Czwartek, 21 stycznia 2021

imieniny: Agnieszki, Jarosławy, Epifaniego

RSS

Epidemia koronawirusa:

Prezes Fichna pożegnał się z załogą Ramety

16.06.2020 07:00 | 1 komentarz | ma.w

Na Nadzwyczajnym Walnym Zebraniu Członków fabryki mebli wybrano nową radę nadzorczą i zdecydowano o zgodzie na sprzedaż terenów przy ul. Królewskiej. Głos zabrał też odsunięty już od firmy jej długoletni szef Stefan Fichna.

Prezes Fichna pożegnał się z załogą Ramety
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Na 78 udziałowców na Walne przyszło 5 czerwca 55. Wybrali nową radę nadzorczą. Weszli do niej: Sonia Jałtuszewska, Grzegorz Pendziałek, Wojciech Tkocz (dostał najwięcej głosów – 44), Walter Piątek i Łukasz Malura. Jej pierwszym zadaniem ma być odwołanie dotychczasowego prezesa zarządu Stefana Fichny. Ten otrzymał już wypowiedzenie umowy o pracę. Zwolniono go dyscyplinarnie. Otrzymał zakaz wejścia na teren Ramety, ale wyjątkiem był jego udział w Walnym.

Kupiec dobrze znany

Obecne szefostwo Ramety – wiceprezesi Aleksandra Mikoś i Marek Wyrostek przedstawili spółdzielcom nowe informacje na temat przyszłości zakładu. Tak jak pisaliśmy przed tygodniem, Rameta nie złoży wniosku o upadłość w sądzie. Majątek spółdzielni jest na tyle duży, że wystarcza, by zaspokoić zaległości wobec wierzycieli. To oznacza, że sytuacja Ramety nie wypełnia przesłanek do złożenia wniosku o upadłość.

W międzyczasie pojawiła się oferta inwestora, który zainteresowany jest kupnem terenu zajmowanego przez fabrykę mebli przy ul. Królewskiej. Chodzi o stolarnię, szwalnię i biurowiec.

Wcześniej Rameta sprzedała temu przedsiębiorcy tzw. piekarnię.

Wpływy z tej sprzedaży pozwolą uspokoić finanse zakładu, do którego bram puka komornik. Nie oznacza to jednak końca Ramety, bo fabryka przeniesie się do swojego obiektu przy ul. Gospodarczej, w strefie gospodarczej na Ostrogu. Jak podkreślają wiceprezesi spółdzielni, to szansa nie tylko na obronę bytu zasłużonej marki, ale i szansa na jej rozwój.

Liczne zamówienia

W firmie już przygotowują się do inwentaryzacji przed sprzedażą i przeprowadzką. – Wiemy, że są obawy czy na strefie wszyscy się zmieścimy, ale inwestor jest gotów zgodzić się byśmy jeszcze przez pewien czas użytkowali stolarnię przy Królewskiej. Być może nawet przez rok – mówiła udziałowcom wiceprezes Aleksandra Mikoś. Podała ponadto, że do spółdzielni wpływają zamówienia: z Francji, od firmy Abra oraz sieci PSB. – Będzie sprzedaż, będzie produkcja – podkreśliła. Przyszłość zakładu zależy też od sytuacji pandemicznej. Jeśli koronawirus nie sparaliżuje świata jesienią, to zakład będzie mógł funkcjonować i spłacać zadłużenie. – Potrzebujemy czasu, żeby było tu tak, jak być powinno – podsumowała pani wiceprezes.

Poparcie dla zarządu

Po Aleksandrze Mikoś głos zabrał Stefan Fichna. Zaczął od tego, że to prawdopodobnie jego ostatnie wystąpienie przed załogą. – Chcę wam podziękować za te wszystkie lata pracy – mówił. W Ramecie spędził 28 lat, z czego 17 lat w zarządzie, a ponad 16 w roli prezesa.

