Poniedziałek, 12 kwietnia 2021

imieniny: Juliusza, Ludosława, Zenona

RSS

Andrzej Starzyński zrezygnował. Kto nowym prezesem Unii Racibórz?

26.11.2013 00:00 red

PIŁKA NOŻNA – Nadzwyczajne Walne Zebranie W KS Unia Racibórz. Zmiany z korzyścią dla klubu?

Ponad osiem lat był sternikiem Unii Racibórz. Andrzej Starzyński mówi dość i oddaje raciborską piłkę w inne ręce. Czyje? O tym zdecyduje Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, które zwołane zostało na 5 grudnia.

O tym kto obejmie stanowisko prezesa czwartoligowej Unii Racibórz w środowisku piłkarskim mówi się już od paru tygodni. Do tej pory zgłosił się jeden kandydat, a jest nim Abdullah Cimen, obecny prezes LKS Studzienna za którego kadencji klub znajdujący się na przedmieściach Raciborza awansował z B klasy do klasy okręgowej.

– Kandydatura pana Cimena wyszła od dyrektora Szkoły Mistrzostwa Sportowego Arkadiusza Tylki. Odbyliśmy rozmowę i pan Cimen zapalił się do tego pomysłu. Jest na dzień dzisiejszy zdecydowany, żeby przejąć funkcję prezesa. Czeka go znacznie większe wyzwanie niż w Studziennej. Czy się powiedzie to nie będzie zależało tylko od niego, ale też od ludzi, którymi się otoczy. Tych ludzi musi być coraz więcej – powiedział obecny prezes KS Unia Andrzej Starzyński.

Od momentu kiedy Starzyński objął stery raciborskiej Unii udało się wrócić z klasy okręgowej do IV ligi, a także otworzyć jednemu z wychowanków drogę na salony polskiego piłkarstwa. Pod nazwą Unii Racibórz trenuje także coraz więcej grup młodzieżowych, które mają być przyszłością raciborskiego klubu.

– Od paru lat myślałem o rezygnacji z funkcji prezesa KS Unia Racibórz, ale zawsze mnie coś od tego odwodziło. Niektórzy już się zdążyli przyzwyczaić, że tak mówię, a ciągle działam. Ostateczną decyzję podjąłem jakieś dwa miesiące temu i poinformowałem zarząd, że tym razem nieodwołalnie rezygnuje z funkcji prezesa – mówi Starzyński. Głównym powodem rezygnacji były przyczyny osobiste. – Funkcja prezesa zabierała mi za dużo czasu i zbyt mocno angażowała mnie w sprawy klubowe kosztem życia rodzinnego, ale też zawodowego. Klub się rozrasta i obowiązków przybywało, a osoby, które uczestniczą w życiu klubu nie potrafiły dać z siebie więcej. Może to moja wina, że nie przyzwyczaiłem ludzi do tego, że trzeba pomagać w klubie. Może moja rezygnacja spowoduje, że nastąpią zmiany w Unii? – zastanawia się ustępujący prezes Starzyński.

Przyszłość w wychowankach

Prezes Unii nie chce pełnić żadnych oficjalnych funkcji, natomiast następcy będzie służył dobrą radą. – Po tych ponad ośmiu latach nastąpiło u mnie pewne znużenie tym wszystkim. Jak przychodziłem do klubu, to zależało mi na tym, żeby wychować jakiegoś ligowca, żeby Unia stała się mocnym ośrodkiem szkoleniowym i w oparciu o wychowanków klub trwał. Najlepsze kluby na świecie pokazują, że budują drużyny w oparciu o wychowanków. Kluby, które kupują najlepszych zawodników pojawiają się i znikają, natomiast te które bazują na wychowankach dominują od lat i tędy prowadzi droga do sukcesu. Oczywiście, że żaden klub nie obejdzie się bez wzmocnień, ale one muszą być robione z głową i umiejętnie. Potrzeba w drużynie dobrego zawodnika, żeby podnieść jakość drużyny, a młodzież też musi się od kogoś uczyć – powiedział prezes Starzyński.

