środa, 14 kwietnia 2021

imieniny: Bereniki, Waleriana, Jadwigi

RSS

WAŻNE:

Archeolog w sutannie

19.12.2017 00:00 red

Starsi raciborzanie pamiętają zapewne starszego pana, niskiego wzrostu, przemierzającego szybkim krokiem ulice miasta. Najczęściej zaglądał do księgarni. Zawsze, nawet przy najlepszej pogodzie, był w kapeluszu. I nosił koloratkę. To był proboszcz od św. Wacława w Krzanowicach, ks. Franciszek Pawlar. Był to człowiek niezwykły, o ogromnej erudycji, władający kilkoma językami. Zbieracz „starożytności”, jak mówił o starych rzeczach.

Za niski na ministranta

Franciszek Pawlar urodził się 8 marca 1909 r. w podraciborskich Bieńkowicach. Jego ojciec prowadził gospodarstwo rolne. Z domu rodzinnego Franciszek wyniósł znajomość języka zarówno niemieckiego jak i polskiego. Należy mieć na uwadze, że podczas dokonanego w 1905 r. spisu ludności 96% mieszkańców Bieńkowic wskazało polski jako swój język ojczysty. Dodajmy, że w czasie plebiscytu 20 marca 1921 r. w Bieńkowicach oddano 51% głosów za Polską, w wyniku czego wieś należała do grupy o najwyższym odsetku głosów za Polską wśród miejscowości powiatu raciborskiego pozostałych poza Rzeczpospolitą. W każdym razie Franciszek Pawlar, mimo iż uczęszczał do niemieckiej szkoły podstawowej, posługiwał się także językiem polskim.

Zamożniejsi gospodarze czasami kierowali jednego z synów do stanu duchownego. Rodzice nie namawiali jednak Franciszka do wybrania takiej drogi. Franciszek był zawsze bardzo zdolny. Od sąsiada, będącego ministrantem, wypożyczył ministranturę i bardzo szybko nauczył się jej na pamięć. Ministrantura to responsy wypowiadane przez ministrantów w czasie mszy św. A trzeba wiedzieć, że w owym czasie msze odprawiano w języku łacińskim i po łacinie była drukowana ministrantura. Choć młody Franciszek „na blachę” miał obkutą ministranturę, proboszcz nie przyjął go do grona ministrantów. Jak opowiadał, już jako emerytowany duchowny, wpływ na decyzję proboszcza miał zapewne niski wzrost kandydata na ministranta.

Po szóstej klasie szkoły podstawowej rodzice postanowili Franciszka jednak wykształcić. Miał wstąpić do gimnazjum. Choć do Raciborza było niedaleko i działało tam gimnazjum klasyczne o bardzo wysokim poziomie nauczania, Franciszek Pawlar został zapisany do gimnazjum w Gliwicach. Sam Pawlar nie potrafił po wielu latach wyjaśnić, dlaczego kształcił się w dalekich Gliwicach, skąd przyjeżdżał do domu raz w tygodniu, a czasami rzadziej. Podczas nauki gimnazjalnej w młodym Franciszku Pawlarze zakiełkowała myśl poświęcenia się jednak stanowi duchownemu.

Laickie życie studenta teologii

Po zdaniu – w kwietniu 1930 r. – egzaminu maturalnego Franciszek Pawlar zapisał się w semestrze zimowym 1930 r. na studia filozoficzno–teologiczne Uniwersytetu Wrocławskiego. Trzeba tu przypomnieć, że metropolita wrocławski, kardynał Adolf Bertram, przywiązywał dużą wagę do przygotowania części kleryków jako tzw. „utrakwistów”. Pod tym pojęciem rozumiano osoby posługujące się swobodnie dwoma językami. W przypadku Franciszka Pawlara były to języki niemiecki i polski. Wspomnieliśmy już o wyniesieniu znajomości języka polskiego z czasów młodości. Jako student Franciszek Pawlar mógł doskonalić swoją znajomość języka polskiego.

