, że agencja pracy Indicada jeszcze 10 marca tego roku zamieściła na jednym z portali ogłoszenie o tym, że poszukuje pracowników do pracy w Varroc w Novym Jicinie. Nie minęły dwa tygodnie…

Fabryka na postojowym, agencja zwalnia

W czwartek 26 marca o swoich problemach poinformowali nas z kolei pracownicy czeskiego oddziału Brembo w Ostravie. – W niedzielę 22 marca otrzymaliśmy od agencji pracy Ascari, która zatrudniała nas w fabryce Brembo w Czechach, informację, że przechodzimy na postojowe płatne w wysokości 80%. Dzień później agencja nas jednak zwolniła – pisał do nas pracownik fabryki Brembo, prosząc o zachowanie anonimowości. Twierdził, że on i około setka innych pracowników otrzymało zwolnienia, mimo że samo Brembo zwolnień nie przeprowadziło.

W sms’ie z 23 marca, agencja konieczność zwolnień argumentowała sytuacją spowodowaną przez koronawirusa. W treści sms’a napisano, że Czechów również pozwalniano: „Dzień dobry, muszę was wszystkich poinformować że z dniem dzisiejszym zostaliście zwolnieni. Bardzo was za to przepraszam, ale firma nie ma tyle materiału i nie ma dla nikogo teraz tyle pracy i to wszystko z powodu tego korona wirusa. Sami wiecie jak to w pracy wyglądało i jak wygląda cała sytuacja we świecie, teraz tez ten tydzień wolnego dostaliście wszyscy, ale niestety dziś otrzymałam taką informacje o waszym zwolnieniu. Czechow tez pozwalniali. Na razie to wygląda ze to jest tylko na jakiś czas niż się wszystko trochę uspokoi. Zaraz jak będą ponownie przyjęcia to was będę informować. Dziękuje za współpracę, jesteście super! Jeszcze przypominam dla tych co są na L4: kontynuacje ciagle donosić do nas, wrzucać do skrzynki do Wodzisławia” (pisownia oryginalna) – sms’a z taką wiadomością otrzymali pracownicy zatrudnieni przez agencję Ascari w fabryce Brembo w Czechach.

Nasz rozmówca twierdził, że agencja pracy zwolniła go i wielu innych pracowników, mimo że sama fabryka Brembo w Ostravie zwolnień nie przeprowadziła. – Okazało się, że Brembo wcale nie chciało nas zwolnić, tylko agencja jako jedyna współpracująca z Brembo, nie będzie obniżać swojego wynagrodzenia. Sms’em zwolnili ponad 100 osób! Bardzo prosimy o interwencję. Zostaliśmy z dnia na dzień bez środków do życia – nie krył rozpaczy nasz informator.

Filip Jedelsky, HR manager Brembo zapewnił, że firma ta nie przeprowadziła do tej pory zwolnień i nie zamierza nikogo zwalniać, ale ze względu na ograniczenie zamówień przez jej odbiorców, wysłała załogę na postojowe. – Natomiast zwolnienia przeprowadziła agencja Ascari. Dotyczy to ponad 80 pracowników – mówił Jedelsky. Zaznaczył, że Brembo w związku z tą sprawą rozmawia z agencję Ascari przez prawników.

– Z naszej strony robimy, co możemy, żeby ci pracownicy jeszcze dziś, bądź jutro zostali zatrudnieni pod inną agencją, przynajmniej, żeby byli na postojowym do świąt i mogli otrzymać wypłatę – mówił nam 26 marca Filip Jedelsky. Kilka godzin później, pracownik Brembo, który został zwolniony przez agencję Ascari wysłał nam na maila informację, że znów ma pracę. – Dzięki interwencji Państwa oraz firmy Brembo, przejęła nas inna agencja i wracamy do pracy. Właśnie otrzymaliśmy taką informację. Dziękujemy za całego serca – napisał mężczyzna. Nie wiadomo co będzie po świętach, jeśli sytuacja epidemiologiczna wyraźnie się nie poprawi, to zwolnień pewnie nie uda się uniknąć. Dodatkowo od 27 marca obowiązkowa 14-dniowa kwarantanna po przekroczeniu granicy została rozszerzona na osoby pracujące w państwie sąsiadującym. Oznacza to, że świadczący pracę w ramach małego ruchu granicznego i przekraczający granicę PL/CZ min. 3 razy w tygodniu, po powrocie do Polski będą zobligowani do pozostania w miejscu odosobnienia przez kolejne 2 tygodnie.

