Poniedziałek, 18 stycznia 2021

imieniny: Małgorzaty, Piotra, Liberty

RSS

Patrol

Epidemia koronawirusa:

Sąd wydał wyrok, bo podpis był niewyraźny

26.01.2014 20:17 | 1 komentarz | acz

27 stycznia Sąd Okręgowy w Gliwicach rozpatrzy sprawę Wojciecha K., pracownika katowickiej firmy, który zdaniem raciborskiego sądu dopuścił się fałszerstwa. Mężczyzna został skazany, bo jego charakter pisma jest najbardziej zbliżony do podrobionego podpisu.

Sąd wydał wyrok, bo podpis był niewyraźny
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Sprawa, która w lipcu ubiegłego roku trafiła do raciborskiego sądu zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem. Teraz, po wniesieniu apelacji zajmą się nią sędziowie z rybnickiego wydziału Sadu Okręgowego w Gliwicach. Wojciech K. to 29-letni pracownik firmy działającej w branży budowlanej. Został oskarżony o podrabianie podpisów i pomoc w załatwianiu pracy dla obcokrajowców zza wschodniej granicy. Jak twierdzi, nigdy z takimi osobami nie miał kontaktu. Sąd jednak nie dał mu wiary.

Jeszcze w kwietniu 2012 roku do drzwi firmy zapukali funkcjonariusze ówczesnego Śląskiego Oddziału Straży Granicznej w Raciborzu. – Zapytali czy zatrudniamy w naszej firmie obcokrajowców, lub czy się staramy o ich zatrudnienie. Powiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nigdy takie osoby u nas nie pracowały, ani że nie zamierzamy takich osób przyjmować – wspomina Wojciech K. Wkrótce mężczyzna został wezwany na przesłuchanie do raciborskiej komendy straży granicznej. Najpierw jako świadek, potem jako podejrzany. Chodziło o podrobione zezwolenia na pracę Rufata S., Rustama H. i Sanjara R. – cudzoziemców ze Wschodu. – Pierwszy raz usłyszałem te imiona. Byłem w szoku – wspomina Wojciech K. Pozwolenia miały zostać rzekomo wydane przez Wojewodę Śląskiego na wniosek firmy, w której pracuje Wojciech K. Następnie te nieautentyczne pozwolenia zostały użyte jako załączniki do wniosków o wydanie wizy. Straż Graniczna bardzo wnikliwie przygląda się takim wnioskom. Tak zrobiono i tym razem.

Szybko okazało się, że pozwolenia zostały podrobione. Dokumenty zostały wysłane z sekretariatu, gdzie pracuje Wojciech K. Na nich znajduje się podrobiona pieczęć urzędnika urzędu wojewódzkiego i podpis pracownicy firmy. Do faksu w sekretariacie miało dostęp więcej osób, jednak grafolog wskazał właśnie Wojciecha K. jako tego, którego charakter pisma jest najbardziej zbliżony do pisma na sfałszowanym dokumencie. – Jedynym dowodem jest kopia dokumentu.  Wydało mi się całkiem logiczne, iż skazanie kogoś na podstawie kopii, którą przecież każdy może wielokrotnie spreparować, zmienić i przerobić, jest czymś po prostu nie do pomyślenia – mówi Wojciech K.

Również sąd w uzasadnieniu wyroku wskazał, że biegli natrafili na ograniczenia. Parafka jest zbyt prosta do analizy i mógł ją nakreślić niemal każdy. – Co do podpisu K. Bylica (pracownica – przyp. Red) stwierdzono w ekspertyzie, że prawdopodobnie zostały nakreślone przez Wojciecha (…), przy czym prawdopodobieństwo to wynika  z ograniczeń badawczych związanych z faktem, że przedmiotowy materiał dowodowy został przekazany w formie kopii – czytamy w uzasadnieniu. Czy więc Wojciech K. poniesie karę tylko dlatego, że miał dostęp do faksu w sekretariacie i jego charakter pisma jest najbardziej zbliżony do podrobionego podpisu? Na to pytanie jeszcze w tym miesiący będzie musiał odpowiedzieć sąd okręgowy. – Jestem pewny, iż szajka, która zajmuje się zawodowo podrabianiem dokumentów z pozwoleniem o pracę dla osób zza wschodniej granicy istnieje. I bez problemu mogła mieć dostęp do mojego podpisu, czy też charakteru pisma, gdyż na co dzień podpisuję dziesiątki dokumentów, przyjmuję klientów, podpisuję z nimi umowy o budowę domu, i nie tylko. Moje dane kontaktowe są dostępne na stronie internetowej naszej firmy. Tylko dlaczego nikt nie zadał sobie trudu, aby osoby odpowiedzialne za tę sprawę znaleźć? – pyta nieprawomocnie skazany jeszcze mężczyzna.

(acz)