Jak było to wówczas w zwyczaju, także i student Pawlar dwa semestry swoich studiów w latach 1932 – 33 odbył w Innsbrucku w Austrii. Będąc studentem fakultetu filozoficzno–teologicznego w Innsbrucku, był także wolnym słuchaczem wykładów w instytucie archeologii. Był to kierunek studiów akademickich, który wówczas nie istniał we Wrocławiu. Franciszek Pawlar wykazywał jednak zainteresowania archeologią. Ponieważ na archeologii w Innsbrucku wykładali także profesorowie włoscy, było to okazją do poznania tego języka. Semestrem zimowym 1933/34 Franciszek Pawlar ukończył studia uzyskując absolutorium Uniwersytetu Wrocławskiego i przeniósł się do arcybiskupiego konwiktu. Trzeba mieć na uwadze, że w owym czasie studenci teologii, podobnie jak cała brać studencka, prowadzili zupełnie „laicki” tryb życia, mieszkali „na mieście” w różnych stancjach, nieliczni tylko zajmowali miejsca w (świeckich) bursach. Teologowie, zamierzający poświęcić się stanowi duchownemu, dopiero po ukończeniu studiów wstępowali, najczęściej na okres jednego roku, do konwiktu, aby przygotować się do objęcia obowiązków duchownego. 27 stycznia 1935 r. Franciszek Pawlar otrzymał święcenia kapłańskie z rąk księcia biskupa wrocławskiego, ks. kardynała Adolfa Bertrama. Swoje prymicje odprawił w niedzielę, 3 lutego 1935 r., w rodzinnym kościele św. Anny w Bieńkowicach, którego proboszczem był wówczas ks. Roman Jalowy.

Ojciec Franciszek w Lyonie

W 1935 roku zaszła potrzeba skierowania kilku księży do Francji. Warunkiem wyjazdu była dobra znajomość języka francuskiego i języka polskiego. Neoprezbiter Pawlar tym warunkom odpowiadał i został skierowany do parafii Notre Dame de Saint Alban, mieszczącej się przy Rue Laennec w robotniczej dzielnicy Lyonu. Lyon to trzecie pod względem liczby ludności miasto leżące w środkowo–wschodniej części Republiki. Tam Abbé François („Ojciec Franciszek” – francuska forma zwracania się do księdza) zajmował się pracą duszpasterską zarówno z miejscową ludnością, jak i wśród dość licznej kolonii Polaków. Lyon jest najstarszym miastem na terenie Francji, założonym jeszcze przez Rzymian. W pobliżu parafii, przy Boulevard Ambroise Paré, archeologowie uniwersytetu lyońskiego prowadzili badania terenowe. Abbé François, jak tylko czas mu na to pozwolał, pracował razem z archeologami. Tam poznał tajniki praktyk archeologicznych. Po półtorarocznej działalności w Lyonie ks. Franciszek Pawlar został wezwany do powrotu do Wrocławia.

Limuzyną na komnaty

Po krótkim urlopie ks. Pawlara w sierpniu 1936 r. skierowano na stanowisko wikarego do parafii św. Józefa w Zabrzu, drugiej co do liczby wiernych w mieście. W Zabrzu przy jakiejś okazji wikary Franciszek poznał hrabiego Mikołaja von Ballestrema. Był to przedstawiciel rodziny magnackiej pochodzenia włoskiego. Giovanni Baptista Ballestrem di Castellengo w 1748 r. ożenił się z Marią Elżbietą von Stechow, córką właściciela majątku w Pławniowicach pod Gliwicami. W ten sposób założona została górnośląska gałąź rodu Ballestremów. W krótkim czasie Bellestremowie stali się właścicielami majątków w Rudzie i Biskupicach i uzyskali indygenat hrabiowski. W 1885 r. wybudowali pałac w Pławniowicach, który stał się siedzibą rodową. Doktora obojga praw Mikołaja hrabiego von Ballestrema (* 1900), właściciela szeregu kopalni i hut, jednego z najbogatszych ludzi na Górnym Śląsku, a także działacza politycznego, zaciekawiły wywody ks. Pawlara na temat babci hrabiego. Jadwiga hrabianka von Saurma, baronówna von und zu der Jeltsch była córką właściciela Tworkowa i tam w 1858 odbył się jej ślub z hrabią Franciszkiem von Ballestremem, dziadkiem hrabiego Mikołaja. Wikary Franciszek nie omieszkał zauważyć, że on sam pochodzi z Bieńkowic, sąsiadujących z Tworkowem. Po pewnym czasie coraz częściej pod plebanię od św. Józefa w Zabrzu zaczęła przyjeżdżać limuzyna marki Mercedes z wymalowanym herbem Ballestremów, aby wikarego Franciszka zabrać „na komnaty” zamku pławniowickiego.

