Niedziela, 11 kwietnia 2021

imieniny: Filipa, Leona, Jaromira

RSS

Apteka to czy piekarnia?

01.01.2003 00:00
Lada dzień w Raciborzu będzie cztery razy więcej aptek niż w czasach PRL-u. Specjaliści są jednak pewni, że również lada dzień niektóre z nich będą upadać, bo nie wytrzymają konkurencji. Ludzie bowiem coraz rzadziej są skłonni wydawać forsę na drogie parafarmaceutyki i witaminy „cudownie” zapobiegających wielu chorobom. Już dziś, wskutek dużej konkurencji, maleją dochody i zarobki w branży.

Wciąż zwiększający się asortyment leków gotowych, parafarmecutyków, kosmetyków i wód mineralnych - to główna przyczyna wzrostu liczby aptek w naszym kraju. W Raciborzu jest ich już siedemnaście, choć jeszcze w latach 80. wystarczało pięć. Tworzą się kolejne trzy. W naszym województwie jest 1300 aptek i szacuje się, że musi upaść trzysta. W Raciborzu w ciągu paru lat zniknie pięć z dwudziestu, które za niedługo będziemy mieć - mówi Piotr Klima, farmaceuta, prezes katowickiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, członek Zarządu Głównego PTFarm, właściciel prywatnej apteki w Raciborzu.

Te siedemnaście już funkcjonujących aptek oferuje klientom praktycznie wszystko potrzebne do tego, by się wyleczyć z chorób uleczalnych jak i zapobiec wielu schorzeniom. Ludziom się wydaje, że wciąż są narażeni na wiele chorób, wierzą w reklamy i stawiają na profilaktykę nie wnikając w szczegóły. A w szczegółach tkwi diabeł. Wiele rzekomych parafarmaceutyków poprawiających pamięć i zdolność koncentracji okazało się po prostu nieskutecznych. Wątpliwa jest „cudowna” moc sprawcza innych specyfików.
 Wielki szok reklamowy mamy już za sobą - mówi jeden z aptekarzy. Polacy najbardziej wierzyli reklamom w latach 1993-1999. Kupowali bez opamiętania to, co reklamowano w telewizji. To rozbudziło rynek, bo popyt rzeczywiście był ogromny.

Powstające jak grzyby po deszczu apteki miały go zaspokoić. I zaspo-koiły, uzupełniając swoją ofertę tym, co jest domeną perfumerii. Klienci chcą produktów bezpiecznych dermatologicznie, chroniących przed oparzeniami słonecznymi i różnego rodzaju egzemami. Apteka to najlepsze miejsce na sprzedaż takiego asortymentu, a słowo magistra farmacji, to prawie jak rada lekarza. Na półkach pojawiły się też różnego rodzaju wody z naturalnych ujęć, niegdyś dostępne głównie w uzdrowiskach.

Znikł etos zawodu. Kiedyś fach aptekarza przechodził z ojca na syna, nieraz wiedziało się, co rzeczywiście dolegało jakiemuś pacjentowi, bo zawsze przychodził do jednej i tej samej apteki - mówi Piotr Klima. Teraz jest inaczej. Odwiedzamy tę aptekę, którą mamy akurat po drodze i gdzie jest parking. Aptekarz, w opinii ludzi, to już z rzadka dawny „magister”, a po prostu sprzedawca. Lady zalegają ulotki reklamowe. Pełno tzw. standów z reklamami. Nieraz afisze obwieszczające promocje.

W tym biznesie największą rolę gra cena i tak na to patrzą ci, którzy za wszelką cenę dążą do otwarcia apteki - ujawnia inny
farmaceuta, pragnący zachować anonimowość. Prawdziwego aptekarza można poznać po tym, że doradzi i wskaże na lek tańszy. Jest to ważne, bo po pierwsze widoczne są układy lekarzy z producentami lekami, co przejawia się okresowymi modami na jakiś specyfik, po drugie wielu klientów boi się zapytać o tańszy odpowiednik, gdyż nie chce odejść z łatką biedaka. Są jednak i tacy, którzy wiedzą o zamiennikach i mają też świetne rozeznanie co do cen. Nie jest bowiem tajemnicą, że jest apteka tańsza i droższa. Nie dotyczy to co prawda leków z listy, ale już np. na biovitalu różnice cen sięgają 8 proc. Przy regularnych zakupach tego specyfiku można więc sporo zaoszczędzić.

Największe dochody przynoszą apteki położone blisko przychodni lekarskich. Wpływy pochodzą głównie ze sprzedaży leków. Apteki w dużych hipermarketach, w tzw. pasażach, koncentrują się na sprzedaży parafarmaceutyków i kosmetyków. Głośna w powiecie jest sprawa wynajęcia na aptekę pomieszczeń w przychodniach przy ul. Gamowskiej. Dyrekcja szpitala, tuż przed zmianą władz w powiecie, ogłosiła przetarg na dwa dni przed jego rozstrzygnięciem. Obecny starosta, kiedy był jeszcze członkiem poprzedniego zarządu, poprosił o nie rozstrzyganiu go do czasu wyłonienia nowych władz i wyjaśnienia dlaczego był tak krótki okres na składanie ofert. Procedura jednak biegła dalej. Ofertę złożyła jedna z krajowych sieci aptecznych i - praktycznie w ostatniej chwili - miejscowy farmaceuta, mający już aptekę na najniższej kondygnacji przychodni. Otwarto koperty. Wygrał raciborzanin. Przetarg został jednak unieważniony. Dyrektor szpitala, który to uczynił, jest na zwolnieniu lekarskim, ale jak się dowiedzieliśmy, unieważnienie nastąpiło na podstawie opinii radcy prawnego, który tak właśnie zinterpretował polecenie „nie rozstrzygać”. Zwycięzca podejrzewa, że miał wygrać kto inny. Dał jednak najwyższą cenę i chce, by wynajęto mu pomieszczenia.  

Grzegorz Wawoczny

Największy udział w obrotach mają leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i przeciwgorączkowe. Klienci dobrze wiedzą, co im pasuje; czy ibuprofeny, czy też paracetamole. Dobrze sprzedają się leki przeciw chorobie wieńcowej i antybiotyki, które bardzo często, zbyt często zdaniem farmaceutów, przepisują lekarze. Słaby jest popyt na viagrę, prozac czy specyfiki pozwalające zwalczać nikotynizm. Hamulcem jest cena, nie dla wszystkich do przełknięcia. 

Inny problem to promocje. Niektóre apteki obniżają ceny jakichś popularnych leków, ściągają klientów, którzy przy okazji kupują także inne, ale już droższe niż gdzie indziej. To dobry sposób na pozyskanie stałego grona klientów, którzy są przeświadczeni, że oszczędzają na leku stale zażywanym, ale nie wiedzą, że przepłacają na czym innym - mówi anonimowo nasz rozmówca.

Wśród magistrów farmacji i techników za kilka lat wystąpi problem bezrobocia. Maleją zarobki w branży. Kiedyś magister dostawał (oficjalnie) do 3,5 tys. zł netto, telefon komórkowy, czasami samochód służbowy. Teraz zarobki są znacznie niższe, bo i konkurencja wśród absolwentów studiów coraz większa. Średnio miesięcznie magister otrzymuje do 3 tys. zł netto, technik farmacji od 1 do 1,4 tys. zł netto.

  • Numer: 1 (560)
  • Data wydania: 01.01.03