Wtorek, 7 lipca 2020

imieniny: Estery, Metodego, Kiry

RSS

Pani Ania od pomagania

24.05.2020 19:00 | 7 komentarzy | Katarzyna Gruchot

Nigdy nie zapomni czasów, gdy sama potrzebowała pomocy innych. Miała wtedy czwórkę małych dzieci, nie pracowała i marzyła o zwykłym wózku, który rozwiązałby wiele problemów. Wspierała ją wtedy rodzina, a ubranka, które przechodziły z najstarszego rodzeństwa na młodsze trzeba było szanować. – Nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy wyrzucają na śmieci stare meble, ubrania i sprzęt tylko dlatego, że stać ich na nowy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie to przyjmie. O takich ludziach trzeba myśleć, bo przecież nie jesteśmy na świecie sami – mówi Anna Kobylańska, wolontariuszka „Szlachetnej Paczki”, działająca na Facebooku w grupie zrzeszającej mamy z Wodzisławia Śląskiego i okolic.

Pani Ania od pomagania
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Gdy dzieci usamodzielniły się, postanowiła zadbać o własną edukację. Skończyła liceum dla dorosłych, poszła na studia i zrobiła prawo jazdy. Dziś jest studentką trzeciego roku Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie na kierunku zarządzanie zasobami ludzkimi i teorię poznawaną podczas wykładów może skonfrontować z praktyką swoich działań wolontariackich. – W końcu mam upragniony samochód, który pomaga mi bardzo w codziennej pracy na rzecz innych, no i cieszy mnie bardzo to, że paliwo potaniało. Mogę nim podjechać po zakupy, odebrać od kogoś używane rzeczy i przekazać je innemu. Mam niewielkie, 50-metrowe mieszkanie, więc gdy ktoś chce się pozbyć mebli albo sprzętu AGD, to nie zawsze mogę to przyjąć do siebie. Jeśli jest taka możliwość to proszę o kilka dni zwłoki, aż nie znajdę kogoś potrzebującego. Wtedy organizuję transport, w którym często pomaga mi mój syn – opowiada pani Ania.

Gdy zaczęła się epidemia, nawet przez chwilę nie zastanawiała się nad tym, czy warto wychodzić z domu. – Nie jestem osobą bojaźliwą. Uważam, że każdemu pisany jest jakiś los, więc jak mam się zarazić, to i tak się zarażę, bez względu na środki ostrożności jakie podejmę. Jak tylko dowiedziałam się, że ratownicy medyczni z Raciborza przenoszą się do nowej siedziby, zawieźliśmy im 30 nowych koców i wody mineralne. Od razu zorganizowaliśmy też pomoc dla pacjentów, którzy spędzali w izbie przyjęć Szpitala w Wodzisławiu Śląskim wiele godzin. Po konsultacji z oddziałową przygotowaliśmy dla nich specjalne pakiety w postaci wody mineralnej, paczki ciastek, rogalika i soczku. Resztę pieniędzy przekazaliśmy na zakup kombinezonów ochronnych dla pracowników szpitala – mówi pani Kobylańska i podkreśla, że ma dar jednoczenia wokół siebie ludzi dobrej woli. – Zawsze znajdzie się ktoś, komu trzeba pomóc i zawsze znajdzie się ten, który chce pomagać. Jest tylko jedna grupa, od której nigdy nie dostałam wsparcia – to są politycy. Mam z nimi otwarty konflikt i to bez względu na to z jakiej są partii. Zdarzało się, że znałam kogoś od wielu lat i uważałam za bardzo porządnego człowieka, ale jak dostał się do władzy, to zaczynał inaczej patrzeć na świat i ludzi. Drażni mnie wywieszanie flag, gdy w szpitalu nie ma na obiady, wycinanie drzew i nieliczenie się ze zwykłymi ludźmi – podkreśla moja rozmówczyni.

Na szczęście dzieci nie trzeba było namawiać na działalność społeczną. Cała czwórka przejęła po mamie bakcyla wolontariatu i też lubi pomagać. Działa w „Szlachetnej paczce”, w grupach pomocowych, wspierając je finansowo i zajmując się transportem darów. – Czujemy, że musimy teraz oddać to, co kiedyś dostaliśmy od innych. Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, że warto pomagać. Kupiliśmy kiedyś małej dziewczynce lalkę, o której zawsze marzyła. To nie była droga zabawka, ale radość z jej posiadania była tak ogromna, że wzruszyła mnie do łez. Inny razem trafiliśmy na starszą panią, niewychodzącą już z łóżka, która mieszkała w niewielkiej chatce ze swoim niepełnosprawnym synem. Nie mieli opału na zimę. Pracownik składu przywiózł im węgiel, a po kilku dniach my dojechaliśmy z paczkami żywnościowymi. Babcia próbowała wyjść z łóżka, żeby nas wszystkich uściskać, bo okazało się że tego węgla wystarczy im na trzy sezony grzewcze. Nie ma nic piękniejszego, niż łzy szczęścia i radość, której tacy ludzie nie mają zbyt wiele na co dzień – tłumaczy.