Przyjaźń z Ballestremami

Z hrabią Mikołajem ks. Franciszek prowadził długie rozmowy, na temat historii Śląska, szczególnie prehistorii, a także o archeologii. Okazało się bowiem, iż hr. Mikołaj interesował się również archeologią. Na zlecenie administracji dóbr hrabiowskich na terenie majątku w Biskupicach dr Jerzy Raschke z Krajowego Urzędu Prehistorii Górnego Śląska w Raciborzu prowadził badania archeologiczne. Te stanowiska badawcze ks. Pawlar często odwiedzał, wdając się w dysputy z dr. Raschkem. Młody wikary znalazł także wspólny język z hrabiną Anną, de domo hrabianką von Waldersdorff. Wspólnie dyskutowali o malarstwie włoskiego baroku, o którym ks. Pawlar także dużo wiedział. Również dzieci Ballestremów (było ich ośmioro, urodzonych w latach 1928 – 1940), szczególnie 4–letnia Hedwig, lgnęły do „wujka wikarego”. Ballestremowie postanowili pozyskać ks. Pawlara dla siebie. W zamku pławniowickim była kaplica, w której okresowo nabożeństwa odprawiali duchowni z parafii Rudno, dokąd Pławniowice należały.

Hrabia Mikołaj von Ballestrem wyjednał u księcia biskupa wrocławskiego, kardynała Adolfa Bertrama, powołanie kapelana zamkowego. Uzyskał takie przyzwolenie, jednak poza systemem wynagrodzeń kościelnych, co oznaczało, że właściciel zamku był zobowiązany do ponoszenia wszystkich kosztów związanych z kaplicą i duchownym. W sierpniu 1938 r. młody, bo zaledwie 29–letni, ks. Franciszek Pawlar otrzymał powołanie na kapelana i kustosza kaplicy zamkowej w Pławniowicach. Trzeba zaznaczyć, że kaplica służyła jedynie rodzinie von Ballestrem oraz pracownikom zamku i administracji dóbr. Wierni ze wsi musieli udawać się do kościoła parafialnego w Rudnie, dokąd drogami polnymi było prawie pięć kilometrów.

Kapelan miał w zamku do swojej wyłącznej dyspozycji apartament składający się z sypialni z łazienką, salonu i pokoju do pracy. Na podstawie (niepisanego) porozumienia zawartego między hrabią a kapelanem, miał on także uczyć dzieci języka polskiego. Ponadto prowadził z dziećmi konwersację po francusku – niezależnie od francuskiej guwernantki. Ks. Pawlar był traktowany niemal jak członek rodziny i był proszony do spożywania posiłków przy „pańskim” stole; mógł jednak zażądać przyniesienia mu posiłków do apartamentu. Nawet trzyletni Conrad (*1935) był poddawany „obowiązkowi szkolnemu”, nie mówiąc o starszej Hedwig (*1933) czy Leo Karlu (*1931). Najstarszy Valentin (*1928) również nie uczęszczał do szkoły publicznej. Wszystkie dzieci uczyły się w domu. Naukę prowadziło dwóch „panów preceptorów” oraz francuska guwernantka. „Herr Kuratus” Pawlar uczył religii i języka polskiego.

Czas wojny i czas wyzwolicieli

Kiedy w 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa, duchowni nie byli jeszcze wcielani do wojska. Jednak pod koniec 1940 r. powołano do odbycia służby wojskowej w jednostkach pomocniczych także księży. Taka ewentualność groziła także ks. Pawlarowi mającemu wówczas 31 lat. Hrabia Mikołaj czynił starania, aby uchronić swojego kapelana zamkowego od trudów i niebezpieczeństw wojny. Porozumiał się z kardynałem Bertramem i kuria wrocławska ustanowiła w 1941 roku w Pławniowicach lokalię, czyli kościół filialny parafii. W tym celu kaplica zamkowa została udostępniona także wiernym ze wsi Pławniowice i stała się ogólnodostępnym kościołem. To uchroniło ks. Pawlara od powołania do wojska.