W 2006 roku, gdy na Starzyńskim spoczęła męska piłka w Unii Racibórz to seniorzy spadli z czwartej ligi i w zasadzie nie było woli, żeby ta drużyna nadal funkcjonowała. Juniorzy wówczas spadli ze Śląskiej Ligi Juniorów i praktycznie zostali sami swoi, bo wszyscy, którzy byli z zewnątrz to pouciekali, gdy kasa się skończyła. – Zależało mi na tym, żeby zbudować coś trwałego, a czy to się udało, trudno mi oceniać. Już w pierwszym roku po spadku udało nam się awansować, choć nikt na to nie liczył. To była jedna z piękniejszych chwil, gdy byłem prezesem. Patrząc z perspektywy kilku lat mogę śmiało powiedzieć, że udało nam się zrobić coś z niczego. A potem, mimo rożnych problemów, zaczynając od wymiany podstawowego składu przed sezonem cały czas w tej czwartej lidze jesteśmy. Oczywiście, że nie satysfakcjonuje mnie to, że tyle meczów przegrywamy i niemalże cały czas dołujemy, ale wszyscy którzy znają te realia w jakich pracujemy to i tak na swój sposób jest mistrzostwo świata – zapewnia prezes Starzyński.

Udało się przez ten czas wychować jedną perełkę w Unii, chodzi o Łukasza Zejdlera, byłego piłkarza Banika Ostrawa, a obecnie Cracovii Kraków. – Żaden z wychowanków Unii, urodzonych w latach osiemdziesiątych, nie zagrał wyżej niż trzecia liga, a ta sztuka udała się Łukaszowi. Udało mi się doprowadzić do tego, że ten chłopak wypłynął na bardzo szerokie wody. Przez kilka lat grał w młodzieżówce reprezentacji Polski. Myślę, że ostatniego słowa jeszcze nie powiedział. Jest na tyle młodym i już doświadczonym zawodnikiem, że przyszłość jest przed nim. Michał Bedronka czy Łukasz Moneta, którzy pierwsze kroki stawiali u nas, też pukają do drzwi mocnych klubów – zauważa sternik raciborskiej Unii.

Ograniczamy się do turniejów halowych

Unia Racibórz co roku wiązała koniec z końcem. – Nie mogę powiedzieć, że zostawiam klub w świetnej kondycji finansowej, bo tej nigdy nie było. Natomiast zostawiam Unię, która dobrze szkoli młodzież. Gdy przychodziłem do Unii to szkolenie w klubie zaczęło się walić. Przy rozwodzie z RTP, młodzież poszła pod OSiR i te trzy lata spędziła w trybie stagnacji. Gdy przejmowaliśmy to w 2011 roku to około setki wychowanków w klubie ćwiczyło, a teraz jest dwa razy tyle. Jak sobie przypomnę te pierwsze mecze w Śląskiej lidze trampkarzy to przygrywaliśmy z 17:0 z Odrą Wodzisław, a teraz te mecze są wyrównane. Udało mi się też organizować turnieje dla młodzieży z dobrymi zespołami. Letnich turniejów niestety nie organizujemy ze względu na brak bazy. Później zaczęliśmy się ograniczać do turniejów halowych. Miasto nie jest pod tym kątem dobrze przygotowane. Na Zamkowej nie korzystamy z boiska od trzech lat, bo kto inny jest tam gospodarzem – mówi 52-letni szef KS Unia.

Obecnie Unia, poza seniorami, ma 12 grup młodzieżowych. – To nie jest nic nadzwyczajnego. Tak powinno to wyglądać. Podobna struktura jest w Rybniku, Wodzisławiu, Jastrzębiu i Żorach. Jeżeli ktoś mówi, że w Unii wystarczą trzy, cztery grupy młodzieżowe, to niech najpierw sprawdzi jak to jest w piłce nożnej u innych. Zaczyna mnie drażnić, że jest taka ignorancja jeśli chodzi o piłkę nożną. Czas otworzyć oczy i spojrzeć dalej niż na nasze podwórko, bo na świecie to trochę inaczej wygląda. By później osiągać efekty, trzeba każdy rocznik prowadzić osobno. Najważniejsze, że jest coraz więcej dzieci, które chcą grać i mogą stworzyć przyszłość w Unii. Postęp jest wtedy, kiedy jest rywalizacja od małego – tłumaczy Starzyński.

Dalej będę chodził na mecze Unii

5 grudnia odbędzie się nadzwyczajne walne zebranie, zostanie wyłoniony nowy zarząd i nowy prezes poukłada sobie pracę. – W moim sercu Unia zostanie, dalej będę chodził na mecze i jestem jej kibicem. Potrzebuję odpoczynku od biurokratycznej sfery prezesowania. Przez tyle lat wiele mi się udało, ale były takie rzeczy, które się nie udały. Tylko ten kto nic nie robi nie myli się. Ja też popełniłem błędy, jednak summa summarum, więcej rzeczy było dobrych niż złych.

