Niedziela, 1 sierpnia 2021

imieniny: Justyna, Nadii, Piotra

RSS

Ks. dr Antoni Korczok męczennik Dachau

06.02.2018 00:00 red.

ks. Jan Szywalski przedstawia

Jest naszym raciborskim męczennikiem pochodzącym ze Starej Wsi. Był proboszczem w Gliwicach – Sośnicy, więźniem nr 19 953 w Dachau, tam zamordowany 5 lutego 1941 r. Jest kandydatem na ołtarze.

Raciborzanin

Antoni Korczok urodził się 1 czerwca 1891 r. w rolniczej rodzinie starowiejskiej. Korczokowie mieszkali niedaleko kościoła św. Mikołaja na ul. Kościelnej 9, ojciec, również Antoni, należał do Rady Parafialnej, matka Paulina była z domu Komorek. Przyszły ksiądz Antoni był drugim dzieckiem z dziewięciorga. Religijność była czymś oczywistym w ich domu, kościół parafialny był blisko, ale byli też bardzo przywiązani do kościoła Matki Bożej.

Po ukończeniu czterech klas podstawówki młody Antoni kształcił się dalej w renomowanym Królewskim – Ewangelickim Gimnazjum w Raciborzu (dziś Ekonomik). W 1910 r. złożył egzamin dojrzałości z wyróżnieniem i od razu wstąpił do Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Podczas studiów interesował się szczególnie historią kościelną narodów słowiańskich. Znał i swobodnie posługiwal się językiem polskim i niemieckim.

Kapłan

Miał 23 lata, gdy otrzymał w 1914 r. święcenia kapłańskie we Wrocławiu. Prymicje w kościele św. Mikołaja były zapewne wielkim świętem dla parafii. Kazanie wygłosił proboszcz ks. Carl Ulitzka w polskim i niemieckim języku. Gościna odbyła się w rodzinnym domu.

W tym samym roku wybuchła I wojna światowa. Jako młody ksiądz został zatrudniony w szpitalu wojskowym w Raciborzu (był za to odznaczony Krzyżem żelaznym II klasy), ale otaczał także opieką religijną rosyjskich, ukraińskich i polskich jeńców wojennych. Wielu z nich należało do Kościoła grekokatolickiego czy prawosławnego. Zainteresowanie Kościołami wschodnimi zaowocowało później na pisaniem pracy doktorskiej pt. „Kościół grekokatolicki w Galicji”, przyjętej na Uniwersytecie Wrocławskim w 1919 r.

W latach 1916 – 18 był wikariuszem w Katowicach – Dębicach, a później w Gliwicach przy dzisiejszej katedrze św. Piotra i Pawła.

W czasie powstań śląskich i plebiscytu, mimo propolskich sentymentów, trzymał się zaleceń bpa wrocławskiego kard. Bertrama, który zabronił księżom bezpośredniego angażowania się w walkę powstańczą. Ks. Korczok na pewno nie był fanatykiem polskim; był przede wszystkim kapłanem i to dla wszystkich. Po podziale Górnego Śląska nie wyemigrował na stronę polską lecz pozostał w Gliwicach.

W 1922 r. został wikariuszem przy parafii św. Franciszka w Zabrzu – Zaborzu.

Proboszcz

W 1928 r. umarł nagle proboszcz w Gliwicach – Sośnicy i ks. Antoni Korczok został mianowany jego następcą. Stał przed niełatwym zadaniem: trzeba było dokończyć budowę nowej świątyni oraz integrować społeczność robotniczo-górniczą gwałtownie rozrastającej się parafii. Ks. Antoni okazał się kapłanem pełnym energii: wprowadzony w kwietniu 1929 r. w urząd, mógł już w październiku tegoż roku zaprosić biskupa na konsekrację nowej, obszernej świątyni pw. MB Wspomożenia Wiernych.

Nabożeństwa odprawiano, jak to bywało najczęściej na Górnym Śląsku, dwujęzycznie: stałe teksty mszy św. były oczywiście po łacinie, ale śpiewy i kazania były na jednej mszy św. po polsku, na drugiej po niemiecku. Ks. Korczok należał do tzw. utrakwistów, czyli władających obydwoma językami. Bywało, że podczas wizytacji biskupiej tłumaczył kazania biskupa na język polski.

Ten stan utrzymał się do 1939 r. Jeszcze na jego srebrnym jubileuszu 13.06.1939 r. ks. Carl Ulitzka wygłosił mu kazania w obu językach, ale 23 lipca tegoż roku ks. Korczok notuje w kronice: „Dziś po raz pierwszy były wszystkie nabożeństwa odprawiane tylko w języku niemieckim”. Było to na zarządzenie bpa Bertrama, który zawiesił polskie nabożeństwa ze względu na powtarzające się burdy przed kościołami urządzane przez członków partii hitlerowskiej.

Więzień

Potem przyszła wojna. Jej wybuch zresztą ks. Korczok przeczuwał, o czym świadczą wpisy w kronice. Czuł na sobie śledczy wzrok gestapo. Już w lipcu zostało kilku księży niewygodnych dla brunatnych władz wysiedlonych ze Śląska, m. in. ks. Carl Ulitzka z Raciborza. Dla ks. Korczoka również szukano pretekstu, aby go zdyskredytować w oczach wiernych.

