Czwartek, 6 maja 2021

imieniny: Judyty, Juranda, Benedykty

RSS

Pomoc przyszła za późno

21.02.2006 00:00
Leon Magiera umierał. Wezwana przez sąsiadkę miejscowa lekarka najpierw odesłała ją do opieki społecznej. Chory nie był ubezpieczony. Przyszła dopiero po interwencji dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej.
Sąsiedzi mówią, że miał raka przełyku i chorował na gruźlicę. Jak było faktycznie, do tej pory nie wiadomo. Zmarł w wodzisławskim szpitalu chorób płucnych. Z rodziny nikt się nie pytał o przyczynę zgonu, obcym osobom w szpitalu jej nie zdradzą.
 
46-letni mężczyzna był bezrobotny, za mieszkanie służył mu dawny chlew. Nie stronił od alkoholu. Czasami skarżył się na ból w gardle. Do lekarza nie chodził. Nie zarejestrował się jako bezrobotny, bo nie miał za co pojechać do Raciborza i zgłosić się do urzędu pracy. Do opieki społecznej po pomoc też nie przychodził. Jakoś sobie radził.
 
Nie było lekarstwa
 
Pod koniec ubiegłego roku był już tak chory, że nie wstawał z łóżka. Doglądała go 73-letnia matka. Nie umiał już mówić, tylko rzęził. Borok był tak słaby, że trzeba było go karmić. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Szukałam pomocy u sąsiadów - mówi matka Leona, Aniela. Był strasznie wycieńczony chorobą. Ważył chyba ze 30 kg – przyznaje sąsiadka Krystyna Gładysz.  Widząc, że jest z nim bardzo źle, zadzwoniła do lekarki z przychodni prosząc ją o wizytę. Powiedziała mi, że mam z tym iść do OPS. Wspólnie z pracownikiem socjalnym zaczęliśmy się zastanawiać, co by tu zrobić. Zadzwoniłam do szefa lekarki. Przyszła tego samego dnia, najwidoczniej po jego interwencji, przepisała mu trzy skierowania na badania i tyle – opowiada Krystyna Gładysz. Przez kolejny tydzień leżał bez żadnego leku, bo lekarka nie wiedziała, co mu jest. Nie mogła tego stwierdzić bez wyników badań, których on nie był w stanie zrobić.  Ludzie by go zawieźli do szpitala, ale bali się zarazić gruźlicą – przyznaje sąsiadka. Lekarka powiedziała, że bez tego go nie przyjmą – wspomina matka. Starsza kobieta również żyje w  ciężkich warunkach. Mąż zmarł kilka lat temu. O innych swoich dzieciach nie chce mówić. Mieszka w starym, walącym się domu. Wodę musi czerpać ze studni. Nie narzeka. Parę lat temu wody wcale nie było i musiałam z miską chodzić do sąsiadki – mówi matka.
 
Umarł jak człowiek
 
Po tygodniu od wizyty lekarki, 13 stycznia, pogotowie przewiozło go do szpitala chorób płucnych w Wodzisławiu Śląskim. Stało się tak dzięki interwencji dyrektora OPS, Zbigniewa Grygiera. Nasz pracownik rozmawiał z lekarką. Nie chciała przyjść do chorego po raz drugi. W końcu wypisała mu skierowanie do szpitala – twierdzi Zbigniew Grygier. Przyznaje, że OPS Leonem Magierą zainteresował się właściwie tuż przed śmiercią. Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia, od niego czy też innych osób, że potrzebuje pomocy – tłumaczy się dyrektor. Ponieważ zdawał sobie sprawę, że stan chorego jest bardzo ciężki, interweniował w Urzędzie Miasta. Burmistrz Kuźni Raciborskiej wydał decyzję o czasowym ubezpieczeniu mężczyzny przez gminę. Pan Leon zmarł w szpitalu 20 stycznia. Przynajmniej odszedł jak człowiek, godnie – wzdycha sąsiadka Krystyna Gładysz.
#nowastrona#
Najlepsze rozwiązanie
 
Roman Głowski, szef lekarki, nie chce komentować sprawy, zaś ona sama zapewnia, że nie trzeba było jej zmuszać do wizyty u chorego. Ten człowiek był nieubezpieczony. Z przełożonym rozmawiałam o tym, jakie w tej sytuacji podjąć kroki. Poszłam do niego razem z pielęgniarką środowiskową  jeszcze tego samego dnia – przekonuje lekarka, Urszula Kostka. Zdiagnozowanie go wymagało badań, których na miejscu nie byłam w stanie zrobić – dodaje. Twierdzi, że w dniu wizyty stan mężczyzny był kiepski, lecz stabilny. Nie było bezpośredniego zagrożenia życia. Wiedziała, że ma rodzinę, która powinna zadbać o to, by przepisane przez nią badania zostały wykonane. Nie jest mim zadaniem wyszukiwanie osób w podobnej sytuacji. Powinna to robić oieka społeczna - mówi U. Kostka.   
 
Zajmujemy się ludźmi, o których wiemy, że potrzebują pomocy. Dla osób, takich jak Leon Magiera najlepszym i jedynym rozwiązaniem jest zarejestrowanie się w urzędzie pracy. Dzięki temu miałyby zapewnioną przynajmniej opiekę medyczną -  tłumaczy dyrektor Z. Grygier. Jednak dla wielu bezrobotnych problemem jest już sam dojazd do urzędu. Nie ma żadnych ulg w przejazdach – przyznaje Edmund Stefaniak, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy.
 
Sporym udogodnieniem dla bezrobotnych byłyby działające w każdej gminie punkty PUP. Taki funcjonował już w Kuźni Raciborskiej. Ze względu na braki kadrowe jego działaność została na kilka miesięcy zawieszona. Jak zapewnia Edmund Stefaniak, na wiosnę ruszy ponownie.
 
W PUP zarejestrować mogą się też bezdomni. Nie otrzymają zasiłku lecz będą mieli ubezpieczenie. W urzędzie zgłoszonych takich osób jest kilka.
 
W samotności
 
Leon Magiera żył po swojemu. Nie był bezdomny, nie figurował też w spisie bezrobotnych. Po pomoc się nie zgłaszał. Być może nie chciał. Albo też nie wiedział, że może to zrobić. Śmierć przyszła po niego po kilku tygodniach agonii. Gdyby nie determinacja sąsiadów, zmarłby w swoim chlewiku na rękach bezradnej matki.
 
Ile osób umiera samotnie, bo nikt nie zainteresował się ich losem – tak naprawdę trudno określić. Czasami w policyjnych notatkach można znaleźć informację: „W mieszkaniu odkryto zwłoki mężczyzny. Na miejscu nie stwierdzono działania osób trzecich”.
 
Aleksandra Dik
  • Numer: 8 (723)
  • Data wydania: 21.02.06