Wtorek, 21 stycznia 2020

imieniny: Agnieszki, Jarosławy, Epifaniego

RSS

Być chrześcijaninem. Rozważania o sakramentach

29.01.2019 00:00 red

Ks. Jan Szywalski przedstawia.

Co należy do tego, by być chrześcijaninem? Są trzy słowa, które mają związek ze sobą: Chrystus – chrzest – chrześcijanin. Chrześcijaninem jest ten, kto uwierzył w Chrystusa i przyjął chrzest.

Ali Dini

Na święta otrzymałem książkę z zachętą: „Trzeba przeczytać, bardzo interesująca!” Jest to autobiograficzna powieść o Ali Dinim, muzułmaninie, który stał się chrześcijaninem. Tytuł książki: „Nieśmiertelny”, a pod tytułem dopisek: Zabijałem dla Mahometa, żyję dla Chrystusa.

Autor pisze o sobie, o swoim burzliwym, awanturniczym życiu. Urodzony w Iranie, który w czasach władztwa Chomeiniego stał się krajem wybitnie islamskim. Gdy doszło do wojny z sąsiednim Irakiem – taka wewnętrzna, muzułmańska, niezwykle krwawa rozprawa między sunnitami (Irak) i szyitami (Iran), Ali zgłosił się jako ochotnik. Setki razy narażony na śmierć, zawsze jednak ocalały, uzyskał przydomek „nieśmiertelny”. Po czasie zobaczył bezsens krwawej wojny, wywinął się z pola walk i pod wpływem kolegów wszedł w intratny handel narkotyków. Uwikłany w bójki między gangami, miał na sumieniu niejedno życie. Złapany przesiedział kilka lat, później został warunkowo zwolniony. Znów wrócił do intratnego handlu prochami. Naćpany spowodował wypadek samochodowy, stracił nogę, ale z protezą jakoś sobie radził. Znów dostał się do więzienia. Z nudów uprawiał intensywną gimnastykę i czytał co tylko dostał w ręce. U współwięźnia zauważył książkę, którą tamten chował pod łóżkiem. Co to jest? Biblia! Dla muzułmanina była to „księga niewiernych”. Zaczął czytać o Jezusie (dla muzułmanina Jezus jest jednym z proroków). Z początku śmiał się głośno: zamienił wodę w wino – ha, ha, ha; nakarmił pięcioma chlebami tłumy ludzi – śmieszne, zmartwychwstał po śmierci – bla, bla, bla... A potem czytał o nawróceniu św. Pawła, jak z Szawła prześladowcy, stał się Paweł apostoł. Ali – muzułmanin i kryminalista, też stał się chrześcijaninem. Zawiązała się przyjaźń między nim a pastorem więziennym. Gdy przyjął chrzest z jego rąk, skakał z radości. W swej żarliwości zaczął nawracać innych współwięźniów. Strasznie trudno mu przyszło zerwać z narkotykami, a jeszcze trudniej, po wyjściu z więzienia, pokornie podjąć normalną pracę.

Świadome przyjęcie chrztu

Nam nie było dane radować się chrztem. Byliśmy małymi dziećmi, może nawet głośnym płaczem protestowaliśmy przeciw polewaniu nas zimną wodą. Ale radowali się rodzice, dumni byli chrzestni, a cała rodzina zeszła się z tej okazji. Jest zwyczajowe powiedzenie po powrocie z kościoła: „Wynieśliśmy poganina, przynieśliśmy wam chrześcijanina”.

Byłem kilka razy świadkiem świadomego przyjęcia chrztu. Ze wzruszeniem wspominam chrzest pewnej dziewczynki przed pierwszą Komunią św. Rodzice przyjechali ze Związku Radzieckiego, gdzie daleko i szeroko nie było katolickiego kościoła. Dopiero w Polsce, choć wtedy jeszcze socjalistycznej, chrzest ich córki był możliwy. Obrzęd był przeżyciem dla wszystkich uczestników z rodziny. Ubrana w strój komunijny, świadoma tego, co mówi, wyrzekała się szatana i wszystkich spraw jego i wyznała, że wierzy w Boga Ojca i Jego Syna Jezusa Chrystusa oraz w Ducha Świętego, że oczekuje ciała zmartwychwstania i żywota wiecznego. Potem pochyliła głowę, a ja polałem ją wodą obmywającą jej duszę. Widoczna była radość całej rodziny. Czuli, że ostatecznie zerwali z ponurą przeszłością w kraju komunistycznym, choć i w Polsce nie było jeszcze pełnej swobody religijnej.