Według Fichny, spółdzielnia musi wystąpić o pomoc państwową z rządowej Tarczy. Wnioskował o to od dawna, nawet gdy przebywał już na L-4. – Trzeba skorzystać, ta pomoc się nam należy. Wskazał, że sam nie mógł podjąć tej decyzji, bo przeciwni byli wiceprezesi. Pokazał załodze pismo z końca marca, że należy to zrobić. – Mówiłem wam ostatnio, że praca będzie, że będą zamówienia i jak słyszycie – już są. Upadłość była ostatecznością. Decyzja zarządu żeby wycofać się z tych zamiarów jest słuszna – powiedział zebranym.

Dopóki świeci lampa

W pożegnalnym tonie Fichna dodał, że zawsze dbał o dobro Ramety i szukał rozwiązań by wyjść z kryzysowych sytuacji. – Podejmowałem niekonwencjonalne decyzje ze świadomością, że kiedyś poniosę ich skutki – przyznał. Dodał przy tym, że nigdy by się sam nie poddał i walczył do końca. – Już kiedyś to tutaj mówiłem, pod jedną z niżej zawieszonych lamp, że póki światło tu świeci to będziemy walczyć na trudnym rynku. Nadal bym to robił, gdyby tylko były możliwości – skwitował zdając sobie sprawę, że jego czas w fabryce dobiega końca.

Prezes gratulował wyboru członkom nowej rady nadzorczej, życząc im właściwych decyzji dla dobra firmy. – Nigdy bym nie szkodził i nie będę szkodził Ramecie. Wiem jak dużo jej poświęciłem – stwierdził. Swoim następcom życzył, żeby zbliżyli się do jego stażu pracy w fotelu prezesa.

Przestroga na koniec

Przed udziałowcami wystąpił jeszcze jeden z pracowników, zwolniony poprzedniego dnia – dostał „dyscyplinarkę”. Przestrzegał przed nowym szefostwem. – Trzeba na nich uważać – podkreślał. Mówił, że przepracował w Ramecie 15 lat i tylko raz był na chorobowym. – Zostałem posądzony o rzeczy, za które w ogóle nie odpowiadałem. Nigdy wcześniej nie było na mnie skarg – zauważył gorzko. Plany zarządu nazwał „grą na czas”. Podkreślił, że nie wierzy, że są i będą nowe zamówienia na meble. Pożegnał się ze wszystkimi i opuścił miejsce obrad. Wiceprezesi nie odnieśli się do słów zwolnionego. Tłumaczyli, że nie chcieli doprowadzić do dyskusji, która mogłaby wymknąć się spod kontroli. Mieli założony jasny cel na czerwcowe Walne i trzymali się planu.

Zebrani przegłosowali jeszcze wycofanie się ze zgody na sprzedaż nieruchomości w strefie, na co przystali na poprzednim zebraniu i poparli wniosek S. Fichny, aby zobowiązać zarząd spółdzielni do sięgnięcia po pomoc z Tarczy.

Mariusz Weidner


Tarcza według zarządu Ramety

Na Królewskiej nie korzystano wcześniej z pomocy rządowej, bo przy dużym zadłużeniu i zamiarze ogłoszenia upadłości takie rozwiązanie było niemożliwe. Dopiero odstąpienie od tych planów otworzyło możliwości Ramecie. Zgłosiła już stosowny wniosek, trwają procedury w tej sprawie. Fabrykę zakwalifikowano jako duże przedsiębiorstwo i tu formalności są skomplikowane bardziej, niż dla małych firm. Specyfika zakładu sprawia też, że nie dla każdego pracownika można starać się o środki z Wojewódzkiego Urzędu Pracy, bo firma korzysta ze środków PFRON-u. Uzyskanie pomocy zależne jest od analizy raportów finansowych Ramety. O ile za pierwsze miesiące 2020 roku wyniki były korzystne (nawet zysk wskutek sprzedaży nieruchomości), to za 2019 były bardzo złe, jak podkreśliła A. Mikoś.