Nadarzyła się okazja. Po rozpoczęciu wojny zaczęły napływać powiadomienia o poległych żołnierzach „für Führer, Volk und Vaterland”. 28 maja 1940 r. poległ na froncie francuskim 26-letni parafianin Sośnicy Waldemar Kleinert. Brat jego przyszedł do ks. Korczoka prosić o modlitwę za niego. Proboszczowi Koczokowi wiadomo było, że ojciec poległego, działacz partii hitlerowskiej, kilka miesięcy przedtem wystąpił oficjalnie z Kościoła. Podobno wyrażał się z pogardą o Kościele i duchowieństwie. W związku jednak ze śmiercią jego syna, ks. Korczok uważał za swój obowiązek, by wyrazić mu współczucie i napisał do niego list. Było w nim też zdanie, że „gdyby Pan miał życzenie, by ból po stracie syna ukoić pociechą płynącą z wiary, to jestem gotowy, by drogę powrotu do niej Panu ułatwić”. Pan Kleinert, ojciec poległego, pokazał list komórce partyjnej, ta posłała go jeszcze do wyższej instancji. W gazetach partyjnych rozpętała się gwałtowna nagonka na księdza. Oskarżano go o „duszochwactwo”, o nietolerancję, o pijaństwo (był abstynentem!) oraz przynależność do narodowości polskiej. Na nic zdał się drugi list w pojednawczym tonie do pana Kleinerta. 24 sierpnia 1940 r. przyszło po ks. Korczoka gestapo. W kajdanach odprowadzano go po ulicach parafii do gliwickiego więzienia, a 3 września został przekazany do Wrocławia. Zachowały się, spisane w tajemnicy, przez ks. wikariusza opinie mieszkańców Sośnicy o oskarżycielu Kleinercie. Wynika z nich, że korzystał kiedyś z pomocy charytatywnej ks. Korczoka, potem, gdy zapisał się do partii, rozpił się, stał się alkoholikiem i używał publicznie ordynarnych słów pod adresem swego dobroczyńcy.

Męczennik

Na nic nie zdały się interwencje ks. kardynała Bertrama: ks. Korczok został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau i poddany zaostrzonemu rygorowi. Zachowały się pewne świadectwa o nim. „Ks. Korczok pracował przy ładunku węgla. Wieczorami gromadził w swoim baraku współwięźniów, z którymi odmawiał modlitwy, słuchał ich spowiedzi, przygotowując na śmierć. Kiedy władze dowiedziały się o tym, zawieszono go za ręce założone na plecach na jedną godzinę na szubienicy. Po odbyciu kary ks. dr Korczok nie przestał działalności duszpasterskiej, tak, że skazany został po raz drugi na podobną, tym razem, a dwugodzinną karę”. W międzyczasie odbyła się „rozprawa sądowa”, na której nie udowodniono mu żadnej winy. Miał zatem być zwolniony 6 lutego 1941 r. Jego bratanek, także ksiądz, Franciszek Korczok, pełen nadziei załatwił sobie odpowiednie pozwolenia i pojechał po niego do Dachau. W obozie dowiedział się jednak, że „akurat wczoraj, 5 lutego, stryj jego umarł na osłabienie krążenia krwi”. Przyrzeczono mu, że otrzyma zezwolenie na sprowadzenie zwłok, lecz podpis musi złożyć chwilowo nieobecny komendant obozu. Pozwolono mu zobaczyć zmarłego: leżał na drewnianej pryczy, nagi, skurczony jak dziecko,, nakryty papierowym workiem. Miał głowę zalaną krwią i okrytą ranami. Zauważył ślad po strzale w kark.

Komendant, gdy przybył, strasznie zdenerwował się, że pozwolono mu zobaczyć zmarłego, bo „powinno się go było zaraz spalić”. Mógł jednak pojechać do krematorium, tak, że był przynajmniej pewny, że będą to prochy stryja.

Pogrzeb

Urnę przywiózł do parafii Chrystusa Króla w Gliwicach, tam gdzie był wikarym. Zaczęło się masowe odwiedzanie kościoła, by pomodlić się za niego. Uroczyste requiem odbyło się 18 lutego. Gestapo, widząc, że ludzi pielgrzymujących do jego urny jest coraz więcej, nakazało, by pochówek był w Raciborzu.

Uroczystości pogrzebowe w Raciborzu odbyły się w kościele św. Mikołaja 20 lutego. Urnę umieszczono w pomalowanej na srebrno trumnie i pochowano w grobie jego rodziców. Po wojnie jednak wyjęto ją i przekazano do Sośnicy, tam gdzie był 15 lat proboszczem. Ponowny pochówek miał miejsce 25 sierpnia 1946 r. przy współudziale administratora opolskiego Bolesława Kominka. Urna znajduje się dziś przy ołtarzu w bocznej nawie.

Niestety, ks. Antoni Korczok nie znalazł się wśród 108 błogosławionych ofiar ostatniej wojny, wyniesionych na ołtarze w 1999 r. przez Jana Pawła II , bo uwzględniono wtedy tylko męczenników z terenów byłej Polski. A szkoda...

  • Numer: 6 (1338)
  • Data wydania: 06.02.18
Czytaj e-gazetę