Niedziela, 18 kwietnia 2021

imieniny: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsława

RSS

Andrzej Szafirski: Zaczynamy od początku

04.11.2014 00:00 red

ROZMOWA –  O odważnych decyzjach i ich konsekwencjach oraz o ryzyku rozpadu drużyny rozmawiamy z prezesem AZS Rafako Racibórz – Andrzejem Szafirskim

W ubiegłym sezonie AZS Rafako Racibórz stanął nad przepaścią. Widmo spadku do niższej ligi rozgrywek po bardzo słabej postawie drużyny rozbudziło negatywne emocje, zarówno wewnątrz klubu, jak i poza nim. Wielu zarzucało władzom drugoligowca opieszałość w podejmowaniu decyzji oraz brak stanowczości w rozstrzyganiu najistotniejszych kwestii dotyczących raciborskiego klubu. – Krytykowały nas osoby, które nie miały pojęcia co tak naprawdę się u nas dzieje – twierdzi prezes Szafirski.

– Panie prezesie, chciał się pan się spotkać i coś wyjaśnić. Słuchamy…

– Chciałem, ponieważ po zakończeniu ubiegłego sezonu, jak i na początku tego, narodziło się wiele legend dotyczących sytuacji w klubie. Większość historii opowiadanych przez niedoinformowane osoby, nie ma nic wspólnego z prawdą. Fakty są takie, że w minionym sezonie sportowo okazaliśmy się gorsi od innych drużyn i teoretycznie powinniśmy spaść do III ligi. Wspólnie z zarządem, jak i osobami związanymi z klubem podjęliśmy jednak decyzję, aby wysłać do Polskiego Związku Piłki Siatkowej prośbę o uwzględnienie nas przy planowaniu przyszłorocznego kalendarza II ligi. Motywowaliśmy to między innymi tym, że gramy na tym poziomie rozgrywek już jedenaście lat oraz że w Raciborzu istnieją warunki odpowiadające tego typu rozgrywkom, a kibice budują wspaniałą atmosferę godną meczów II ligi.

Myśleliśmy, że odpowiedź otrzymamy już w połowie czerwca, jednak z uwagi na odbywające się mistrzostwa świata, musieliśmy poczekać o wiele dłużej. Tutaj dochodzimy do sedna problemu, bowiem dopóki nie było oficjalnej decyzji, dopóty nie mogliśmy wykonać żadnych ruchów kadrowych ani organizacyjnych.

– Dlaczego nie?

– Chodziło o pieniądze, a raczej ich brak. Sponsorzy, czyli Miasto Racibórz oraz Rafako S.A. żądali od nas II ligi. Stwierdzili, że gry w niższej klasie rozgrywek nie zasponsorują. Istniało więc ryzyko, a wtedy może nawet i pewność,  że w przypadku braku zgody PZPS na pozostanie AZS Rafako w II lidze, zespół się rozpadnie. Mówię o drużynie seniorskiej, bo klub jako taki by istniał, a ekipy młodzieżowe zapewne nadal by funkcjonowały.

– Czyli, jeśli dobrze rozumiem, decyzja o wysłaniu prośby do PZPS była zdeterminowana ultimatum wystawionym przez sponsorów? Nie zmienia to jednak faktu, że kilka odważnych decyzji podjęliście jeszcze przed spadkiem, w czasie trwania sezonu. Jedną z nich było zwolnienie trenera Witolda Galińskiego. I o tę sprawę chciałbym zapytać, bo pan od tamtego czasu nie wypowiadał się na ten temat publicznie. To była według pana – patrząc z perspektywy czasu – w pełni przemyślana, i przede wszystkim – trafna, decyzja?

– Tak, była przemyślana. Chcieliśmy coś zmienić i stwierdziliśmy, że potrzebna jest świeża krew na ławce trenerskiej. Oczywiście stało się jak się stało – nie utrzymaliśmy się w lidze. Nie możemy być jednak pewni tego, co by było, gdyby trener Galiński z nami został.

– Z trenerem zespół opuścił jego syn – Aleksander Galiński…

– Tego, że Olek odejdzie, nie mogliśmy przewidzieć. To podłamało zespół, bez tego zawodnika siła ofensywna Rafako znacząco zmalała. Nie dość, że już mieliśmy kłopoty kadrowe, to po jego odejściu, one się jeszcze zwiększyły. Gdybyśmy wiedzieli, że Olek zdecyduje się zrezygnować z gry, jeszcze raz poważnie przemyślelibyśmy kwestie zwolnienia Witolda. Ale zrobiliśmy takie ruchy, jakie zrobiliśmy, i nie chcemy już do tego wracać.

