Sobota, 17 sierpnia 2019

imieniny: Jacka, Anity, Mirona

RSS

Życie z szachownicą w tle

17.05.2016 00:00 red.

– Moją ulubioną figurą jest hetman. Bo jeśli zdobędziemy go podczas gry, to bardzo dobrze mieści się w dłoni. A poza tym jest najważniejszą figurą – mówi pan Krystian Hasiński, którego największą pasją są szachy. Dzięki tej grze zwiedził kawał świata i poznał wielu wspaniałych ludzi.

Gra od zawsze

Pierwsze szachowe kroki stawiał w szkole podstawowej. Konkretnie w drugiej klasie. – Zajęcia w świetlicy prowadził pan Jan Heliosz i to właśnie on zaszczepił we mnie tego bakcyla. Bardzo fajnie organizował zawody, z podniosłą oprawą. To zostało mi do dziś, bo robię tak samo, gdy organizuję różnego rodzaju turnieje – wspomina Krystian Hasiński. Ze względu na naukę w szkole średniej przez pewien okres przestał grać, ale później, gdy zaczął pracować zawodowo, czas wolny wypełniał uczestnicząc w rozgrywkach klubowych, reprezentując Rybnik na arenie miasta, Śląska, kraju, a nawet Europy. Podczas wieloletniej kariery, sympatycznemu szachiście udało się osiągnąć sporo dobrych wyników, zarówno na poziomie młodzieżowym, jak i seniorskim. – Cały czas uważam się za aktywnego zawodnika, choć od jakiegoś czasu jestem kierownikiem w sekcji szachowej TS Kuźnia, więc jednocześnie jestem działaczem – zauważa pan Krystian, który wśród szachistów największym sentymentem darzy nieżyjącego już amerykańskiego mistrza Roberta Fishera. – On ruszył cały świat. To były czasy, gdy w Rosji był komunizm, a na Zachodzie kapitalizm. Wtedy toczyła się walka na umysły. Rywalizowano, kto ma lepszych ludzi. To wszystko spowodowało, że świat bardziej zainteresował się szachami i w pewnym sensie pociągnęło to również mnie. Być może najlepszym szachistą w ogóle był Garri Kasparov, ale poszedł w politykę – wyjaśnia Hasiński.

Szachy w transsyberyjskim pociągu

Dzięki grze w szachy Krystian Hasiński zwiedził kawał świata. Kiedy jechał na zawody do Władywostoku, w pociągu transsyberyjskim zorganizował turniej. – Jechaliśmy przez 7 dni. A ja nie umiem żyć bez szachów, więc graliśmy. Również w Irkucku, nad Bajkałem, zorganizowałem szachową symultanę, rywalizując z miejscową ludnością. Grałem jednocześnie z dziesięcioma osobami. Wygrałem 8 do 2 – wspomina rybniczanin, który niedawno wziął udział w mistrzostwach świata amatorów do rankingu 2000, odbywających się w greckim mieście Halkidiki. Grali tam reprezentanci 50 państw. W pierwszej rundzie pan Krystian pokonał zawodnika z Brazylii. W kolejnej trafił na reprezentanta Indii, który ostatecznie został wicemistrzem świata. – Pomimo dobrej pozycji, musiałem uznać wyższość rywala. W trzeciej rundzie zremisowałem z zawodnikiem z Chile. Później przyszły pojedynki z Niemcem, Anglikiem, Grekiem, a na koniec z reprezentantem Botswany. Ostatecznie w swojej kategorii zająłem 23. miejsce na 60 zawodników – cieszy się kierownik sekcji TS Kuźnia Rybnik, dla którego ten wynik jest sporym osiągnięciem. Pan Krystian dumny jest również z tego, że wśród wielu wygranych turniejów, ma na swoim koncie zwycięstwa w miejscach ważnych historycznie – Wyszehradzie i Poczdamie. Hasiński jest także dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw Europy amatorów w Pardubicach.

Gimnastyka umysłu

– Szachy to matematyka abstrakcyjna. Liczymy i staramy się doliczyć jak najdalej. Kto zrobi to najlepiej, ten zwycięża. To przydaje się w życiu codziennym i w nauce. Te osoby, które za młodu poważnie traktowały grę w szachy, mają później spore osiągnięcia w życiu zawodowym – przekonuje Krystian Hasiński, zaznaczając zarazem, że poznanie zasad „królewskiej gry” z jednej strony nie jest wcale takie łatwe, zaś z drugiej – czasem mocno się zaskakuje, bo niejednokrotnie bardzo szybko reguły gry łapią przedszkolaki. – Jeśli nauczysz się grać w szachy, to ta umiejętność zostaje do końca życia, ale trenować trzeba stale, bo cały czas jest konkurencja. Podczas gry jeden człowiek drugiego egzaminuje – twierdzi zawodnik i trener, który pytany o dalszy rozwój swojej kariery odpowiada, że teraz chciałby przede wszystkim zarażać swoją pasją młode pokolenie. –Aktualnie najbardziej cieszą mnie wyniki moich wychowanków, którzy wyjeżdżają na różne zawody, zdobywają dyplomy, medale czy puchary. Być może moja praca pójdzie już teraz w tym kierunku, żeby skupić się głównie na przekazywaniu umiejętności najmłodszym adeptom gry – podsumowuje Krystian Hasiński.

(kp)

  • Numer: 20 (497)
  • Data wydania: 17.05.16
Czytaj e-gazetę