Sobota, 8 maja 2021

imieniny: Stanisława, Lizy, Dezyderii

RSS

Kwasy Lokatora

13.07.2010 00:00 woj
Wspólnota mieszkaniowa Lokator powstała w 2004 roku. Edward Wiśniewski dołączył do jej grona nieco później. Według niego zarząd nie interesuje się potrzebami lokatorów i niechętnie z nimi rozmawia.
Dość powszechne jest, że mieszkańcy niechętnie biorą udział w otwartych spotkaniach zarządu. Dla większości są to po prostu sprawy nudne. Edward Wiśniewski zapewnia, że do takich nie należy. Nie potrafi jednak swoimi pomysłami na działanie wspólnoty zarazić zarządu.
 
– Około dwa lata temu, przed ocieplaniem naszego domu wnioskowałem u prezesa aby mieszkańcom najwyższej kondygnacji zainstalować nad balkonem daszki. Prezes Jakubowski obiecał, że to rozważy i da mi odpowiedź – wspomina pan Edward. Nadszedł czas remontu. Mieszkaniec pytał robotników czy wiadomo coś o daszkach. Mieli odpowiedzieć, że nie dostali takiego zlecenia. – Po remoncie spotkałem Jakubowskiego. Spytałem dlaczego nic mi nie odpowiedział w tej sprawie. Na co on, że nie było takiej potrzeby – opisuje pan Edward, podkreślając, że prezes sam ma mieszkanie bez balkonu. Jan Jakubowski, prezes wspólnoty Lokator tłumaczy nam, że wiedział o pomyśle pana Wiśniewskiego, ale polecił mu zgłoszenie takiego wniosku osobiście na zebraniu zarządu. – Każdy może wtedy zgłosić jakiś wniosek i mieszkańcy głosują nad jego przyjęciem lub odrzuceniem. Pan Wiśniewski poza rozmową ze mną nigdy o tym nie wspominał – wyjaśnia.
 
Nagroda i kredyt
 
Edward Wiśniewski nie daje za wygraną. – Elewację wyremontowali, ale nie możemy się doczekać kiedy zajmą się klatkami schodowymi. Co zrobiono z nagrodą, którą wspólnota otrzymała za ten remont? – pyta oburzony. W 2009 roku wspólnota Lokator otrzymała od Miasta Racibórz nagrodę za remont elewacji w wysokości 20 tys. zł. – Na ten remont wzięliśmy prawie pół miliona kredytu. Ociepliliśmy elewację, żeby wszyscy zaoszczędzili na wydatkach za ogrzewanie. Teraz spłacamy dług i nie ma pieniędzy na dalsze remonty. Sam chciałbym, żeby klatki były ładniejsze – tłumaczy prezes.
 
Platynowa kablówka
 
Mieszkańcy wspólnoty są objęci zbiorową umową z dostawcą telewizji kablowej. Zarząd wynegocjował tańszy abonament. – Mam wliczoną do czynszu platynową kablówkę. Dostałem dekoder, ale zależy mi na drugim. Chciałbym w spokoju oglądać mecze, gdy żona chce patrzeć na seriale. Dostawca powiedział, że indywidualnie tego nie załatwię, tylko przez zarząd. Chyba, że rozwiążę dotychczasową umowę, która jest dla mnie korzystna – wyjaśnia Edward Wiśniewski. Mieszkaniec poprosił prezesa o zorientowanie się w tej sprawie, wysłał pismo lecz nie otrzymał jeszcze odpowiedzi. Jak się dowiedzieliśmy, na infolinii dostawcy telewizji, aneks do umowy nie powinien być żadnym problemem. Wspólnota może również upoważnić pana Edwarda do zmiany umowy w zakresie jakim go obejmuje. Mógłby wtedy sam załatwiać sobie nowy dekoder, nie tracąc zniżek. Więc w czym problem? – Nasza umowa obejmuje wyłącznie abonament za pakiet programów. Dekoder każdy mógł sobie dokupić indywidualnie. Kablówka działa i bez niego. Nie ma problemu, żeby drugi telewizor podłączyć do gniazdka bez dekodera. Będzie odbierał te same kanały. Poza tym, jak wspomniałem, dekoder dokupuje się indywidualnie, płaci się za to jednorazowo i nie wpływa to na wysokość abonamentu – prostuje Jan Jakubowski. – Dlaczego sam nie otrzymałem takiej odpowiedzi? Moje pismo wysłałem dwa miesiące temu – dziwi się pan Wiśniewski.
 