To może być dramat

Stąd już i do Powiatowego Urzędu Pracy w Wodzisławiu dochodzą już sygnały o zwolnieniach w Czechach, gdzie może pracować nawet do 3,5 tys. mieszkańców powiatu wodzisławskiego. - W najgorszej sytuacji są ci, którzy zostali zatrudnieni poprzez agencje pracy. Oni nie mają praktycznie żadnej ochrony, może kilkudniową. Szacujemy, że w ten sposób zatrudnionych jest około 60-70 % polskich pracowników. Pozostali zatrudnieni są bezpośrednio przez firmy i te, przynajmniej na razie starają sie nie zwalniać, tylko wysyłają pracowników na przestoje, zresztą wielu z nich to wyszkoleni pracownicy, firmy tak łatwo nie chcą się ich pozbywać. Tak jest w największej firmie zatrudniającej Polaków czyli w KES. Tam produkcję utrzymano na 40% możliwości. Większość Polaków trafiła na przestoje lub urlopy. Natomiast sytuacja jest dynamiczna, może się okazać, że wielu ma tylko odroczony termin egzekucji. Najgorzej wygląda sytuacja w firmach produkujących na potrzeby przemysłu motoryzacyjnego. Tu produkcja praktycznie stanęła. Inne firmy produkują, ale znów przez zakaz przemieszczania się przez granicę ludzie nie mogą dojechać do pracy – mówi Anna Słotwińska-Plewka, dyrektor PUP w Wodzisławiu Śl. W takiej sytuacji są np. pracownicy firmy Lanex Bolatice, produkującej liny i tekstylia przemysłowe. - Teraz na każdej zmianie brakuje dwudziestu pięciu polskich pracowników. Ponieważ zwykle obsługują oni zaawansowane maszyny, zwłaszcza wytłaczarki, nie można ich po prostu wymienić. Nauka obsługi tych maszyn zajmuje pracownikowi od dwóch do trzech miesięcy. Rok mija zanim opanuje ją naprawdę dobrze - powiedziała w wywiadzie dla czeskich mediów Ivana Gračková, rzecznik prasowy BR Group, w skład której wchodzi Lanex. Dlatego Lanex chce proponować polskim pracownikom bezpłatne zakwaterowanie.

Arkadiusz Kaczor z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach wyjaśnia, że mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją, której nie dało się przewidzieć, w związku z tym trudno na dziś mówić o tym, jakiej pomocy można udzielić polskim pracownikom, którzy właśnie zwalniani są z pracy w Czechach. – Widzimy, że właśnie wchodzą w życie nowe obostrzenia, które dotyczą nie tylko sfery życia prywatnego, ale też przedsiębiorców. Praktycznie z dnia na dzień kompletnie zmieniła się sytuacja na rynku pracy, do czego nie można było się w żadnej sposób przygotować – mówi Arkadiusz Kaczor. Jak dodaje, w pierwszej kolejności zwalniani muszą się zarejestrować w miejscowym PUP. Potem trafią do WUP z wnioskami. – My ustalimy prawo do zasiłku jeśli praca w Czechach będzie mieć wpływ na jego przyznanie lub wysokość – mówi Kaczor.

Na tym etapie zasiłki to „pierwsza pomoc”. – W miarę rozwoju sytuacji będzie można reagować, czy to w ramach środków Funduszu Pracy, czy Europejskiego Funduszu Społecznego. Trzeba jednak brać poprawkę na to co dzieje się w kraju. Póki co nie wiemy jeszcze, jaka to skala i jak się rozwinie – zaznacza Arkadiusz Kaczor.Artur Marcisz

  • Numer: 13 (1010)
  • Data wydania: 31.03.20
Czytaj e-gazetę