Wtorek, 22 października 2019

imieniny: Halki, Kordiana, Kordelii

RSS

Zwolnieni i rozżaleni. Posłanka pomaga byłym pracownikom Ramety

01.10.2019 07:00 | 8 komentarzy | ma.w

Przepracowali w fabryce mebli po kilkanaście, nawet kilkadziesiąt lat. Zwolniono ich bez odpraw, bez płatnego okresu wypowiedzenia. W Ramecie tłumaczono im, że to wskutek fatalnej sytuacji zakładu. Niektórych pożegnano dyscyplinarką, bo – jak twierdzą – nie przyjęli warunków szefostwa. Kiedy w Nowinach przeczytali o „wszystkich rękach na pokład” dla ratowania ich byłej już firmy, przyszli do redakcji oburzeni.

Zwolnieni i rozżaleni. Posłanka pomaga byłym pracownikom Ramety
Posłanka Gabriela Lenartowicz spotkała się z byłymi pracownikami Ramety
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Na początku września opublikowaliśmy artykuł o trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się raciborska Rameta. W fabryce mebli stracono ważnego klienta, który zamawiał tu przez 17 lat połowę jej produkcji. Kryzys, który dotknął spółdzielnię doprowadził do zwolnień pracowników. W tekście, który ukazał się w Nowinach prezes Ramety Stefan Fichna podkreślał, że priorytetem jest dla niego ratowanie załogi, którą w większości zna osobiście, jako długoletni szef zakładu, wywodzący się z jej grona. Zapowiadał, że przy pozyskaniu nowych klientów, Rameta stanie na nogi i po raz kolejny przezwycięży kryzys, tak jak stało się to przed 10 laty, gdy z raciborskich usług zrezygnowała Ikea. Tekst o tym publikowaliśmy 4 września. W tydzień później zgłosiła się do redakcji Czytelniczka. Korzystając z formularza kontaktowego w portalu nowiny.pl przedstawiła się jako zwolniona z Ramety, pisząc, że odbyło się to nagle, bez jakichkolwiek osłon socjalnych i została bez środków do życia. Przekazała, że takich jako ona jest więcej. Zaprosiliśmy ją do redakcji na spotkanie, prosząc by przyszli z nią inni zwolnieni.

Identyczne dyscyplinarki

We wtorek do siedziby Nowin na Zborowej przyszło 11 osób oraz posłanka Gabriela Lenartowicz, która powiedziała, że zwolnieni z Ramety zgłosili się do niej po pomoc. Byli pracownicy Ramety opowiedzieli nam w jakich okolicznościach pożegnali się ze swoim miejscem pracy.

Wszyscy z którymi rozmawialiśmy są inwalidami. To w większości starsi ludzie, którym niewiele zostało do emerytury. Na rynku pracy nie są pożądani i nawet w obecnych, korzystnych okolicznościach dla poszukujących pracy, mogą mieć spore trudności, aby znaleźć zatrudnienie.

W Ramecie zaproponowano im rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Godzili się w ten sposób na odejście bez okresu wypowiedzenia, w czasie którego zakład musi płacić im wynagrodzenie. Mimo, że przepracowali w Ramecie od kilku do kilkudziesięciu lat, nie było mowy o jakiejkolwiek odprawie. Kto się nie zgadzał na zaproponowane warunki – według naszych rozmówców – został zwolniony dyscyplinarnie. Dwie takie osoby przyszły do naszej redakcji i pokazały swoje zwolnienia. Oba są identyczne, zawierają te same zarzuty pod adresem pracownika.

Nie wpuścili na zakład

– Byłem tego dnia na hali. Przed końcem pracy usłyszałem, że wzywają mnie do biura. Poszedłem tam i przedłożono mi papiery do podpisania. Nie chciałem przystać na te warunki i dostałem dyscyplinarkę. Teraz z tym wilczym biletem kto mnie przyjmie? – żalił się mężczyzna, który z Rametą związany był przez 18 lat. W tej samej sytuacji znalazła się kobieta, która w fabryce mebli pracuje równie długo. – Przeżyliśmy tam niejeden kryzys. Kiedy odeszła Ikea też było ciężko, ale nie było takich sytuacji jak obecnie – wspomina.

Jednym ze zwolnionych jest cierpiący na niedosłuch starszy mężczyzna, który zgodził się na porozumienie stron, ale dopiero w domu, po konsultacji z żoną, zrozumiał, że w Ramecie już nie pracuje. Był z nią związany przez 42 lata, jako członek spółdzielni. W wyniku porozumienia stron zrzekł się swego udziału. – Mąż ma rentę, ale to skromne środki, dlatego jeszcze pracował. To było dla nas główne źródło utrzymania – mówi nam jego małżonka. Poszli do prawnika, który napisał im pismo, że zwolniony nie wiedział co podpisuje. W Ramecie nie zrobiło żadnego wrażenia. Następnego dnia inwalida już nie wszedł na teren zakładu pracy, zatrzymano go w portierni.

Najmłodszy w gronie niezadowolonych, którzy zjawili się w redakcji, mówił nam, że nigdy nie odmawiał gdy proszono go by został po godzinach, nawet kiedy nie wiązało się to z dodatkowym wynagrodzeniem. – Czasem wracało się specjalnie z domu, żeby rozładować transport – mówi o swoim oddaniu dla Ramety. Odszedł za porozumieniem stron, bo bał się dyscyplinarki.

Ludzie:

Gabriela  Lenartowicz

Gabriela Lenartowicz

Poseł na Sejm