środa, 26 czerwca 2019

imieniny: Jana, Pawła, Miromira

RSS

Beata Rączka o "liście osób do likwidacji" w powiecie wodzisławskim

01.08.2016 21:09 | 30 komentarzy | mak

Publikujemy oświadczenie Beaty Rączki, która została odwołana przez starostę z funkcji dyrektora Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczo-Rewalidacyjnych w Wodzisławiu Śl. - Kolejna osoba na "liście osób do likwidacji" w powiecie wodzisławskim została odfajkowana - pisze była już pani dyrektor.

Beata Rączka o "liście osób do likwidacji" w powiecie wodzisławskim
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Wracamy do tematu odwołania ze skutkiem natychmiastowym Beaty Rączki z funkcji dyrektora Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczo-Rewalidacyjnych w Wodzisławiu Śląskim (pisaliśmy o tym TUTAJ). Beata Rączka wydała oświadczenie, w którym odnosi się do całej sprawy

Oświadczenie:

28 lipca 2016 roku, zgodnie z wolą Zarządu Powiatu Wodzisławskiego, przestałam pełnić funkcję dyrektora Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczo-Rewalidacyjnych w Wodzisławiu Śl. Przez trzynaście ostatnich lat wspólnie z pracownikami, podopiecznymi oraz Ich rodzinami, przy wsparciu kolejnych Zarządów Powiatu pod przewodnictwem kolejno: Pana Jana Materzoka, Pana Jerzego Rosoła oraz Pana Tadeusza Skatuły, z mozołem, ale z sukcesem tworzyliśmy niezwykły wizerunek tego miejsca, w którym niepełnosprawność nabierała jeszcze bardziej godnego wymiaru, a nowoczesność i innowacyjność wyznaczała kolejne kierunku terapii niepełnosprawnych podopiecznych. Tak radykalna i szybka decyzja Zarządu, podjęta w okresie, kiedy większość z nas korzysta z wakacyjnego urlopu, uniemożliwia mi osobiste złożenie podziękowań wszystkim tym, dzięki którym możliwy był tak niezwykły progres placówki. Mam jednak nadzieję, że możliwe będzie wspólne nasze pochylenie się i zrozumienie motywów, dla których Starosta Wodzisławski poddał w wątpliwość mój wieloletni dorobek i sukcesy, także międzynarodowe, jakie na przestrzeni ostatnich trzynastu lat odniosła i odnosi nasza placówka. W istocie, wiele pozostaje do wyjaśnienia, także przez właściwe instytucje powołane przez nasze Państwo po to, by czuwać nad prawidłowym przestrzeganiem prawa, przez nas wszystkich.

Uzasadnienie odwołania mnie z funkcji dyrektora placówki, które otrzymałam z rąk Starosty Ireneusza Serwotki, zawiera wiele niezrozumiałych i nieprawdziwych zarzutów. Niektóre z nich są niezasadne, nierealne i wyimaginowane. Zadziwiającym jest, że podpisani pod uzasadnieniem członkowie Zarządu opierają się na notatce bliżej nieokreślonego nauczyciela, której nawet nie próbowano zweryfikować. Treść uzasadnienia jest jednak potwierdzeniem tego, o czym od momentu, kiedy Pan Ireneusz Serwotka został nowym starostą, byłam informowana wprost i bez ogródek przez innych członków Zarządu: nowy Pan Starosta był zainteresowany tym, aby spowodować moją rezygnację z zajmowanego stanowiska. Taką informację wielokrotnie przekazała mi Pani Danuta Maćkowska - członek Zarządu Powiatu Wodzisławskiego, czyniąc to wprost lub pośrednio. Najpierw w trosce o mnie, potem bardziej w trosce o nią samą. Wciąż miała do spełnienia jakąś misję Pana Serwotki. W parę dni po wyborze Ireneusza Serwotki na Starostę Wodzisławskiego, jak mówiła z jego polecenia, odbyła ze mną rozmowę na temat "pozytywnego" rozwiązania sprawy zwolnionej dyscyplinarnie w kwietniu 2015 roku żony Eugeniusza Ogrodnika. Nie wiem jakie oczekiwania miała nowa władza w tej kwestii i dlaczego. Dlaczego w ogóle zdecydowano się ze mną na ten temat rozmawiać i wywierać nacisk? Zrozumiałam wówczas, że w moim zarządzaniu Zespołem Placówek Szkolno-Wychowawczo-Rewalidacyjnych w Wodzisławiu Śl. moja wcześniejsza decyzja o zwolnieniu żony Pana Ogrodnika (byłego wiceprezydenta Miasta Wodzisław Śl., dziś doradcy Prezydenta Wodzisławiu Śl., a jednocześnie wiceprzewodniczącego Rady Powiatu Wodzisławskiego) będzie odgrywała kluczową rolę. Niezależnie od toczącego się postępowania w Sądzie Pracy z powództwa Pani Ogrodnik, z którym do dnia 28 lipca wiązałam duże nadzieje. Dziś obawiam się, że sprawa nie zostanie doprowadzona do końca, a blisko roczny wysiłek wielu świadków, ich śmiałe i prawdziwe zeznania, będą skutkowały negatywnie także dla nich. Chciałabym zaapelować, by członkowie Zarządu nie podejmowali już dalszych nacisków i by mógł dojść do skutku kolejny termin rozprawy, który Sąd zaplanował na dzień 10 sierpnia. Gdyby jednak okazało się, że Zespół Placówek Szkolno-Wychowawczo-Rewalidacyjnych reprezentowany przez nowego dyrektora odstępuje od dalszego procesowania i uznaje pozew Pani Ogrodnik o przywrócenie do pracy, byłoby to potwierdzenie mojego podejrzenia o motywację tak szybkiego i natychmiastowego odwołania mnie ze stanowiska dyrektora placówki. Trzeba dodać, że początkowo Pani Ogrodnik była zainteresowana wyłącznie odszkodowaniem, w przypadku, gdyby Sąd zdecydował, że jej wypowiedzenie jest niezgodne z prawem. Wniosek został zmieniony... w chwili powołania nowego Zarządu Powiatu Wodzisławskiego. Ale być może to tylko przypadek...