– Mówi pan, że zespół potrzebował zmian. Od chwili przejęcia drużyny przez trenera Radosława Gorskiego coś się zmieniło?

– W mojej ocenie bardzo dużo i co najważniejsze, są to w większości zmiany na plus. Widać, że trener Gorski ma świetny kontakt z zawodnikami, jest otwarty na wszelkie sugestie, potrafi doradzić, porozmawiać o problemach, ale i zmotywować. Widać większą współpracę między siatkarzami a trenerem, i to powoli przekłada się na wyniki sportowe.

– A jakie nastroje panują między samymi siatkarzami?

– Oni się dopiero poznają. Większość to nowi zawodnicy, są w różnym wieku, z różnych środowisk – jedni jeszcze studiują, inni już pracują. Minie trochę czasu zanim się zgrają, jednak już dzisiaj widać, że to chłopcy z charakterem i ambicją.

– Co na chwilę obecną jest najmocniejszym punktem drużyny?

– Raczej zapytałbym: kto. Na pewno Grzegorz Barcik, który już kiedyś jako młody chłopak, grając pod okiem trenera Dariusza Daszkiewicz, awansował z zespołem Rafako do II ligi. Teraz udało nam się namówić go, aby po przygodzie w kilku innych klubach, wrócił na stare śmieci. Ma spokój i potrzebne nam w tej chwili doświadczenie. Można powiedzieć, że takiego zawodnika nam brakowało, on tę ekipę spaja. Drugim filarem jest Mateusz Władarz, który początkowo chciał nas opuścić, jednak na szczęście szybko zmienił zdanie.

– Nie ma pan wrażenia, że po tak dużych zmianach, rozpoczynacie nowy rozdział w historii klubu?

– To prawda. Powiem nawet więcej: zaczynamy wszystko od początku. Nowy trener, nowi zawodnicy, nowe ambicje i plany.

– Jakie sportowe cele sobie stawiacie? A może prościej byłoby zapytać, czy w ogóle można sobie jakieś stawiać, będąc w tak trudnym położeniu, gdy zespół się dopiero „buduje”?

– Nie chcielibyśmy walczyć w fazie play–off o utrzymanie. Szczególnie przy tym starym systemie, w którym drużyny poniżej szóstego miejsca bronią się przed spadkiem, a te z góry tabeli walczą o awans. Wiemy już mniej więcej na czym stoimy, z kim i jakim składem gramy. Chcemy skończyć sezon na jak najwyższym miejscu, ale czas pokaże jak to się potoczy. Teraz graliśmy praktycznie z najmocniejszymi ekipami – z Katowic, Rybnika, Opola. Ciężko było przy nich zabłysnąć. Jakiś obraz naszych możliwości będziemy mieć dopiero po pierwszej rundzie.

– Kłopoty kadrowe z początku sezonu chyba bardzo wiele was nauczyły, bowiem coraz pewniej stawiacie na szkolenie młodzieży.

– Bo w tych młodych zespołach jest ogromny potencjał. Oczywiście, przed zawodnikami jak i trenerami sporo pracy, ale już dziś widzę wielu utalentowanych chłopaków, którzy w przyszłości mogą zasilić skład seniorskiej drużyny.

– Czujecie pewnego rodzaju bat nad głową? Że jeśli zespołowi będzie grozić degradacja, nie dostaniecie drugiej szansy od sponsorów?

– Jesteśmy pewni,  że w takim przypadku nikt nawet nie pomyśli o tym, aby dać nam jeszcze jakąś szansę. Ale mam nadzieję, że do sytuacji, abyśmy musieli o nią prosić, nie dojdzie. Zmienił się nieco system rozgrywek. Jest dla nas o wiele korzystniejszy, więc powinno być lepiej niż w ubiegłym sezonie.

– Nie ma pan czasem dość tej presji, ciągłego szarpania się, tłumaczeń? Nie łatwiej byłoby zrezygnować?

– Mam dość i chciałbym tę funkcję przekazać komuś, kto będzie mieć kompetencje i włoży w jej sprawowanie tyle serca co ja. Na horyzoncie jednak nikogo takiego nie widzę. Nie przyszedł jeszcze nikt do mnie, nie powiedział, że chce działać. A to właśnie ludzi do działania nam brakuje. Gadać potrafi każdy, ale jak trzeba społecznie coś zrobić, przy czymś pomóc – chętnych nie ma.

  • Numer: 44 (1173)
  • Data wydania: 04.11.14
Czytaj e-gazetę