Czwartek, 2 lipca 2020

imieniny: Jagody, Urbana, Martyniana

RSS

Na wakacje autostopem? Można!

13.08.2012 15:00 | 5 komentarzy | mark

Kilka cennych porad dla amatorów jeżdżenia „na dziko”

Na wakacje autostopem? Można!
(stock.xchng)
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Widząc autostopowicza przy drodze, pierwsze skojarzenia kierowcy to czyjaś awaria samochodu bądź autobus, który pechowemu pasażerowi uciekł. Wcale jednak nie musi tak być – autostop to wciąż bardzo popularny sposób na podróżowanie po Polsce, a nawet Europie. Internet roi się od portali propagujących ten styl poruszania się, użytkownicy umawiają się w konkretnych miejscach i o konkretnej porze – ktoś potrzebuje transportu do Tczewa, a kto inny właśnie przez Tczew, w dodatku z Krakowa będzie jechał – i tak oto rodzi się przygoda. „Tygodnik Rybnicki” postanowił jednak poszukać lokalnych amatorów tego rodzaju wycieczek.

Co weekend we Wrocławiu

Agnieszka, rybniczanka, dzisiaj jest menedżerem w ogólnopolskiej firmie odzieżowej, lecz jeszcze kilka lat temu nie wyobrażała sobie wakacyjnego weekendu bez wypadu. - Zdarzało się, że co weekend wyjeżdżałam do Wrocławia, czy Opola. Autostopem wracałem też do domu ze studiów, z Raciborze – tłumaczy. Dziś raczej nie wystawiła by kciuka na skraju drogi. - Teraz, gdy mam służbowy samochód po prostu tego nie potrzebuję, a po drugie swój wóz to jednak ogromna wygoda. Często jednak autostopowiczów podrzucam – przyznaje. Pozytywne doświadczenia związane z tym stylem podróżowania poskutkowały większą otwartością do ludzi wystających na ulicach z wyciągniętymi w stronę nadjeżdżających samochodów dłońmi. - Ja też spotykałam się w ogromnej większości z wielką życzliwością kierowców. Przeważnie były to osoby, które po prostu chciały pogadać w trasie, dłużyło im się. Ja podróżują praktycznie po południowej Polsce, więc także jestem dla zatrzymujących życzliwa – mówi Agnieszka. Oczywiście nie jest tak, że samochód zatrzymać jest łatwo.

To zawsze była przygoda, ekscytacja, chęć poznawania nowych ludzi. W łapaniu „stopa” jest sporo zabawy – wspomina Agnieszka

Podstawą jest jednak... podejście. - Wystarczy uśmiech, radość, pozytywne myślenie i za chwilę ktoś się zatrzymuje. Nikt nie chce brać ze sobą gbura, a jak kierowca widzi uśmiechniętych młodych ludzi, to jest bardziej otwarty – przyznaje ex-autostopowiczka. No właśnie - „ludzi” w liczbie mnogiej. Agnieszka nigdy nie podróżowała sama – zawsze w dwie, trzy osoby. - Zdarzały się większe grupy, wtedy udawało się nawet złapać dwa auta, dzieliliśmy się na grupy – mówi. Nigdy jednak nie łapała sama – to jedna z jej zasad, a jest ich jeszcze kilka.

Po pierwsze – uśmiech

Podstawową sprawą, by w ogóle złapać kogoś na drodze, jakiegoś życzliwego lub znudzonego samotnym podróżowaniem kierowcę, jest uświadomienie sobie, że to możliwe. Wiele zależy od podejścia. - To zawsze była przygoda, ekscytacja, chęć poznawania nowych ludzi. W łapaniu „stopa” jest sporo zabawy – wspomina Agnieszka. Nie warto kierowców oszukiwać – trik znany z amerykańskich filmów, gdy ekipa nastolatków chowa się w krzakach, a najładniejsza z dziewcząt zatrzymuje kierowcę. - Ten numer po prostu nie przechodzi – śmieje się Agnieszka. - Wiem, bo próbowaliśmy – dodaje. Jeśli już decydujemy się na podróż autostopem przez Polskę bądź za granicę konieczne nam będzie kilka gadżetów, a najważniejszym z nich będzie flamaster i spora kartka papieru lub karton. - Od razu podając cel podróży zwiększamy swoje szanse na podwózkę – zdradza Agnieszka. - Często zresztą jest tak, że nawet gdy kierowca nie jedzie dokładnie w to miejsce, do tej miejscowości, to już podczas trasy z nim, będzie robił naprawdę wszystko, by podrzucić nas jak najbliżej – dodaje rybniczanka. Kolejną ważną rzeczą jest zadbanie o własne bezpieczeństwo. Mimo całej zabawy z podróżowania autostopem nie można zapomnieć o zachowaniu ograniczonego zaufania do zatrzymujących się osób. - Było kilka takich momentów, gdy razem z koleżanką byłyśmy lekko przestraszone – mówi Agnieszka. A to ktoś zaczyna niesmacznie, wulgarnie żartować i zaczepiać, a to znów trafiamy na pirata drogowego, która na domiar złego postanowił się przed nami popisać. - Pierwsza rzecz to numer rejestracyjny. Spisujemy i wysyłamy do kogoś, kto jest w domu, do przyjaciela. Wystarczy krótka wiadomość, że jedziemy autostopem samochodem takiej marki o takich numerach rejestracyjnych – tłumaczy Agnieszka. Po dojechaniu na miejsce meldujemy się u znajomych, że jesteśmy i wszystko OK. W przeciwnym przypadku możemy być niemal pewni, że ktoś będzie wiedział i szukał, gdyby coś się stało. - Sytuacji, w których czułyśmy się niekomfortowo było naprawdę niewiele, może kilka. Autostopem jeździłam bardzo dużo, poznałam wielu ludzi, raz nawet podwoził mnie do domu policjant, długo potem miałam z nim kontakt. Autostop to naprawdę dobry sposób na alternatywne wakacje czy weekendowe wypady – zapewnia Agnieszka. Czy jednak będziemy w stanie się przemóc i wystawić kciuk do góry na poboczu drogi „w nieznane”? - Nie można się bać – śmieje się Agnieszka.