Czwartek, 21 stycznia 2021

imieniny: Agnieszki, Jarosławy, Epifaniego

RSS

Epidemia koronawirusa:

Starocie mają wzięcie w Pietrowicach Wielkich

24.08.2018 07:00 | 0 komentarzy | ma.w

Minęło już półtora roku i odbyło się 19 edycji targu staroci w Pietrowicach Wielkich. Choć w wakacje (i żniwa) liczba wystawców nieco się uszczupla, to klienci wciąż dopisują. – Nie wyobrażam sobie, żeby ten targ miał się skończyć – mówią Nowinom kupujący.

Starocie mają wzięcie w Pietrowicach Wielkich
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Targ „przedmiotów z duszą” wymyślił w Pietrowicach Wielkich jeden z miejscowych – Tomasz Niedźwiedzki. „Chodził” za urzędnikami, aby pozwolili narodzić się jego inicjatywie i w styczniu 2017 roku dopiął swego. Początki były skromne. Ledwie paru wystawców, a i chętnych by coś kupić – niewielu. Targ urządzono w tym samym terminie co handel końmi oraz drobnym inwentarzem – w ostatnią sobotę miesiąca. Jednak na targowisku ze zwierzętami częściej można było kupić uzdę i bacik niż uświadczyć konia. Były sekretarz urzędu gminy Adam Wajda mówił nam wtedy, że sam się dziwi, że formuła targowiska jeszcze się sprawdza, ale ludzi zainteresowanych takim zakupami wciąż można spotkać. Cierpliwość Niedźwiedzkiego i tych, których namówił do handlowania była nagradzana z kolejnymi miesiącami.

To starocie wystawiane w hali nieopodal urzędu gminy zyskiwały na popularności, bo koni przywożonych na targ wciąż jest niezbyt wiele. Po 17 miesiącach targ staroci z towarzyszącego stał się wiodącym wydarzeniem ostatniej soboty w miesiącu na ziemi pietrowickiej.

Uroki z targowania

Po tym jak minęło półtora roku T. Niedźwiedzki z łatwością rozpoznaje stałych klientów. Ci przyjeżdżają z terenu gminy, powiatu, a nawet dalszych okolic. Sprzedawca jednemu opuści na cenie, a drugiemu odłoży na parę godzin towar by klient dojrzał do zakupu lub skonsultował go z małżonką. – Handluję tym co kupię na giełdzie lub od kogoś odkupię. Trzymam się zasady by nie dokładać do interesu, więc jakiś zarobek muszę mieć. Jednak gdy mówię, że coś kosztuje 80 zł, to czekam na targowanie się ze strony klienta, bo wiem, że mogę zejść do niższej stawki, bo zarobię jeszcze przy 60 zł. Taki jest urok targowiska. W sklepach tego nie ma – opowiada nam nieformalny lider handlujących. Zna nie tylko klientów. O zajmujących sąsiednie stoiska też wie coraz więcej. Chętnie rozmawia z towarzyszami sprzedawania. Wie już, z kim łatwiej, a z kim trudniej się dogadać. Niedźwiedzki cieszy się, że na targ przychodzą sprzedawać mieszkańcy ziemi pietrowickiej, ale ceni też przyjezdnych, niemal „zawodowców”, którzy próbują szczęścia na wielu takich pchlich targowiskach w regionie. Dzięki nim roznosi się reklama pietrowickiej imprezy i pojawiają się nowi – handlujący i kupujący.

Masa robi kasę

Debiut na targowisku zaliczyły w sobotę 28 lipca siostry z Pietrowic Wielkich – Barbara Kiełkowska i pani Małgorzata. Do rozmowy z dziennikarzem wysunęła się pierwsza z nich. Mówi o sobie, że jest kolekcjonerką staroci. – Pracowałam w Holandii, a to jest raj dla miłośników starych rzeczy i popularnych tam flohmarktów (pchlich targów – przyp. red.). Zawsze jak wracałam to coś przywiozłam z takich targowisk. Z Belgii to wracałam z dwoma, trzema walizkami takich rupieci – przyznała nam właścicielka stoiska. Na pierwszy raz wystawiła z siostrą same prywatne rzeczy, w ich domach już niepotrzebne. Ich gama była szeroka – od przedwojennych znaczków pocztowych po zabytkowy stojak na alkohol. – Sprzedajemy tanio, w myśl zasady: masa robi kasę. Wolę powiedzieć, że coś kosztuje 10 zł niż żądać za to więcej, bo klient odejdzie, a mi zależy na tym by kupił – opowiadała. Obroty były nadspodziewanie dobre. Dlaczego nie przyszły handlować wcześniej? – Najtrudniej było się zebrać i przetrzymać „wiejskie gadanie”, że sprzedajemy na targu. Znajome przyszły dziś tu specjalnie żeby nas obejrzeć, bo nie wierzyły, że mamy stoisko – śmiała się pani Barbara.

Ludzie:

Adam Wajda

Adam Wajda

Przewodniczący Rady Powiatu Raciborskiego