Poniedziałek, 10 grudnia 2018

imieniny: Danieli, Julii, Eulalii

RSS

Łowcy nieszczęść czekają na twój wypadek

15.12.2011 10:33 | 28 komentarzy | acz

Październik. Nad łóżkiem mężczyzny z połamanymi nogami kłócą się dwie kobiety. Chodzi o pieniądze. O te w polisie sprawcy wypadku. Obie zwietrzyły łatwy zarobek, przekonują, że pacjent nie da sobie sam rady.  W końcu jedna z nich, z troską pomaga osłabionemu złożyć podpis na umowie. Powyższy obrazek, to nie scena z filmu a codzienność na oddziale ortopedii Szpitala Rejonowego w Raciborzu.

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Są czulsi niż rodzina i wrażliwsi niż najtroskliwszy lekarz. Pochylają się nad połamanymi i ze współczuciem słuchają o ich wypadkach. Niektórzy zostawiają wizytówkę, inni kładą na kołdrze umowę i domagają się podpisu. Przedstawiciele firm odszkodowawczych, bo o nich mowa, zjawiają się na oddziale zaraz po przywiezieniu pacjenta z wypadku. Często zanim lekarze zdążą założyć gips. Niektórych przyprowadza szpitalny personel.

Nie wiedziałam co podpisuję

Pani Jadwiga trafiła na oddział chirurgii urazowo-ortopedycznej raciborskiego szpitala z końcem października. – Było południe, jechałam na rowerze. Chciałam skręcić w lewo, wjechał we mnie kierowca osobówki – wspomina feralny dzień mieszkanka powiatu raciborskiego.  Poturbowana, ze złamaną ręką i ogólnymi obrażeniami trafiła do raciborskiego szpitala. Obolałą kobietą zainteresowała się pielęgniarka z oddziału. – Powiedziała, że ma znajomą, która zajmuje się takimi sprawami i na pewno mi w tym pomoże. Byłam zdumiona skąd się tak szybko tam znalazła. Czekałam dopiero na założenie gipsu a już przede mną leżała umowa. Podpisałam ją na łóżku, nawet nie czytając. Wszystko mnie bolało – wspomina kobieta. W umowie pacjentka zgodziła się  na przekazanie sprawy firmie odszkodowawczej w zamian za 18 proc. odszkodowania. Podpisała również zgodę na karę w wysokości 800 złotych gdyby odstąpiła od umowy.

Miesiąc wcześniej do szpitala trafił pan Kamil. W wypadku komunikacyjnym doznał złamania dwóch nóg i ręki. Do dziś chodzi o kulach. – Najpierw pojawiła się jedna pani, którą poleciła pielęgniarka z oddziału a chwilę później druga, z innej firmy. Zaczęły się o mnie wykłócać, która ma się zająć moją sprawą – wspomina mężczyzna. Pan Kamil podpisał umowę z tą samą firmą co pani Jadwiga, warunki te same – 18 proc. prowizji i 800 złotych ewentualnej kary.

Proszę się nie martwić

Pod niekorzystnymi umowami podpisywanymi na szpitalnym oddziale raciborskiego szpitala widnieje pieczątka firmy Debitum z Radlina. Firma zarejestrowana jest na Tomasza S., jednak w szpitalu zawsze pojawiała się w jego imieniu kobieta. Brunetka w okularach – tak ją zapamiętali świadkowie, z którymi rozmawialiśmy. Dzwonimy do firmy Debitum i podajemy się za połamanego w wypadku. Odbiera kobieta, po chwili przedstawia się jako Katarzyna S. Dowiadujemy się, że jest żoną właściciela firmy. To ona odwiedza raciborski szpital. Pytamy czy warto powierzyć im swoją sprawę. – Działamy od lat na terenie całego kraju. Mamy doświadczenie, wszystkim się zajmiemy – słyszymy w słuchawce zapewnienia.