Nasz chrzest

Zarzucają nam niektórzy, że, chrzcząc małe dzieci, nie respektujemy wolności wyboru religii, że należałoby czekać na pełnoletniość, że Chrystus mówi najpierw o wierze, potem o chrzcie, a więc najpierw trzeba złożyć wyznanie wiary, a potem przyjąć chrzest; że apostołowie chrzcili tylko dorosłych. Wiemy jednak z dziejów pierwotnego Kościoła, że chrzczono dzieci chrześcijańskich rodziców. Ci bowiem uważali przyjętą wiarę za tak wielki skarb, że było dla nich oczywiste, że przekażą go swoim potomkom. Sami przekonani o słusznym wyborze drogi życia, czuli się zobowiązani wpoić również swym dzieciom ducha chrześcijańskiego, by razem iść przez życie w świetle wiary. Kościół chrzci dzieci na kredyt wiary rodziców.

Przekaz sztafety wiary funkcjonował w Polsce przez tysiąc lat, ale wygląda na to, że w wielu rodzinach nie przekazuje się pałeczki chrześcijaństwa. Z radosnego entuzjazmu, że jestem chrześcijaninem, pozostało niewiele.

Odmowa chrztu

Bywa, że kapłan dostrzegając, że rodzice są chrześcijanami tylko z nazwy, odmawia chrztu ich dziecka. Nie widzi bowiem żadnej gwarancji chrześcijańskiego wychowania. Takim powodem może być brak ślubu rodziców, mimo że nie ma do tego przeszkody. Jeżeli bowiem rodzice nie cenią sobie sakramentu małżeństwa, to i sakrament chrztu dziecka będzie u nich tylko formalnością, a nie cennym darem Bożym. Kto sam nie chodzi przez życie drogą sakramentalną, nie będzie po niej wiódł swych dzieci.

Postchrześcijańska Europa

Jesteśmy chrześcijanami, należymy do największej religii świata. Jedna trzecia ludzkości jest chrześcijańska, a połowa z nich to katolicy. Chrześcijaństwo wychowało Europę, która była i nadal jest kulturową przewodniczką świata. Unia Europejska powstała z pobudek chrześcijańskich. U jej początku stali trzej wielcy katoliccy mężowie stanu: Francuz Schuman (kandydat do beatyfikacji), Niemiec Adenauer i Włoch Gasperi. Unia zrodziła się po II wojnie światowej z pragnienia, aby nigdy już nie deptano przykazania Bożego „Nie zabijaj!” i chrześcijańskiego nakazu miłości bliźniego. Zbrodnicze systemy faszyzmu i komunizmu zaczynały swe rządy właśnie od zwalczania religii, bo niepokoiła ich sumienia.

Odcięcie się od korzeni

Europa znów odchodzi od chrześcijaństwa. Jest bogata i wygodna, ale bez ducha, brak jej idei przewodniej, jest „bezpłodną babcią”, jak ją nazwał papież Franciszek w Strasburgu w 2016 r.

Europa ma kłopoty demograficzne, starzeje się i wyludnia. Wiąże się to z kryzysem rodziny, spowodowanym liberalnym traktowaniem nakazu Bożego „Nie cudzołóż!”.

Religia i rodzina to system naczyń połączonych: bez religii zdrowe rodziny stają się rzadkością i nie ma też należytej liczby młodych ludzi. Nacisk ubogich i przeludnionych krajów będzie coraz większy i może się go nie da powstrzymać. Europa potrzebuje młodych prężnych ludzi.

Polska jest pewnym wyjątkiem w zlaicyzowanej Europie, uchodzi za katolicką wyspę. Na jak długo? Zauważamy wszyscy, zwłaszcza katecheci, że młode pokolenie nie buduje na skale wiary, ale na piasku bezideowości.

Czy jestem chrześcijaninem?

Być chrześcijaninem to znaczy:

– wierzę w Boga i w Jezusa Chrystusa, który dla mnie jest nie tylko historyczną postacią, ale Bogiem z nami;

– przyjąłem kiedyś chrzest, a teraz, jako dorosły człowiek akceptuję chrześcijańską drogę życia;

– przyjmuję kolejne sakramenty, które Kościół stawia na mojej drodze życia jako źródło łaski;

– akceptuję jako główny drogowskaz życia chrystusowe prawo miłości: „Boga z całego serca, a bliźniego jak siebie samego”, tzn. nie tylko nie będę krzywdził, ale pomogę, będę przy bliźnim w potrzebie, umiem przebaczyć;

– prostuję drogę swojego życia w sakramencie pokuty;

– uświęcam me życie rodzinne sakramentem małżeństwa;

– spotykam się w niedzielę, w dzień zmartwychwstania Chrystusa, z innymi chrześcijanami na Eucharystii;

– Bóg jest mi bliski, dlatego modlę się i ufnie powierzam Mu swe życie;

– wierzę w żywot wieczny i liczę się z tym, że zdam sprawę z włodarstwa swego na ziemi.

Jest prawdą, że na ogół ludzie wierzący są spokojniejsi, bardziej otwarci i ufni. Przeciętnie żyją też dłużej i powinni tęsknić za niebem.

  • Numer: 5 (1389)
  • Data wydania: 29.01.19
Czytaj e-gazetę