Czwartek, 17 października 2019

imieniny: Małgorzaty, Ryszarda, Gabrieli

RSS

Teresa Glenc: W budynkach po gimnazjach mogą powstać zawodówki

15.12.2015 08:57 | 33 komentarze | art

Posłance Prawa i Sprawiedliwości zadaliśmy cztery pytania w sprawach reform i działań, które wbrew pozorom mogą przynieść nie tylko zyski, ale również straty.

Teresa Glenc: W budynkach po gimnazjach mogą powstać zawodówki
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Rząd Prawa i Sprawiedliwości zapowiada zniesienie obowiązku szkolnego dla 6-latków. Dla samorządów niesie to konkretne problemy. Niemal wszystkie szkoły zostały za spore środki publiczne przystosowane do przyjmowania 6-latków. Powstały nie tylko specjalnie sale lekcyjne, ale również świetlice. Po proponowanych przez rząd zmianach większość 6-latków zostanie w przedszkolach, a to oznacza, że nie będzie w przyszłym roku szkolnym pierwszych klas, albo będzie ich niewiele. Dla odmiany w przedszkolach zabraknie miejsca dla dzieci młodszych. Już teraz wiele gmin zmaga się z brakiem miejsc dla dzieci 3-letnich, a jeśli 6-latki zostaną w przedszkolach miejsc dla młodszych dzieci będzie jeszcze mniej. Proszę wyjaśnić jak pani partia zamierza rozwiązać te problemy? Zmiany uderzą nie tylko w samorządy, ale też w rodziców najmłodszych dzieci, które zostaną w domach, razem ze swoimi rodzicami, którzy nie podejmą pracy. A żłobków w naszych gminach nie ma.

- Po pierwsze nie został jeszcze przedstawiony projekt ustawy, ma mieć to miejsce w styczniu 2016r. Póki co dyskutujemy o koncepcji. Wszelkie spekulacje są zatem przedwczesne. Cenne są natomiast konstruktywne, nieemocjonalne argumenty, bo im szerszy będzie odzew, tym lepiej zostanie przygotowana reforma. Rząd będzie podejmował konsultacje społeczne – będzie zatem czas na rozwianie wszelkich wątpliwości, bez niepotrzebnego chaosu, jaki niektóre środowiska próbują kreować. Minister Anna Zalewska zapowiadała, że brana pod uwagę jest możliwość tworzenia oddziałów przedszkoli przy szkołach – w salach, które faktycznie zostały dostosowane do potrzeb dzieci sześcioletnich. Zatem pomieszczenia zaadaptowane na te potrzeby nadal będą wykorzystywane. Takie rozwiązanie nie tylko wyjaśni kwestię wydanych już pieniędzy na przystosowanie sal, ale i częściowo kwestię braku miejsc w przedszkolach. Poza tym należy pamiętać, że zapowiadana jest możliwość pozostawienia rodzicom decyzji, czy chcą dziecko wysłać do szkoły już w wieku lat 6. Część rodziców z pewnością tak zdecyduje. Problem braku miejsc w przedszkolach nie będzie zatem taki, jak usiłuje się go przedstawiać. Jeśli chodzi o darmowy podręcznik – jego wykorzystanie będzie w dużej mierze zależało od tego, jaka podstawa programowa zostanie zaproponowana. Jednak MEN zapowiadało już, że nie zostanie on po prostu wyrzucony do kosza, ale w miarę możliwości będzie mógł być elastycznie wykorzystywany przez nauczycieli.

Nowy rząd zapowiada wygaszanie gimnazjów. Co stanie się z budynkami gimnazjów, na budowę których samorządy wyłożyły miliony złotych? Gdzie zmieszczą się uczniowie klas 7 i 8-mych w szkołach podstawowych, skoro w wielu przypadkach szkoły te najzwyczajniej nie mają miejsc na pozostawienie tych uczniów? Wszakże w podstawówkach część klas została przystosowana dla 6-letnich pierwszoklasistów oraz na świetlice. Pracownicy Gimnazjum w Czyżowicach wystosowali list, w którym apelują o zaniechanie tej reformy. Wskazują nie tylko na koszty finansowe, ale również społeczne (zwolnienia nauczycieli, zwolnienia pracowników administracji i obsługi). W jaki sposób te problemy zamierza rozwiązań rząd tworzony przez partię pani poseł? Czy nie jest to marnowanie publicznych środków (opuszczone budynki gimnazjów)?