W połowie stycznia 1945 r. hrabia Mikołaj zdecydował się opuścić Pławniowice wraz z całą rodziną. Była to niemal ostatnia chwila, ponieważ Gliwice zostały zajęte przez wojska radzieckie 24 stycznia. Ballestremowie udali się na zachód. 13 lutego 1945 r., w czasie znanego bombardowania Drezna, zginął hrabia Mikołaj i trójka dzieci jego młodszego brata. Ks. Franciszek Pawlar pozostał na straży pałacu. Wojska radzieckie oczywiście splądrowały zamek pławniowicki – także kaplicę zamkową, ale substancja budowlana nie ucierpiała. Ks. Pawlar starał się chronić zamek przed plądrowaniem, jednak wobec radzieckich żołnierzy było to bezskuteczne. Jeszcze w 1945 r. ks. Pawlar przyjął do zamku 26 sióstr usuniętych z klasztoru benedyktynek–sakramentek (OSBap) we Lwowie. Z konieczności ks. Franciszek objął także obowiązki kapelana zakonnic.

Parafia, w której husi się pasą

W 1946 r. ks. Pawlar został wezwany do Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego. Kanclerz kurii, ks. dr Paweł Latusek, zaproponował swojemu rozmówcy objęcie parafii Krzanowice, gdzieś za Raciborzem nad granicą czechosłowacką. Dotychczasowy (od 1918 r.) proboszcz krzanowicki, ks. Wilhelm Himmel, został najpierw wysłany na przymusową emeryturę, a 16 sierpnia 1947 r. zabrany przez Służbę Bezpieczeństwa i wysiedlony do Niemiec. Duża parafia krzanowicka była bez księdza. Pochodzenie ks. Pawlara z powiatu raciborskiego było dodatkowym argumentem przemawiającym za powołaniem go do Krzanowic, ponieważ znał tamtejsze zwyczaje i język. Ks. Latusek nie omieszkał nadmienić, że „w Krzanowicach mówią tak jakoś inaczej, bo na gęsi mówią gansi”. Ks. Pawlar natychmiast sprostował, że w Krzanowicach mówi się po morawsku, zatem nie „gansi” a „husi”. Ks. Franciszek propozycję przyjął i administrator apostolski ks. dr Bolesław Kominek z dniem 28 czerwca 1946 r. mianował go administratorem, a po wysiedleniu ks. Himmla – proboszczem kościoła św. Wacława w Krzanowicach. Przy wydatnej pomocy parafian nowy proboszcz przystąpił do uporządkowania plebanii i usunięcia zniszczeń wojennych w kościele.

Kielich odzyskany za butelkę samogonu

Pracy nowy proboszcz miał bardzo dużo, ponieważ parafia była wielka. Oprócz kościoła parafialnego należało opiekować się jeszcze kościołem św. Barbary w Pietraszynie i kościołem św. Mikołaja w Krzanowicach. Bardzo szybko proboszcz przywrócił tradycyjne obrzędy i zwyczaje, m.in. te związane z św. Mikołajem i jego kościołem.

Zupełnie niespodziewanie na początku swojej posługi w Krzanowicach miało miejsce zdarzenie związane z Pławniowicami. Ks. Pawlar został poproszony przez ks. Antoniego Wodarza (1879 – 1975), długoletniego proboszcza w Pawłowie (1916 – 1973) i dziekana dekanatu raciborskiego do złożenia mu wizyty. Ks. Wodarz pokazał swojemu gościowi kielich mszalny i zapytał, czy mu się z czymś kojarzy. Ks. Pawlar odpowiedział, że podobnym kielichem posługiwał się „od święta” w kaplicy zamkowej w Pławniowicach. Na odwrocie stopy kielicha znaleziono wryty napis wskazujący, iż kielich został ufundowany w 1908 roku z okazji jubileuszu 50–lecia ślubu hrabiego Franciszka von Ballestrema na Pławniowicach z Jadwigą hrabianką von Saurma, baronówną von und zu der Jeltsch na Tworkowie. Ks. Wodarz zdobył ten kielich od radzieckiego żołnierza za butelkę samogonu. Proboszcz pawłowski dokonał ponownej sakryfikacji zbezczeszczonego kielicha i przekazał go ks. Pawlarowi.