Modlitwa do Bozi
 
Budynek, pomimo bezpiecznej odległości od rzeki, ostatnio poddał się deszczom i w piwnicach pojawiła się woda. – Po każdym większym deszczu w piwnicy robią się kałuże. Wody jest nawet po kostki. Zarząd z Jakubowskim tłumaczyli, że to przez wysoki poziom wód gruntowych. Polecili mi się modlić do Bozi, żeby więcej nie padało – mówi oburzony Edward Wiśniewski. Niedawno  słyszał głośne stuki w piwnicy. Jak opisuje, wynajęty przez wspólnotę pracownik próbował przekuć betonową podłogę, aby woda znalazła odpływ. – W tym roku zalało nas trzy razy. Nie dało się nic zrobić, zbyt mocno padało. Kupiliśmy pompy, żeby odciągnąć stojącą wodę. Dziurę wykuł nasz pracownik, żeby pompa mogła lepiej pracować – wyjaśnia prezes. – Kiedy wszyscy mieszkańcy pomagali osuszać piwnice pan Wiśniewski robił zdjęcia. To typ człowieka, który zawsze chce coś udowodnić – dodaje inny mieszkaniec i jednocześnie pracownik techniczny wspólnoty, chcący zachować anonimowość.
 
Sąsiedzi boją się mówić?
 
Edward Wiśniewski ma jeszcze więcej pomysłów na działanie wspólnoty. Jednym z nich jest założenie kolektorów słonecznych na dachu bloku. – Pytałem o kalkulację kosztów, wysokość dotacji i szczegóły techniczne. Moglibyśmy mieć tańsze ogrzewanie. Nie ma jednak sposobu na porozumienie się z zarządem. Sąsiedzi mówią, narzekają, ale nie wprost bo się boją – przedstawia sytuację. – Nie stać nas na kolektory, najpierw i tak musimy zrobić mieszkańcom parking. Staramy się modernizować to, co wszystkim przyniesie korzyści. Wymieniliśmy już instalację CO i mamy nowy dach – wymienia prezes.
 
Edward Wiśniewski narzeka na brak kontaktu z zarządem. Prezes mówi, że pan Edward ani razu ze swoimi pomysłami nie zgłosił się do niego na dyżur, zawsze łapie go pod klatką gdy ten wraca z pracy do domu. – Gdy robiliśmy odczyt wodomierzy Wiśniewski nie chciał wpuścić nas do mieszkania. Gdy w końcu otworzyła nam jego żona okazało się, że jego licznik jest zepsuty i nie nalicza zużytej wody. Kiedy indziej zamykał na klucz drzwi z domofonu – zdradza pracownik techniczny. – Nie wiedziałem, że zegar w liczniku się zaciął. Kto na co dzień to sprawdza? – tłumaczy pan Edward. W budynku przy ul. Drzymały było kilka takich przypadków.W Lokatorze trwa więc wojna niedomówień. Komunikacja pomiędzy panem Edwardem a zarządem gdzieś nawala. Jak się okazuje, nie wszystkie dobre pomysły lokatora można zrealizować. Jeśli założyć, że wszyscy ludzie są dobrzy, postawmy na tym, że winę ponosi tutaj zła aura pogodowa lub zakłócenia w odbiorze telewizji satelitarnej.

(woj)
  • Numer: 28 (947)
  • Data wydania: 13.07.10