Czwartek, 21 stycznia 2021

imieniny: Agnieszki, Jarosławy, Epifaniego

RSS

Epidemia koronawirusa:

Czym skorupka nasiąkła...

12.02.2003 00:00
Młode pokolenie raciborzan nie ma z pewnością wątpliwości, że przyszłość ich kraju i miasta związana jest ze wspólną Europą. Gdyby przyjrzeć się rzeczywistym lokalnym osiągnięciom na polu integracji, to szkoły, od podstawowej po średnie, już dzierżą i długo nie stracą pozycji lidera.
Ubiegłoroczna wystawa europejska w Raciborskim Centrum Kultury pokazała, jak wielkim dorobkiem dysponują raciborskie szkoły, w zdecydowanej większości zaangażowane we współ-pracę międzynarodową, która pomaga młodym promować siebie w krajach już w Unii będących lub do niej kandydujących. Młodzież wyzbywa się kompleksów. Tak zwana żywa nauka języków obcych, możliwość poznania mentalności i sposobu bycia mieszkańców innych krajów, zaspokojenie zwykłej ciekawości i szukanie kontaktów, które mogą zaowocować na przyszłość to oczywiście ważne aspekty współpracy. Najważniejsze jest jednak budowanie świadomości, iż nie jesteśmy w żadnym calu gorsi - mówi Norbert Mika, dyrektor G3, przewodniczący Komisji Oświaty przy Radzie Powiatu.

Pierwszym oknem na świat było nawiązanie kontaktu ze szkołami w Opawie. Przez wieki oba miasta łączyły osoby władców, przedsiębiorców, linia kolejowa, wreszcie szerokie kontakty społeczno-kulturalne, choć ludzie mówili tu aż trzema językami: polskim, niemieckim i czeskim. Komunizm, szczelna granica „przyjaźni” pokazały, jak szybko można zniszczyć, to co świetnie funkcjonowało na jednym Śląsku, mimo że przedzielonym między Opawą i Raciborzem granicą Prus i Austro-Węgier, oraz jak ważne dla rozwoju regionu jest nawiązanie do tych osiągnięć.

Historia zdaje się zataczać szerokie koło. Na początku lat 90. współpraca z Roth była ukłonem dla ziomkostwa, sygnałem, że razem z nimi - nie tylko terytorialnie - Racibórz powinien się znaleźć we wspólnej Europie. Kontakty z mieszkańcami Opawy to coś więcej. W Europie bez granic stworzymy przecież region o określonych aspiracjach i wspólnych interesach gospodarczych. Trudno będzie osiągnąć sukces, jeśli wcześniej się nie poznamy - uważa Ludmiła Nowacka, dyrektor Gimnazjum nr 2, które od lat utrzymuje żywe kontakty ze szkołą opawską.

Stworzenie dobrej płaszczyzny polsko-czeskiego współdziałania w ramach UE wymaga zmiany mentalności obecnych pokoleń, a przede wszystkim ukształtowania wśród dzieci i młodzieży zdolności postrzegania własnych interesów w kontekście aspiracji innych narodów. Nie może być mowy o kosztach, ale wspólnych korzyściach.

Interesy regionu, choćby przedzielonego jeszcze granicami, warte są skonfrontowania z doświadczeniami innych państw. Jej efektem winny być wskazówki, jak postępować, by osiągnąć jak najbardziej optymalną harmonię rozwoju, generalnie jak znaleźć swoje miejsce w tej Europie. Służą temu coraz liczniejsze wielostronne kontakty raciborskich szkół. Szeroko zakrojoną współpracę polsko-czesko-niemiecką ma szkoła w Rudach. Gimnazjum nr 3 z Raciborza, poza Czechami, znalazło chętnych do współpracy Niemców i Włochów. Podobnie inne placówki. SP 1 na Ostrogu zwróciła swoją uwagę na Szwedów. I LO postawiło na Francuzów, II LO na Węgrów, Zespół Szkół Mechanicznych na Niemców, a Gimnazjum nr 5 na Finów.

Sukcesy w tej współpracy z pewnością trzeba promować, ale należy mieć również świadomość, iż to dopiero początek długiej drogi. Mówi się przekornie, że zmiana mentalności wymaga zmiany pokoleń. Patrząc na wielkie zaangażowanie kadry nauczycielskiej można dać odpór temu powszechnemu przekonaniu. Co więcej, może wbrew tradycji to starsi powinni dziś brać przykład z młodych - uważa Henryk Siedlaczek, starosta raciborski, niegdyś dyrektor prawdziwie europejskiej szkoły w Rudach.

(waw)
  • Numer: 7 (159)
  • Data wydania: 12.02.03