Zbieracz starożytności

Wnet nadarzyła się okazja do poświęcenia się pasjom archeologicznym. Kiedy któryś z rolników wyorał na swoim polu na tzw. Srebrnej Górze pewien stary przedmiot, wiadomość wnet dotarła do ks. Pawlara, który natychmiast zainteresował się sprawą. Za zgodą właściciela gruntów przy pomocy ministrantów proboszcz rozpoczął regularną eksplorację archeologiczną. Przypomnijmy, że miał już pewne doświadczenia praktyczne, zdobyte w Lyonie i Biskupicach. Te działania proboszcza początkowo wzbudziły zdziwienie, ale z czasem ludzie się do tego przyzwyczaili, że znalezione wszelkiego rodzaju starocie zanosi się na plebanię. Wszelkie wykopy fundamentów były natychmiast inspekcjonowane przez ks. Pawlara. Plebania, podwórze i pomieszczenia gospodarcze pełne były różnych znalezisk. Jest rzeczą oczywistą, że kiedy archeologowie z Uniwersytetu Wrocławskiego prowadzili badania naukowe w okolicy, ks. Pawlar zawsze tam był i w tych pracach uczestniczył. Swojego czasu sensacje wzbudziły badania archeologiczne w okolicach Kietrza, gdzie odkryto „Kietrzańską Troję”. I przy tamtejszych pracach ks. Franciszek uczestniczył.

Na marginesie tylko wspomnę, że ks. Pawlar zebrał ogromny księgozbiór. Kiedy już przeniósł się na emeryturze do swojego domu w Bieńkowicach, cztery pokoje były zapełnione książkami. Należy żałować, że przy swojej ogromnej wiedzy i osiągnięciach w zakresie archeologii ks. Pawlar nie opracowywał wyników swoich badań. Był natomiast wyśmienitym gawędziarzem. Godzinami mógł opowiadać o sprawach związanych z archeologią, czy szerzej – z historią.

Odbywanie w kilku miejscowościach powiatu raciborskiego procesji konnych, skłoniło ks. Pawlara do badania źródeł tego zwyczaju. Na podstawie literatury wykazał, iż ten zwyczaj wiąże się ze słońcem i ma on swoje źródło w starożytności. Znalazł prezentowane w literaturze zagranicznej rysunki skalne, przedstawiające konia z symbolem słońca, w tym tak zwany wózek z Trundholm z epoki brązu. Sporządził mapę wskazującą, gdzie na Śląsku odbywały się procesje konne. Wykazał, że na terenach na południe i zachód od Raciborza procesje konne są znane od pierwszej połowy XVIII wieku. Mimo nacisków ze strony różnych osób, ks. Pawlar nie zdecydował się na opisanie wyników swoich ustaleń. Ale potrafił z emfazą długo o tym mówić.

Trabant co to za choroba?

Wspomniana wstrzemięźliwość w opracowywaniu wyników swoich badań wiązała się zapewne z pewną awersją ks. Franciszka do techniki. Jeździł oczywiście na rowerze, ale niczego przy nim nie robił. Ks. Pawlar nigdy nie miał samochodu. Kiedyś któryś z konfratrów powiedział do ks. Pawlara: „Franz, mom trabanta”, ks. proboszcz odparł: „A co to je za choroba?”. Młodszym czytelnikom trzeba przypomnieć, że trabant, zwany popularnie „mydelniczką”, był samochodem małolitrażowym (500–600 cm3) z silnikiem dwusuwowym z karoserią z duroplastu, produkowanym w latach 1957 – 1991 w Zittau w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Ks. Pawlar przez wiele lat powtarzał tę anegdotę. Na pytanie, czy rzeczywiście wcześniej nie wiedział co to był trabant, jedynie się zagadkowo uśmiechał. W siedzibie emerytalnej ks. Pawlara stały dwie maszyny do pisania, ale nigdy się nimi nie posługiwał. Wydaje się, że owa abominacja do spraw technicznych była przyczyną niechęci do opracowywania swoich dociekań historyczno–archeologicznych.