W swojej pracy zawodowej uczyłam zarówno w szkole podstawowej 6-letniej, jak i 8-letniej. Sama zatem mogłam się przekonać, jak cenne dwa lata edukacji w szkole podstawowej zostały odebrane uczniom poprzez wprowadzenie gimnazjów. Podobnego zdania są moi koledzy, pracujący w szkołach ponadgimnazjalnych. Z punktu widzenia doświadczonego pedagoga chcę powiedzieć, że powrót do systemu 8+4 jest sensowny. Jeśli chodzi o kwestię infrastruktury – gimnazja często powstawały w wydzielonych częściach dotychczasowych szkół podstawowych i stanowią wspólne kompleksy. Wobec planowanego wzrostu liczby klas w szkole podstawowej, części wydzielone na gimnazja mogą zostać ponownie przejęte przez szkoły podstawowe. Reforma edukacji zaproponowana przez Prawo i Sprawiedliwość obejmuje jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć – wspieranie szkolnictwa zawodowego. To konkretna odpowiedź na wymagania dzisiejszego rynku pracy, która bardzo mnie cieszy. Być może uda się w części niezagospodarowanych budynków pozostałych po zlikwidowanych gimnazjach, utworzyć szkoły zawodowe. Takie rozwiązanie byłoby z pewnością satysfakcjonujące dla uczniów, nauczycieli i samorządów. Należy pamiętać, że proponowana reforma oświaty będzie procesem, a nie zmianą z dnia na dzień. Same gimnazja będą wygaszane kilka lat. Jest zatem odpowiednia ilość czasu na przygotowanie i przeprowadzenie wszelkich zmian w sposób przemyślany i mądry.

Zapowiadane podwyższenie kwoty wolnej od podatku, korzystne z punktu widzenia portfela obywatela oznacza zarazem mniejszy wpływ z udziału w podatku PIT dla samorządów o miliony złotych. Dla przykładu gmina Godów wyliczyła, że spełnienie obietnic wyborczych w tej materii oznaczać będzie zmniejszenie dochodu o koło 4 mln zł rocznie. W jaki sposób rząd Prawa i Sprawiedliwości zamierza wyrównać powstałe w ten sposób straty samorządów? Czy nie okaże się, że samorządy zostaną pozostawione same sobie, a w konsekwencji  brakujących środków będą szukać w kieszeniach swoich mieszkańców, np. poprzez podwyżki podatków lokalnych?

- Przypomnijmy, że Trybunał Konstytucyjny uznał, że obecnie obowiązująca kwota wolna od podatku jest zbyt niska. Jej podniesienie zatem jest nie tylko dobrowolnym zabiegiem, ale wręcz koniecznością. Niedopuszczalna powinna być sytuacja, że podatek muszą płacić osoby, osiągające dochód nie zapewniający minimum egzystencji. Zwolnienie od podatku musi osiągnąć wymiar realny. Nie może być kolejną, pustą normą w systemie prawa publicznego, która mydli oczy podatnikom.

Samorządy przypuszczają, że wprowadzenie programu 500 zł na dziecko będzie realizowane za pośrednictwem Ośrodków Pomocy Społecznej. Wskazują, że w takim przypadku konieczne będzie zatrudnienie dodatkowych pracowników, a to oznacza oczywiście koszty zatrudnienia. Kto pokryje te koszty?

- Program 500 zł na dziecko ma na celu stwarzanie klimatu przyjaznego rodzinie. Patrząc na niego w ten sposób, musimy potraktować go nie jako stratę, lecz jako inwestycję. Największym potencjałem państwa jest silna rodzina, która stanowi podwaliny dla dobrego funkcjonowania gospodarki. Nie ma jeszcze decyzji co do tego, jak w praktyce będzie się dokonywało wypłacanie świadczenia. Jakakolwiek jednak decyzja zostanie podjęta, po dwóch latach funkcjonowania programu ma zostać dokonana jego ocena. Jeśli okaże się, że w pewnych obszarach nie funkcjonuje on prawidłowo, wtedy będą wprowadzane odpowiednie zmiany. Warto zwrócić uwagę na przykład Nysy i Łomży, które w ostatnim czasie niezależnie wprowadziły świadczenia na dzieci rodzące się w tych miastach. Samorządy te będą pokrywać świadczenia z własnych środków. Nie ma tam potrzeby rozszerzania zasobów kadrowych jednostek odpowiedzialnych za świadczenia, dotychczasowe zasoby okazały się wystarczające do obsługi programu dodatkowych świadczeń. To dobry przykład zrozumienia tego, jak ważna jest inwestycja w stwarzanie lepszych warunków dla polskich rodzin.

Rozmawiał Artur Marcisz

fot. powiatwodzislawski.pl



Ludzie:

Teresa Glenc

Teresa Glenc

Poseł na Sejm