W tym momencie jedna osoba zgłosiła chęć do prezesowania. – Piłkarzy nie brakuje, trenerów nie brakuje, a osób chcących rządzić klubem zbyt wielu nie ma – mówi ustępujący prezes.

Jak twierdzi Starzyński, jest trochę do poprawy w tym klubie, bo są rzeczy, które źle funkcjonują, jak marketing i wizerunek PR. O to trzeba zadbać, bo nie udało się znaleźć człowieka, który w tym segmencie mógłby Unii pomóc. – Najlepsze kluby to są potężne przedsiębiorstwa. Nawet kobiece RTP miało kilka osób, które zajmowały się dobrze klubem. Nie trzeba jeździć i szukać tylko spojrzeć jak tutaj była praca wykonywana. Wiele rzeczy w RTP było naprawdę bardzo dobrze zrobionych i warto je podpatrzeć, a wzorce przekładać na siebie. Tylko trzeba mieć od tego ludzi. Co z tego, że miałem sporo pomysłów jeśli brakowało mi konsekwencji, żeby je wprowadzić w życie. Jeśli pewnych rzeczy od razu się nie zrobi to potem one umykają – zapewnia sternik Unii.

Obiecanki cacanki

Problem finansowania klubu też odgrywa kluczową rolę. – Gdy spojrzy się na to ile dają inne miasta na sport czy piłkę nożną, to porównując miasta podobne do naszego, to Racibórz jest na szarym końcu. Tak jak w bazie sportowej jesteśmy na końcu, tak i w dotacjach na utrzymanie. I efekt końcowy jest taki, a nie inny. Unia tak naprawdę nie ma swojej bazy, bo to co jest na Srebrnej to wystarcza raptem na dwie drużyny, a pozostałe się szwędają po okolicy. Prezydent obiecał mi, że nie wbije łopaty na OSiR-ze przed budową aquaparku dopóki nie powstanie tam sztuczne boisko, ale szybko o tym zapomniał i do dziś już o tym nie pamięta. To było 5 – 6 lat temu, ale ja o tym ciągle pamiętam i zawsze słyszałem jedno i to samo, że w przyszłym roku na pewno takie boisko powstanie. Dzisiaj też słyszę, że w przyszłym roku ma być to boisko, ale ja już w to nie wierzę. A prawda jest taka, że nasze dzieci tułają się jak cyganie po całej okolicy i nie jest to komfortowe dla dzieci, rodziców, trenerów i dla mnie. Szkoda, że włodarze miasta nie dostrzegają tego problemu, chociaż się do nich mówi. To już nie jest śmieszne tylko bulwersujące. Z tego tytułu mam też dość, bo ileż można. Oby wreszcie się ktoś zreflektował. Może moja osoba blokowała zastrzyk finansowy do klubu? – zastanawia się pan Andrzej.

Racibórz w sportach drużynowych nie bryluje już w czołówkach polskich lig. – Za chwilę nie będziemy mieli żadnego nawet mocnego amatorskiego sportu w mieście, patrząc na to, co się dzieje z siatkarzami, a do tego doszła likwidacja klubu kobiet. Nie mówmy też że jesteśmy mocni w dyscyplinach indywidualnych, bo na to nikt poza rodzinami nie chodzi. To nie są sporty dla kibiców. Ani lekkoatletyka, ani pływanie, ani zapasy nie zgromadzą kibiców na trybunach, bo są to sporty dla samych zainteresowanych. A kibic interesuje się sportami drużynowymi, co potwierdzają mecze okręgówki, A, B i C klasy. Tam można spotkać więcej kibiców niż na matach, pływalni i bieżni. Nie widać pomysłu włodarzy na zmianę tego, bo dają każdemu pieniędzy tyle, że nie wystarcza, aby godnie żyć w sporcie. Życzę nowemu prezesowi, żeby udało mu się przekonać miasto do inwestowania w piłkę, a także tego, aby pozyskał sponsora. Kiedyś Hubert Kostka mi powiedział, że można mieć świetne pomysły i wspaniałe plany, ale jeśli nie ma na to środków finansowych to wszystko się niestety zawali – zakończył Andrzej Starzyński.

Maciej Kozina

  • Numer: 48 (1124)
  • Data wydania: 26.11.13