Wśród swoich konfratrów ks. Pawlar był bardzo poważany. Ze względu na swoją kulturę osobistą, wysoką inteligencję i duże poczucie humory był często zapraszany na różne uroczystości i spotkania. Władze duchowne doceniały działalność duszpasterską ks. Pawlara. Pierwszy ordynariusz diecezji opolskiej, ks. biskup Franciszek Jop (1897/1956 – 1976), w 1960 roku odznaczył ks. Pawlara tytułem dziekana honorowego. Zaś ks. biskup Alfons Nossol nadał ks. Franciszkowi Pawlarowi w 1980 r. tytuł radcy duchownego. Pewnym przejawem uznania, jakim ks. Pawlar cieszył się wśród swoich kolegów był wybór w 1962 roku na dziekana dekanatu kietrzańskiego, do którego Krzanowice wówczas należały. Tę trudną i odpowiedzialną funkcję, wymagającą także stałych i skomplikowanych kontaktów z władzami aż dwóch powiatów, bo głubczyckiego i raciborskiego, pełnił do 1968 r.

Praca na emeryturze

Mający 71 lat ks. Franciszek Pawlar wystąpił do ordynariusza opolskiego o zwolnienie go ze stanowiska proboszcza w Krzanowicach, podając za przyczynę „pogarszający się stan zdrowia”. Z dniem 31 sierpnia 1980 r. został ze swojej funkcji odwołany. Parafianie zgotowali swojemu duszpasterzowi, który im przez 34 lata służył opieką duchową, bardzo serdeczne pożegnanie.

Emerytowany teraz proboszcz przeniósł się do rodzinnych Bieńkowic, gdzie przy Niwie, spokojnej bocznej uliczce, miał niewielki domek, gdzie prowadził spokojne życie emeryta. Większość czasu poświęcił dalszym badaniom i porządkowaniu swojej biblioteki i zbiorów „starożytności”. Bardzo wiele czytał, prowadził rozległą korespondencję. Wiele osób, w tym także uczonych, zwracało się do ks. Pawlara w różnych sprawach. I wszystkim odpowiadał. Pisał swoje listy wiecznym piórem i to dwukrotnie. Pierwopis szedł „do akt”, a niemal wykaligrafowany list otrzymywał adresat.

Ponadto emeryt stale pomagał proboszczowi od św. Anny w Bieńkowicach w jego pracy, zastępując go albo słuchając spowiedzi. Chętnie udzielał także pomocy swoim konfratrom.

Co prawda ks. Franciszek posiadł pewne umiejętności w przygotowaniu posiłków, ale najczęściej stołował się u swojego siostrzeńca, prowadzącego rodzinne pawlarowe gospodarstwo.

Tego siostrzeńca „Onkel Franz” zaraził zresztą zainteresowaniami historycznymi, a szczególnie archeologicznymi. W niedalekim Roszkowie działała kopalnia piasku i żwiru. Czasami na pasie transmisyjnym można było zauważyć jakieś fragmenty kości. Pracownicy te znaleziska odkładali dla „tego starego farorza”. Ks. Pawlar był stałym gościem roszkowskiej piaskowni. Chodził po rozległym terenie kopalni, wyglądając za czymś ciekawym. A znajdywał tam różne rzeczy, jak żebro przedpotopowego mamuta, jakąś żuchwę, ale i skamieniałe odciski stóp zwierząt sprzed okresu zlodowacenia. Bardzo często przy tych poszukiwaniach uczestniczył siostrzeniec, na którego podwórzu te znaleziska po oczyszczeniu eksponowano.

Z upływem lat dawały o sobie znać różne schorzenia, do których się jednak nie chciał przyznawać. Sił było jednak coraz mniej. 4 grudnia 1994 r. ks. radca, dziekan honorowy, Franciszek Pawlar zmarł w swoich rodzinnych Bieńkowicach. Obrzędom pogrzebowym, w których 7 grudnia 1994 r. uczestniczyło wielu księży i bardzo wielu wiernych, przewodniczył ks. biskup Jan Kopiec, wikariusz generalny diecezji opolskiej. W swojej homilii biskup Kopiec, doktor habilitowany w zakresie historii, nie omieszkał podkreślić m.in. działań zmarłego na polu historii i archeologii. Ogromny tłum towarzyszył ks. radcy Franciszkowi Pawlarowi w jego ostatniej drodze na cmentarz przykościelny w Bieńkowicach.

Paweł Newerla


Ks. Franciszek Pawlar (1909 – 1994) proboszcz Parafii św. Wacława w Krzanowicach, miłośnik historii i archeologii

  • Numer: 51/52 (1331/1332)
  • Data wydania: 19.12.17
Czytaj e-gazetę