Niedziela, 22 września 2019

imieniny: Maurycego, Tomasza, Joachima

RSS

Po Wiśle Czarne saniami bez płóz

08.03.2016 00:00 red

No i tradycji stało się zadość, emeryci z Koła Centrum Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Raciborzu jadą na kulig do Wisły.

Pogoda wspaniała, świeci słońce, śniegu ani grama. Jedziemy prosto do Pałacu Prezydenckiego. Tam czeka na nas przewodnik. Kontrola przy wejściu chyba jeszcze bardziej szczegółowa niż na lotnisku. No, ale nie z nami takie numery, my jesteśmy zwarci, solidni i odpowiedzialni, więc kontrola przebiegła bezproblemowo. Idziemy do głównego budynku, przewodnik opowiada historie: dar narodu dla prezydenta Ignacego Mościckiego, to raczej Pałacyk Myśliwski. Uderza prostota, a wręcz skromność, jest wszystko co być powinno, ale bez przepychu, bez blichtru. Na ścianach poroża zwierząt, obrazy – dwa portrety prezydenta. Z okien wspaniałe widoki na okolicę. Zwiedzający mają wrażenie, że właściciel przed chwilą wyszedł, a po zakończeniu naszego zwiedzania wróci. Następnie przechodzimy do drewnianego kościółka, który pełni przemiennie role kościoła katolickiego i ewangelickiego. Jedziemy do centrum Wisły, mamy trochę wolnego czasu, spacerujemy deptakiem, odwiedzamy park zdrojowy z muszlą koncertową i oczywiście czekoladowego Małysza. Niestety, jest za szkłem, skosztować nie można. Czeka na nas ciuchcia. Kryte ogrzewane wagoniki zabierają nas na przejażdżkę. Pierwszy przystanek to skocznia im. Adama Małysza, część grupy wyjeżdża na taras widokowy, inni spacerują u podnóża kupując pamiątki. Po krótkim postoju jedziemy nad Jezioro Czerniańskie. Tama na zbiorniku to atrakcyjny deptak, a więc spacerujemy. Potem wracamy do centrum, chwila przerwy i jedziemy do Wisły Czarne. Tam czekają na nas sanie, trochę dziwne, bo na gumowych kołach. Na tych saniach robimy wycieczkę wzdłuż doliny Potoku Białego. Piękna malownicza trasa. Zastanawiające jest, jak w tym podłożu łupkowym drzewa potrafiły zapuścić korzenie. Jedziemy do góralskiej koliby, tam jemy kwaśnicę, krupnioki, kiełbaski z grilla, jest też chleb ze smalcem i ogórek, herbata. Góral nam gra, a my skaczemy, tańczymy, jest wesoło, wszyscy we wspaniałych humorach. Mijają trzy godziny, więc wracamy do Raciborza. Widać kulig bez śniegu też może być udany.

Janusz Loch

  • Numer: 10 (1242)
  • Data wydania: 08.03.16
Czytaj e-gazetę