Wtorek, 11 maja 2021

imieniny: Igi, Miry, Lwa

RSS

Prezes Kowalewski boi się Niemców

28.01.2014 15:58 | 3 komentarze | ma.w

Grozi nam rozbiór Raciborszczyzny. Chodzi o rozbiór gospodarczy, bo apetyt na rynek usług, zwłaszcza komunalnych wykazują zarówno koncerny jak i firmy, które mieszczą się na jednym biurku. Atak idzie z obu frontów i najgorzej radzi sobie z nim Przedsiębiorstwo Komunalne.

Prezes Kowalewski boi się Niemców
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Prezes PK Krzysztof Kowalewski wystąpił 23 stycznia na posiedzeniu komisji gospodarki. Poinformował  radnych w jak trudnej sytuacji znalazła się spółka miejska. Ubyło 32 pracowników, a roczna strata wyniosła milion złotych. Jeszcze przed rokiem przedsiębiorstwo chwaliło się bilansem na plus. Nadwyżka wyniosła 314 tys. zł. Za 2013 rok kwota jest trzykrotnie wyższa, tyle że na minus. Przyczyny kryzysu? Przegrany przetarg na odbiór i wywóz odpadów w Raciborzu i perturbacje z kolejnym konkursem ofert na utrzymanie czystości i odśnieżanie Raciborza. Nauczyło to prezesa  Kowalewskiego, że PK rywalizuje obecnie już nie z równymi sobie przeciwnikami tylko z dwoma typami firm:

1. koncernami branży śmieciarskiej, jak firmy Tonsmaier czy Remondis, które polityką cenową doprowadzają do upadku małe firmy (tych zlikwidowano po rewolucji śmieciowej 1500 w skali kraju)

2. firmami – kogucikami (oryginalne określenie Kowalewskiego), które dysponują małym, wynajętym biurem i paroma pracownikami, a wszystkie usługi zlecają podwykonawcom.

W starciu z obydwoma, PK jest zdaniem Kowalewskiego bez szans. Przegranej z potentatem takim jak Tonsmaier prezes się nie wstydzi. O „kogucikach” wypowiada się lekceważąco, z obawą o jakość ich usług. Jedno co mogło ucieszyć szefa komunalki i jego załogę, to korzystne rozstrzygnięcie sporu przetargowego w Krajowej Izbie Odwoławczej. Trafiła tam sprawa, którą PK było żywotnie zainteresowane. Uznano za słuszną decyzję prezydenta Raciborza o odrzuceniu oferty polsko-hiszpańskiej firmy na oczyszczanie i odśnieżanie miasta. Mirosław Lenk uznał, że oferent przedstawił rażąco niską cenę i za takie pieniądze nie da się wykonać zamówionych usług. PK wyceniło je na 9 mln zł, konkurent na 7 mln zł. – Co najmniej na milion złotych koszty te były niedoszacowane – argumentowano w magistracie. Miasto wybrało w ten sposób propozycję cenową swojej spółki. Nie będzie zwolnień, będzie praca. – To światełko w tunelu. Spółka może złapać oddech – komentował w urzędzie prezes Kowalewski.

Co z przyszłością przedsiębiorstwa? Nie wiadomo czy wystartuje do kolejnego przetargu na odbiór i wywóz śmieci, w pierwszej połowie tego roku. Może utworzy w tym celu konsorcjum aby wzmocnić ofertę, może z którymś z konkurentów. Nie wiadomo też czy nadal będzie rywalizowało o rynek w powiecie i poza nim. Aktualnie obsługuje 4 gminy i już mówi się o scenariuszu, że przejmie je PUK Ruda Śląska działając w porozumieniu z raciborską spółką. Kowalewski przewiduje, że Raciborszczyznę wkrótce podzielą między siebie potentaci śmieciowi – Tonsmaier z Remondisem. – Chcemy się w tym odnaleźć, przecież mamy sprzęt. W gronie zarządu zdania są podzielone co robić dalej. Jeśli zrezygnujemy z działu zajmującego się gospodarką odpadami, przedsiębiorstwo będzie musiało zwolnić kolejne 56 osób – powiedział radnym prezes.

Jako przedstawiciel właściciela – Gminy Racibórz – prezydent Lenk uważa, że PK powinno próbować walczyć w przetargach „śmieciowych” i nie dać się wypchnąć z rynku. – Spółka musi się przygotować do skutecznej rywalizacji z konkurentami, do czego dopinguje ją rada nadzorcza. Zdobywanie rynków i ograniczanie kosztów to cele każdej firmy – stwierdził obecny na tym samym posiedzeniu włodarz miasta.

Prezes Kowalewski odniósł się także do współpracy z PUK Ruda Śląska, jego zdaniem niełatwej. Należące do niemieckiego koncernu przedsiębiorstwo wynajmuje od raciborzan część bazy, pomieszczenia i tzw. PSZOK przy ul. Adamczyka. Korzysta z usług PK jako podwykonawcy. Gorzej z płatnościami, z tymi zalega od miesięcy i pieniądze trzeba „wyszarpać” jak stwierdził szef spółki miejskiej.

Mariusz Weidner


Oni nie muszą się martwić

Sprawozdania pozostałych spółek napawają optymizmem. Najlepiej jest w Przedsiębiorstwie Robót Drogowych, które jeszcze za władz poprzedniej kadencji próbowano sprzedać prywatnym firmom z Gliwic i Kędzierzyna Koźla. PRD odbiło się od dna i podbija sąsiednie rynki. Remontuje drogi na Opolszczyźnie, kupiło wytwórnię asfaltu, a zarabia się tam nawet 5 tys. zł na rękę. Prezes Krzysztof Wrazidło jest dobrej myśli jeśli chodzi o portfel zamówień na 2014 rok.

Optymistami są także szefowie miejskich wodociągów. Utratę paru kilentów z grona przedsiębiorców (np. mleczarnia) zrekompensowano nowymi umowami z Gminami Lubomia i Kornowac, mówi się o sprzedaży wody Rudnikowi, a nawet Wodzisławowi Śląskiemu. ZWiK szuka nowych usług – od stycznia może opróżniać szamba.

Zakład Zagospodarowania Odpadów czeka na rozwój wypadków z powstaniem tzw. RIPOK-a, gdzie przetwarza się śmieci i oszczędza miejsce na składowisku. Jest 7 firm zainteresowanych inwestycją w obiekty na Brzeziu.