Wtorek, 7 lipca 2020

imieniny: Estery, Metodego, Kiry

RSS

Kultura

Ksiądz Szywalski pisze o żydowskich dzieciach uratowanych przez Irenę Kubiczek

10.06.2018 07:00 | 0 komentarzy | red

Pojawiła się niedawno klepsydra na farnym kościele: Zmarła Irena Kubiczek, z domu Jaworska, lat 92. Msza św. w kaplicy na cmentarzu Jeruzalem. Za tą krótką informacją kryje się dramatyczne życie, związane z latami wojennymi i tragedią narodu żydowskiego, skazanego na śmierć. Irena była wtedy młodą dziewczyną - pisze ksiądz Jan Szywalski.

Ksiądz Szywalski pisze o żydowskich dzieciach uratowanych przez Irenę Kubiczek
Irena Kubiczek (z domu Jaworska), Rózia Althajm, Lusia Autwirt
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Po kilku dniach zapukała nieśmiało do domu Jaworskich inna żydowska koleżanka Ireny: Rózia Althajm. Jej matka wysłała ją do lasu zanim ich rodzinę zgładzono. Też była u kresu sił. Jeszcze raz zaryzykowała pani Stefania: przyjęła dziewczynę i ukryła na strychu. Obydwie Żydówki nic o sobie nie wiedziały; to na wypadek gdyby jedna z nich została odkryta.

Dwa i pół roku wytrwały dziewczyny w swych kryjówkach! Rózia na strychu mogła się przynajmniej wyprostować, Lusia wychodziła najwyżej nocą, poza tym otaczała ją ciemność, chłód i wilgoć. Trzeba było dziewczynom dać pożywienie, dostarczyć wody, wynosić wiadro, od czasu do czasu wyprać odzienie. Jak to było możliwe przy zachowaniu pełnej dyskrecji przez tak długi czas? Nie wiemy ile osób wiedziało o ich obecności, może oprócz pani Stefanii i Ireny domyślała się tego służba, gdyż musiała zauważyć, że jedzenie znikało…

Bywało, że Niemcy byli w ich domu, najdłużej jeden z niemieckich lotników zestrzelonych przez aliantów, który nie chciał wrócić na front. Został jednak przez niemiecką policję wojskową odprowadzony, a być może rozstrzelany za dezercję. Najgorzej, że nie można było ufać sąsiadom, zwłaszcza Ukraińcom.

Wyjazd na Zachód

W końcu przyszło wyzwolenie. Wszyscy razem: pani Stefania z córką Ireną oraz ocalałymi Żydówkami Lusią i Rózią przyjechały na Śląsk. Kilka tygodni trwała podróż w bydlęcych wagonach. Pociąg często przystawał, nawet na kilka dni, aż wszyscy pasażerowie poskładali się na tzw. „osiowe” dla maszynistów i pociąg ruszył dalej.

Zamieszkali w Prudniku. Tam dano im do dyspozycji mały poniemiecki dworek.

Dalsze losy żydowskich dziewcząt

Lusia zwróciła się do żydowskiej organizacji o pomoc w odszukaniu rodziny. Okazało się, że niektórzy jej krewni przeżyli i mieszkali w Belgii. Wyjechała do nich. Niedługo potem wyszła za mąż i osiadła w Paryżu w nobliwej dzielnicy Mont Parnas. Prowadzili z mężem niewielką fabrykę ubrań. Dwa razy w roku wysyłała do Polski paczkę z ubraniami, chcąc w ten sposób odwdzięczyć się swoim wybawicielom.

Urodziła dwoje dzieci. Córka jest obecnie lekarzem w Izraelu, a syn posiada aptekę w Paryżu; pomaga mu ojciec; Lusia już nie żyje.

Druga z ocalałych dziewcząt, Rózia Althajm, wyjechała do Izraela i osiadła w Hajfie. Nie miała się tam dobrze. Zachował się list pełen skarg na warunki, w których jej przyszło żyć, nawet chciała wracać do Polski lecz pani Stefania odradzała, komuna bowiem w Polsce nie była przychylna Żydom. Prawdopodobnie wyszła za mąż, bo podpisała się nowym nazwiskiem, choć widocznie małżeństwo nie było udane skoro nic o mężu nie wspominała. Stosunkowo szybko umarła.

Irena natomiast, ich polska rówieśniczka, wyszła za mąż za Waldemara Kubiczka, urodziła syna i córkę, kilka lat temu owdowiała, a sama dożyła 92 lat.

Ubywa nam świadków i bohaterów tamtych ciężkich czasów.

ks. Jan Szywalski

Ps.: Całość przytoczonych tu wspomnień zawdzięczamy synowi śp. Ireny – Jeremiemu Kubiczkowi.