Sobota, 28 listopada 2020

imieniny: Zdzisława, Lesława, Gościerada

RSS

Epidemia na Śląsku:

Pan Piotr z Radlina. Ten od jeżowych domków

01.11.2019 13:00 | 2 komentarze | juk

Są sympatyczne, nieszkodliwe, a w dodatku bardzo pożyteczne. Jeże – bo o nich mowa – coraz częściej potrzebują jednak pomocy ludzi. Wie o tym doskonale mieszkaniec Radlina Piotr Gleńsk, który od kilku lat ratuje te małe stworzenia, gdy są w kłopotach.

Pan Piotr z Radlina. Ten od jeżowych domków
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Wszystko zaczęło się jesienią 2014 r. Temperatury były już niskie, często padał deszcz. Pan Piotr znalazł wtedy pod swoim płotem małego jeża. – To była taka jesienna sierota, która urodziła się za późno i nie zdążyła urosnąć na tyle, żeby poradzić sobie w trudnych warunkach atmosferycznych – wspomina. Dodaje, że jeż nie osiągnął odpowiedniej wagi, aby przetrwać zimę w hibernacji. – Maluszek ważył zaledwie 250 g i zaskoczyła go dodatkowo nocna ulewa. Nie miał szans. Kiedy go znalazłem, już nie żył – opowiada ze smutkiem. Ta sytuacja bardzo wstrząsnęła panem Piotrem. Postanowił wtedy, że już żaden jeż nie podzieli takiego losu, a przynajmniej nie w jego ogrodzie.

Obrońca jeży

Radlinianin zaczął dużo czytać na temat jeży. Nawiązał też kontakt z lecznicą w Rybniku, która specjalizuje się w ich ratowaniu. – Zacząłem się przygotowywać na spotkanie z tymi małymi zwierzątkami – mówi pan Piotr. Zaczął nasłuchiwać dźwięków świadczących o obecności jeży w jego ogrodzie. – W końcu odnalazłem dwie małe jeżowe sierotki. Wtedy już jednak wiedziałem, w jaki sposób mogę im pomóc – dodaje. Na pytanie, ile jeży już uratował, pan Piotr nie potrafi dokładnie odpowiedzieć. – Po dziesiątym straciłem rachubę – śmieje się. Obecnie pod jego opieką znajduje się ich jedenaście.