środa, 20 marca 2019

imieniny: Klaudii, Eufemii, Cyriaki

RSS

Blok niezgody

28.08.2002 00:00
Jeśli do końca sierpnia każda z rodzin zamieszkująca blok popowodziowy na os. Orłowiec nie zapłaci, w zależności od wielkości mieszkania od 4 do 5 tys. zł, to będzie musiała opuścić budynek. Pozostało tam jednak niewielu lokatorów. Z powodu wysokich opłat większość z nich wyprowadziła się stamtąd już dawno. Mówią, że właściciel bloku chce się ich pozbyć, ten natomiast twierdzi, że budynek jest dewastowany, a mieszkańcy nie płacą czynszu.

Na rachunkach czynszowych, które dotarły do lokatorów w pierwszej połowie lipca, pojawiła się adnotacja, że do 31 sierpnia muszą oni wpłacić kaucję w wysokości 3% wartości odtworzeniowej mieszkania, za jego wynajmowanie. Niewpłacenie kaucji jest równoznaczne z nieprzedłużeniem umowy najmu. Sprawa ta wywołała sporo kontrowersji. Oni chcą się nas pozbyć - denerwuje się Marek Kaszny. Informacja o wpłaceniu tej kwoty spadła na nas nagle. Ten rachunek otrzymałem szóstego lipca, więc na zebranie tych pieniędzy miałem niecałe dwa miesiące - mówi. W podobnej sytuacji są pozostali mieszkańcy. Nakaz uiszczenia zapłaty bulwersuje również Katarzynę Mitko. Nikt z nami nie rozmawiał. Kiedy otrzymaliśmy mieszkania, wyglądało tutaj jak w piwnicy. Remont sporo nas kosztował, a dzisiaj tak się z nami postępuje. Dlaczego mieszkańcy muszą wpłacić kaucję? - zapytaliśmy jednego z udziałowców firmy „Orkan”, która jest właścicielem budynku. Kwota, którą mieszkańcy muszą zapłacić jest zabezpieczeniem czynszu. Nie można tego nazywać kaucją, ponieważ pieniądze nie będą wpływać do firmy, ale będą lokowane na kontach bankowych, które należą do mieszkańców. Pieniądze te będą oprocentowane i w każdej chwili każdy z lokatorów będzie mógł skorzystać z odsetek. Nieruchoma pozostanie natomiast kwota bazowa. Podobne opłaty są stosowane w większości spółdzielni i nie ma w tym nic dziwnego. Mieliśmy je wprowadzić już w lipcu zeszłego roku, kiedy to uwolniono opłaty czynszowe, jednak termin ten przesunęliśmy o rok. Budynek jest dewastowany i ktoś musi płacić za szkody. Jako kozła ofiarnego przedstawia się mieszkańców, jednak większość z nich ma spore zadłużenie, a kiedy zaproponowaliśmy im prace, w zamian za jego redukcję, to nikt się nie zgłosił. Nie może być tak, że ludzie za mieszkanie nie płacą, a w ramach częściowej redukcji długu nie chcą nawet okien umyć na klatce. Chciałbym również zaznaczyć, że wysokość czynszów nie jest wyższa od tych obowiązujących w rydułtowskich mieszkaniach komunalnych.

Sprawa bloku na Orłowcu budzi wiele kontrowersji od dłuższego czasu i to nie tylko ze względu na jego lokatorów. Głośno o całej sprawie zrobiło się wówczas, gdy gmina Lubomia sprzedała budynek firmie Orkan. Fundusze na jego wybudowanie były dotacją z budżetu państwa przeznaczoną dla powodzian. Z tego względu, że do dziewięciu mieszkań nie znaleźliśmy lokatorów, wojewoda nakazał nam zwrócić do budżetu państwa pieniądze, za które blok sprzedaliśmy - wyjaśnia Czesław Burek, wójt Lubomi. Póki co, gmina nie musi tego robić, bowiem Naczelny Sąd Administracyjny wstrzymał decyzję. Podstawą do tego było nieterminowe przesłanie odpowiedzi na naszą skargę przez ministra finansów. Należy zaznaczyć, że sprzedaliśmy budynek zgodnie z prawem. Zarówno Prokuratura Rejonowa w Wodzisławiu jak i Prokuratura Okręgowa w Katowicach umorzyły śledztwo ze względu na brak znamion przestępstwa, a gmina występowała w niej jedynie jako świadek. Nawet wówczas, gdy będziemy musieli pieniądze zwrócić to i tak na tym nie stracimy. Sumę uzyskaną ze sprzedaży budynku przekażemy do budżetu państwa. Postanowiliśmy sprzedać budynek ze względu na wysokie koszty. Najpierw wykup mieszkań zaproponowaliśmy samym mieszkańcom, jednak nie byli oni takim rozwiązaniem zainteresowani.

Zaproponowano nam wykup mieszkań, ale my nawet na czynsz nie mamy bo jest tak wysoki. Mam sześ-cioro dzieci i już otrzymałam sądowną decyzję o eksmisji. Jeśli mnie wyrzucą, to będę musiała sobie jakoś poradzić. Na bruk nie pójdę, może wynajmę piętro domu jednorodzinnego - ripostuje mieszkanka Irena Pol-    czyńska.

Z taką propozycją wykupu władze Lubomi zwróciły się następnie do władz Pszowa, a potem Rydułtów. Chcieliśmy bezprzetargowo sprzedać budynek, jednak do transakcji nie doszło. W tej sytuacji ogłosiliśmy przetarg nieograniczony i propozycję sprzedaży budynku za 685 tys. zł - bez rezultatu. Potem był drugi przetarg, a cenę obniżono do 485 tys. zł, która była równa z wyceną budynku. Również i w tym przypadku nie było chętnych. Dopiero do trzeciego z przetargów zgłosiła się firma „Orkan”, a cena wynosiła już wówczas 349 tys. zł - mówi Cz. Burek. Propozycja gminy Lubomia była niejasna i zmieniała się co parę dni, dlatego też z kupna bloku zrezygnowaliśmy - odpowiada Henryk Niesporek, wiceburmistrz Rydułtów. Mimo to i tak ponosimy koszty. Obecnie w przypadku trzech rodzin sąd orzekł eksmisję, bowiem mają one spore zadłużenie, którego część ostatecznie musi zapłacić gmina Rydułtowy. Ponadto mieszkańcy, którzy się do tego kwalifikują, otrzymują od nas dodatki mieszkaniowe oraz korzystają z pomocy społecznej. Uważam, że podstawowym błędem w tej sytuacji było zaoferowanie drogich mieszkań lokatorom, których, o czym było wiadomo od początku, na to nie stać. Nie dziwię się obecnemu właścicielowi bloku, który od dłuższego czasu od mieszkańców  nie dostaje pieniędzy.

Nie można tłumaczyć swoich problemów mieszkaniowych sytuacją na Orłowcu - ripostuje Cz. Burek. Ci ludzie są mieszkańcami Rydułtów, a nie Lubomi i do władz tego miasta należy zapewnienie im określonych prawem należności. Powtarzanie, że za wszystko odpowiedzialna jest gmina Lubomia i jej władze jest nie w porządku.

Tekst Rafał Jabłoński,
zdj. Beata Palpuchowska

  • Numer: 35 (155)
  • Data wydania: 28.08.02