W szpitalu mała kasa

Skąd Katarzyna S. wie kiedy do szpitala przywożone są ofiary wypadków? Jak ustaliliśmy, Katarzyna S. mogła otrzymywać informacje od personelu pielęgniarskiego, a konkretniej od Zuzanny M. pielęgniarki z oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej. Ujawniamy się podczas drugiej rozmowy z przedstawicielką Debitum. Pytamy o pielęgniarkę. – Ja sama przyjeżdżałam na oddział i  pytałam o ludzi po wypadkach i szukałam połamanych – broni się Katarzyna S. – Wszystko odbywało się zgodnie z prawem, nikt nikogo do niczego nie zmuszał, zresztą umowy zostały już rozwiązane. W szpitalach są za małe pieniądze, teraz zajmujemy się czymś innym – mówi z rozbrajającą szczerością przedstawicielka firmy zajmującej się odszkodowaniami.

To moja rodzina

Dzwonimy do dyrektora szpitala. – Nic nie wiem o takich praktykach na oddziale. Jeśli rzeczywiście ktoś z personelu pośredniczy w tego typu transakcjach, jest to niedopuszczalne. Gdybym się dowiedział, że coś takiego ma miejsce, wyciągnąłbym konsekwencje – zapowiada Ryszard Rudnik, dyrektor szpitala. Jednak nasze dziennikarskie ustalenia nie pozostawiają watpliwości, że obie panie blisko ze sobą współpracowały. Katarzyna S., choć obecnie mieszka w Radlinie, pochodzi z tej samej gminy co Zuzanna M. Ojciec Katarzyny S. grał w weselnym zespole gdzie śpiewała Zuzanna M. Obie panie również nie kryją swojej znajomości na internetowych portalach społecznościowych. Drukujemy zdjęcia obu pań i pokazujemy pacjentom. To strzał w dziesiątkę. Wszyscy rozpoznają osoby na zdjęciach. „Nie uważa pani, że to nieetyczne przyprowadzać na oddział swoją znajomą i podsuwać takie umowy pacjentom, którzy są jeszcze w szoku?” – pytamy Zuzannę M. – To nie znajoma tylko rodzina – mówi  pielęgniarka. – Nie widzę w tym nic złego, skoro ta działalność jest legalna. Znam tę osobę i wiem, że jest uczciwa. To było tylko kilka umów.  Nie otrzymywałam z tego tytułu żadnych korzyści. Proszę zainteresować się innymi firmami, od których codziennie się nie mogą opędzić pacjenci, na przykład firmą Votum, która jest tu codziennie – mówi zdenerwowana Zuzanna M.

Postawcie strażnika

Sprawa firmy Debitum to tylko wierzchołek góry lodowej, a przez oddział mają się przewijać tłumy przedstawicieli kancelarii prawniczych.  Wspomniana firma Votum ma biura w całej Polsce. W Raciborzu pojawiają się pracownicy z gliwickiego oddziału, jednak jak zapewnia dyrekcja, działają z wyczuciem. – Każde biuro ma swoje metody działania, ja osobiście dbam, aby w naszym oddziale nasi pracownicy działali z klasą. Jeśli pojawiają się w szpitalu to zostawiają wizytówkę, a formalności załatwia się później. Takich firm jest w Polsce blisko tysiąc. Raciborski szpital odwiedza najprawdopodobniej kilkanaście osób tej profesji. Niestety, część z nich wystawia tej branży fatalną opinię – mówi nam Ewa Jagła, szefowa gliwickiego oddziału Votum. Co na to ordynator? – Jak pan chce, może pan postawić przy wejściu na oddział strażnika – mówi Roman Urbańczyk, ordynator oddziału na którym firmy łowią klientów w gipsie. – Prawda jest taka, że w godzinach odwiedzin na oddział może wejść każdy. Również każdy ma swój rozum i powinien przeczytać co podpisuje – kwituje  szef oddziału  chirurgii urazowo-ortopedycznej.


Adrian Czarnota, Fot. Janusz Ballarin