Wtorek, 17 lipca 2018

imieniny: Anety, Aleksego, Julietty

RSS

Urzędnicy zgotowali mu piekło na ziemi

30.05.2018 14:08 | 26 komentarzy | juk

80-letni Stanisław Heider mieszka tuż przy pszowskim rynku. Mężczyzna ma dość hucznych koncertów organizowanych przez miasto. Twierdzi, że występujący artyści grają tak głośno, że w jego domu trzęsą się okna i nie można spać.

Urzędnicy zgotowali mu piekło na ziemi
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Sezon na plenerowe imprezy powoli się rozpoczyna. Uczestnicy kulturalnych wydarzeń i fani rozrywkowej muzyki zazwyczaj bawią się doskonale. Za to problem mają osoby, które często przysłuchują się koncertom wbrew własnej woli, bo mieszkają w pobliżu. Podobna sytuacja ma miejsce w Pszowie.

Hałas nie do wytrzymania

Od dwóch lat Dni Pszowa organizowane są na płycie rynku. Scena koncertowa ustawiona jest w prawym górnym rogu parkingu. Skutek jest taki, że estrada praktycznie opiera się o ścianę domu pana Stanisława Heidera. Głośniki ustawione są na wysokości pierwszego piętra, tuż pod oknami jego sypialni. - Mam 80 lat, w swoim wieku życzyłbym sobie ciszy i spokoju. A czas dni miasta jest dla mnie prawdziwym piekłem na ziemi. Moja żona jest zmuszona uciekać z domu, bo nie może znieść tego hałasu. Ja muszę zostać w domu i pilnować naszego dobytku - mówi ze łzami w oczach pan Stanisław. Wspomina, że głośne imprezy trwają do bardzo późnych godzin nocnych. A występujący artyści grają tak głośno, że nie można spać, w spokoju zjeść obiad czy kolację, a nawet otworzyć okna. Bo dobiegający hałas jest tak głośny i męczący. – Zapraszam panią burmistrz w moje skromne progi. Niech przyjdzie i posłucha, w jakich warunkach przez te dwa dni przychodzi mi żyć - mówi mieszkaniec Pszowa.

Zwierzęta też cierpią

Według pana Stanisława wibracje dochodzące z imprezy powodują dosłowne trzęsienie się budynku. – Trzęsą się ściany, lampy na suficie, ubrania na wieszakach w szafach. Ale to nie jest jeszcze najgorsze – mówi mieszkaniec Pszowa. Wyjaśnia, że plenerowe imprezy to nie tylko jego zmora, ale również gołębi pocztowych, które hoduje na poddaszu domu. – Ptaki są przyzwyczajone do ciszy i spokoju. Jak naraz taka głośna muzyka zacznie grać, to się zwyczajnie boją - mówi pan Stanisław. Dodaje, że w zeszłym roku po dniach miasta, kiedy wypuścił ptaki, kilka z nich nie wróciło. - Takie były przestraszone i spłoszone - mówi z żalem pszowian.