Sobota, 15 maja 2021

imieniny: Zofii, Nadziei, Berty

RSS

Odszedł dobry menedżer, przyjaciel i wojownik

20.01.2009 00:00
Tłumy ludzi z różnych stron Polski uczestniczyły w minionym tygodniu w ostatnim pożegnaniu Ireneusza Borkowskiego.

„W momencie śmierci bliskiego, uderza człowieka świadomość niczym się nie dającej wypełnić pustki” – te słowa ks. prof. Tischnera przytoczył na pogrzebie Ireneusza Piotra Borkowskiego E. Longin Wons, prezes zarządu Fabryki Obrabiarek Rafamet SA i przyjaciel zmarłego, dodając, że dotknęło to przede wszystkim rodzinę zmarłego, ale też jego bliższych i dalszych znajomych. – Irek był taką osobą, której było dużo wszędzie. Dynamiczny, ogromnie witalny, z wieloma pomysłami. Również taki wielki wojownik, kiedy chodziło o ważne rzeczy, mógł poświęcić wszystko – mówi o nim Wons. Dodaje, że jego przyjaciel miał wszystkie cechy, które powinien mieć dobry menedżer. Był więc konsekwentnym strategiem, pragmatycznym negocjatorem, organizatorem pracy, dobrym szefem zarządzającym firmą. Był to również człowiek, który sprawdził się w sytuacjach ekstremalnie trudnych dla firmy, co potwierdza jego talent, doświadczenie, umiejętności i determinację w działaniu.

Kariera zawodowa Ireneusza Borkowskiego była związana z jednym zakładem pracy – Rafametem. Przybył tutaj w 1985 r. ze Szczecina, gdzie się wychował i skończył studia. Po nich, jako stypendysta Rafametu zaczął tu pracę i osiadł z rodziną w Raciborzu. Trwało to 23 lata. – Przeszedł w przyspieszonym tempie, jako osoba nieprzeciętna, szybką karierę zawodową – mówi Wons. Już w 1993 r. został dyrektorem ds. pracowniczych, następnie kolejno dyrektorem organizacyjno-pracowniczym, administracyjno-ekonomicznym, wreszcie wiceprezesem zarządu spółki. Pasjonował się też sportem: głównie piłką nożną, tenisem, jazdą na nartach. Interesował się również działalnością sportową na terenie lokalnym, wspomagając organizacje sportowe. – Ważną cechą Ireneusza było to, że był bardzo komunikatywny. Łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, których poznawał. Miał np. rewelacyjny kontakt z kolejarzami, to była jego ulubiona grupa zawodowa. Nie chodziło tylko o kontakt instytucjonalny, ale taki naprawdę ludzki, który polegał na wykształceniu ogromnego zaufania. To były bardzo partnerskie relacje, które owocowały dobrą, wieloletnią współpracą z naszą firmą – wspomina E. Longin Wons.

Ireneusz Borkowski był osobą niezwykle ciekawą życia, otwartą, interesował się tym, co dzieje się w regionie. Cenił sobie kontakty z samorządowcami. W jego pogrzebie uczestniczyli przedstawiciele władz Raciborza i Kuźni Raciborskiej, żegnali go również przedstawiciele powiatu, oraz wszystkich podmiotów gospodarczych i instytucji, z którymi Rafamet współpracował. – Ireneusz miał duże grono dobrych, prawdziwych przyjaciół. Wśród nich było wielu lekarzy, m.in. dr Andrzej, o którym Ireneusz mówił: „Zobacz jak pięknie umiał przeprowadzić moją rodzinę przez okres mojego umierania. Wszystkiego tego, czego lekarz nie powinien powiedzieć pacjentowi, nie powiedział mi, choć był moim kolegą, dając mi szansę, wyznaczając mi nowe cele” – wspomina przyjaciel zmarłego.

W maju ubiegłego roku przyszła wieść o dramatycznej diagnozie. – Wtedy już widzieliśmy, że może być ciężko. Ta firma ma mu szczególnie dużo do zawdzięczenia. Najważniejsze jest to, że podjął odpowiedzialność uratowania jej w 2000 r. Będziemy go zawsze dobrze wspominać... – kończy E. Longin Wons.

Ireneusz Piotr Borkowski zmarł 7 stycznia w wieku 47 lat.

(e.Ż)

  • Numer: 3 (875)
  • Data wydania: 20.01.09