środa, 17 lipca 2019

imieniny: Anety, Aleksego, Julietty

RSS

Kultura

Czas przeszły powracający - wystawa Bolesława Stachowa

21.02.2014 23:33 | 0 komentarzy | OQL

W piątek 21 lutego w Muzeum w Raciborzu odbył się wernisaż wystawy fotografii Bolesława Stachowa pt. „Czas przeszły powracający”. Na uroczystość przybyły tłumy Raciborzan. Wystawę będzie można oglądać do końca marca.

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Z raciborskim fotografem rozmawia Katarzyna Gruchot.

– Skąd wziął się pomysł na łączenie zdjęć historycznych ze współczesnymi?

– Wszystko zaczęło się w 1981 roku od wystawy „Miejsce urodzenia”. Na zdjęciach pokazywałem siebie, trzymającego fotografie z dzieciństwa i miejsca mojego urodzenia, czyli Grzymałowa na Podolu. Kontynuacją tego pomysłu było „Miejsce zamieszkania” – wystawa, na której prezentowałem przedwojenne zdjęcia Raciborza na tle ich współczesnego krajobrazu. Występowała więc tożsamość miejsc, ale i odległość w czasie. Taki obraz w obrazie pokazujący czas przeszły i teraźniejszy.

– Jak wybrał Pan bohaterów, którzy stali się częścią nowego projektu?

– To głównie aktorzy i deklamatorzy Okręgowego Konkursu Recytatorskiego. Ja ich słuchałem, patrzyłem jak przeżywają to co mówią i zacząłem dopasowywać obrazy z przeszłości do tych treści. Młodzi, współcześni ludzie przeżywali więc w jakiś sposób czas przeszły, który do nich docierał w postaci poezji, rozmów, dyskusji czy tych obrazów, które im przypisałem.

– Raciborzanie z pewnością rozpoznają w jednej z młodych recytatorek, dobrze zapowiadającą się aktorkę młodego pokolenia Magdalenę Grąziowską.

– Ta młoda dziewczyna jest córką znanego raciborskiego malarza Wiesława Grąziowskiego. Występowała w kilku serialach, a teraz gra w komedii Juliusza Machulskiego „AmbaSSada”. Bohaterką z przeszłości jest w tym wypadku Maria Siwoń – działaczka plebiscytowa i komendantka hufca ZHP w okresie plebiscytów, a po wojnie organizatorka hufca żeńskiego i jego późniejsza komendantka. To taka typowa Matka Polka, której można by zadedykować ten pomnik.

– A skąd wziął się w projekcie Jerzy Zelnik?

– Przyjechał do „Strzechy” ze spektaklem i wtedy zrobiłem mu zdjęcie. W tle znalazły się fotografie młodego Amerykanina, który zaraz po wojnie dokumentował na kolorowym filmie naszą stolicę.

– Oprócz Warszawy możemy też zobaczyć zniszczony Racibórz.

– Opowiadał mi o nim Paweł Kowol, który mieszkał w Krzyżkowicach, ale dotarł do naszego miasta gdy je palono. Jako ciekawostkę mogę dodać, że studiował na Akademii Muzycznej w Krakowie razem z Krzysztofem Pendereckim.

– A co łączy Władysława Płonkę z archiwalnym zdjęciem przedstawicieli raciborkiego magistratu?

– Jego mama Helena zaczęła w 1945 roku pracować w urzędzie miasta. Niestety, nie ma jej na tym zdjęciu. Proszę zauważyć jednak, że są tu trzy godła: Raciborza, Polski i Śląska i dwa sztandary: PPS Lewica i PPR.

– Czy jest na tej wystawie jakaś szczególna fotografia?

– Z jedną z nich wiąże się bardzo ciekawa historia. Komendant policji w Raciborzu Paweł Zając jeszcze jako student szkoły policyjnej w Szczytnie brał udział w ekshumacji zwłok w Katyniu i Miednoje. Podczas tych prac, po 55 latach odnaleziono fotografię kobiety, którą jeden z zamordowanych oficerów miał przy sobie. Zachowała się prawdopodobnie dlatego, że użyto w niej kolorowych barwników. Zdjęcie sfotografował Paweł Załęcki, któremu pomagałem potem zorganizować wystawę o Katyniu. Podejrzewam, że jest to portret nieżyjącej już nauczycielki Heleny Kuszelewskiej, z którą pracowałem w Domu Harcerza, a jej mąż zginął właśnie w Katyniu.

– Co zawiera wystawa?

– Znajdą się na niej 52 zdjęcia z projektu „Czas przeszły powracający” oraz dwa montaże z „Miejsca urodzenia” i z „Miejsca zamieszkania” oraz 12 zdjęć z cyklu „Wiersze obrazami zapisane”. Będzie też jedna fotografia zapowiadająca moją kolejną wystawę zatytułowaną „Miejsce na Ziemi”.

– Gdzie to miejsce się znajduje?

– To oczywiście Racibórz. Tym razem po 2000 roku. Fotografie będą nieco oderwane od rzeczywistości, ale dokumentalne. Wystawa będzie gotowa w przyszłym roku, choć nie wiadomo czy uda się ją w tym samym czasie pokazać.