Sobota, 15 maja 2021

imieniny: Zofii, Nadziei, Berty

RSS

Ratujcie mój dom

13.07.2010 00:00 acz
Anna Sadowska (na zdjęciu) z rodziną skuwa tynk w swoim domu, zrujnowanym przez powódź. Firma z Kietrza, która miała ratować budynek, ulotniła się z pieniędzmi. – Wykorzystali ludzkie nieszczęście. Straciłam przez nich tysiące. Za co teraz wyremontuję swój dom? – załamuje ręce kobieta. W podobnej sytuacji może być więcej rodzin.
Po naciągaczach, którzy oferowali filtry do teoretycznie skażonej wody i nieuczciwych handlowcach, którzy sprzedawali butelkę mineralnej po pięć złotych, na wsiach pojawiają się ekipy firm budowlanych. Za pomoc przy osuszaniu budynków pobierają zaliczkę i znikają. O tym, że niektórzy chcą zarobić na cudzym nieszczęściu przekonała się na własnej skórze mieszkanka jednej z raciborskich wsi.
 
Ulica Odrzańska w Grzegorzowicach. Choć nie ma upału, w większości domów pootwierane są na oścież okna. Z pustych pomieszczeń na parterach echo niesie gorączkowe odgłosy skuwania tynków. Mieszkańcy wsi do tej pory nie pozbyli się ze swoich domów wszędobylskiej wilgoci. Woda stała w budynkach kilka dni, jednak naprawa tego co zniszczyła zajmie jeszcze wiele tygodni. Anna Sadowska w jadalni ma tylko stół, który zniosła tu gdy już opadła Odra. Ostatnio częściej na nim przegląda dokumenty niż je posiłki. – Na gotowanie nie ma czasu. Cały czas próbujemy uratować dom – mówi zabiegana kobieta. Woda to nie jedyne zmartwienie mieszkanki Grzegorzowic. Swój czas musi dzielić pomiędzy remont i walkę o swoje pieniądze. Firma z Kietrza 18 czerwca wzięła blisko trzy tysiące złotych zaliczki, po czym ulotniła się z gotówką.
 
Zarobić na wodzie
 
Powódź stała się dla niektórych okazją do łatwego zarobienia pieniędzy. Osuszanie, odgrzybianie, malowanie – firmy budowlane prześcigają się w ofertach, które mają pomóc osobom poszkodowanym przez powódź uratować swoje domy. Jak się okazuje, niektórzy postanowili na wielkiej wodzie zarobić. – Szukałam firmy, która pomoże mi wyremontować zalany dom. Polecono mi firmę Bol-Bud z Kietrza. Roboty miały obejmować skucie tynków, demontaż i montaż drzwi, wylewkę komórki, tynkowanie, malowanie i odgrzybianie – wylicza Anna Sadowska. Bogdan S. szef firmy szybko pojawił się w Grzegorzowicach. Szybko spisał umowę i wziął zaliczkę w wysokości 2700 złotych. Jak zapewniał – na materiały. Wkrótce do akcji wkroczyli pracownicy Bol-Budu jednak zapału starczyło im jedynie na dwa dni. – Pracowali w sumie cztery, ale te dwa ostatnie to ciężko nazwać pracą. Skuli trochę tynków, nawiercili dziury w ścianie i wręczyli mi płyn do osuszania. Co ja mam z tym zrobić? – pyta kobieta.
 
Oszukali mnie
 
Mieszkanka Grzegorzowic została sama, bez pieniędzy i z rozpoczętym remontem. Pomiędzy telefonami do Bogdana S. sama próbowała dokończyć remont. – Myślałam, że może wrócą i żeby nie tracić czasu sama coś tak skuwałam. Jestem chora i powoli mi szło. Pan Bogdan nie chciał ze mną rozmawiać. Jak już się dodzwoniłam i pytałam czy zamierza się rozliczyć, strasznie się denerwował. Obrzucał mnie przekleństwami i rzucał słuchawką – wspomina kobieta. Firma Bol-Bud ma siedzibę przy ulicy Młyńskiej w Kietrzu. Na pieczątkach i dokumentach wystawianych przez firmę na próżno szukać stacjonarnego numeru telefonu lub faksu, firma wszędzie posługuje się jednym numerem telefonu komórkowego. Z racji tego, że nie ma możliwości przefaksowania pytań, dzwonimy pod podany numer telefonu aby zapytać, kiedy firma rozliczy się z panią Anną z pobranej zaliczki. Przez dwa dni nikt nie odbiera telefonu. Numer cały czas jest aktywny, zdarzają się również sygnały świadczące o zajętej linii – telefon jest więc w użyciu.
 
Ja nie Bogdan
 
8 lipca, około godziny 20.00 udaje nam się dodzwonić do właściciela numeru.
– Czy mam przyjemność z panem Bogdanem S.? – pytam osoby, która odebrała telefon, równocześnie przedstawiając się z imienia i nazwiska i podając nazwę naszego tygodnika
– Nie, to pomyłka – rzuca zmieszany głos po drugiej stronie.
– Czy to numer 607772***? – dopytuję
– Tak, to ten numer – odpowiada mój rozmówca.
– Zna pan Bogdana S.? – pytam.
– Nie wiem kim jest ten pan, wszyscy do mnie dzwonią i pytają o niego. Zaczyna mnie już to denerwować – odpowiada tajemniczy mężczyzna.
– Ten numer figuruje na wszystkich dokumentach i pieczątkach firmy Bol-Bud, również na tych, które mogą świadczyć o popełnieniu przestępstwa. Nie interesuje to pana, że pański numer również się tam znajduje? – dociekam dalej.
– Rzeczywiście, będę musiał coś z tym zrobić. Może zgłoszę to na policję – słyszę w odpowiedzi.
– Długo ma pan ten numer? – próbuję się dowiedzieć.
– Od trzech miesięcy – ucina mój rozmówca.
 
Telefon od szefa
 
Nietrudno się domyślić, że tajemniczym rozmówcą był sam szef Bol-Budu. Dzień wcześniej na ten numer wysłaliśmy smsa, prosząc o kontakt z dziennikarzem naszego tygodnika. Co ciekawe, w chwilę później telefon w cudowny sposób znów zmienił właściciela i do pani Anny oddzwonił sam Bogdan S. – Krzyczał na mnie, że robię z niego oszusta. Że niepotrzebnie zawiadomiłam media – mówi Anna Sadowska. Nie wiadomo ile jeszcze remontów domów, zalanych przez powódź, podjęła się firma Bogdana S. Budowlańcy z Kietrza w miejscowym sklepie zostawili wizytówki, przedstawiając się jako fachowcy od remontów miedzy innymi zalanych domów. Wizytówki szybko się rozeszły. – Na tę chwilę nikt się do nas nie zgłosił jako osoba poszkodowana przez tą firmę. Nie skontaktowała się z nami również pani pokrzywdzona w opisywanej sprawie – mówi Joanna Urban, Powiatowy Rzecznik Praw Konsumenta w Raciborzu. Pani Anna również od nas dowiedziała się o możliwości skorzystania z pomocy rzecznika. – Nie wiem ile osób jest w podobnej sytuacji co ja. Jedno jest pewne, nie daruję im tych pieniędzy. Powinni się ze mną rozliczyć. Wzięli kilka tysięcy złotych za niewykonana pracę. Jeśli będzie trzeba, pójdę do sądu. Mój brat w ciągu sześciu dni dokończył to, co oni spaprali. Jak się okazuje, jak się chce to można – denerwuje się kobieta.
 
Adrian Czarnota
  • Numer: 28 (947)
  • Data wydania: 13.07.10