Nie jest natomiast przypadkiem, że od marca 2016 roku wzrosła aktywność grupki pracowników ZPSWR (zwłaszcza trzech nauczycieli i pracownika administracji) i byłego radnego powiatowego, którzy w pismach do różnych instytucji, a zwłaszcza do Starosty Wodzisławskiego, powielali już wcześniej sformułowane, lecz niczym i nigdzie uzasadnione oskarżenia wobec mnie. W uzasadnieniu odwołania mnie z funkcji dyrektora członkowie Zarządu przywołują właśnie te skargi i sformułowane w nich bezpodstawne, wcześniej już wyjaśnione i odrzucone  zarzuty. Starosta Serwotka podpisując uzasadnienie odwołania nie tylko utożsamił się z nimi, ale także odrzucił wszelkie argumenty, które pozostała blisko stuczterdziestoosobowa załoga pracownicza w sposób bezpośredni wyartykułowała podczas dwóch spotkań w miesiącu czerwcu. Być może przypadkowa jest także data, kiedy po ośmiu spokojnych latach mojego zarządzania placówką moi pracownicy rozpoczęli niezwykle aktywną "krucjatę" przeciwko mnie. Był to rok 2011. W mieście Wodzisław Śl. wiceprezydentem został Pan Eugeniusz Ogrodnik, który w pierwszych dniach swego urzędowania na tym stanowisku odwiedził po raz pierwszy i ostatni moją placówkę i do dziś zastanawiam się po co? Nieco później, bo w roku 2013, kiedy wiceprezydent Eugeniusz Ogrodnik nie był usatysfakcjonowany oceną pracy swej żony dokonaną przeze mnie, ostrzegał, że "potrafi być groźny". Trzeba wiedzieć, że działalność prowadzona przez wcześniej przywołaną grupkę pracowników i byłego radnego powiatowego, od 2011 roku skutkowała na przestrzeni tych lat czterdziestoma sześcioma kontrolami różnych instytucji. Wielokrotnie wzywana byłam ja i moi pracownicy na policję, by składać wyjaśnienia w różnych sprawach. Praca placówki nieraz paraliżowana była koniecznością szybkich wyjaśnień, przedstawianiem niezbędnych dokumentów, tworzeniem stosownych odpowiedzi itp. Nigdy jednak żadna kontrola, żadne postępowanie nie wykazało żadnych istotnych nieprawidłowości. Żadna skarga nigdy nie została uznana za zasadną. Kilka osób oskarżających mnie o mobbing nigdy nie zadali sprawy do właściwej instytucji jakim jest Sąd Pracy, woleli szkalować moje imię w instytucjach, w których nie trzeba udowodnić swoich pomówień, można natomiast uzyskać efekt zdezawuowania mnie jako dyrektora i człowieka. Nigdy nie musiałam ponosić żadnych konsekwencji swoich decyzji, bo zawsze były właściwe. Także w kwestii, w której Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach wypowiedział się wyrokiem odrzucającym skargę nauczyciela w sprawie informacji publicznej. Wydawałoby się, że takie rozstrzygnięcia powinny satysfakcjonować zwierzchników dyrektora. Ten fakt nie uspakajał jednak ani ich, ani moich oponentów wśród pracowników. Ten fakt wręcz prowokował tych ostatnich do kolejnych ataków i oskarżeń. Długo znosiłam pomówienia pod moim adresem naiwnie sądząc, że taka postawa wyciszy złe emocje sfrustrowanych swą niemocą pracowników. Nie można jednak pozwolić na zniewagi swojej osoby, trudno jest znieść zniewagi na temat własnego ojca i męża. W chwili obecnej przed Sądem Rejonowym Wydziałem Karnym toczą się dwa postępowania wobec dwóch osób, które oskarżam o liczne pomówienia i zniewagi. I paradoksalnie, decyzja Zarządu o odwołaniu mnie ze stanowiska dyrektora będzie dodatkowym dowodem w sprawie przeciwko obu paniom.

Choć od kilku miesięcy miałam pełną świadomość końca mojej misji na stanowisku dyrektora ZPSWR w Wodzisławiu Śl., to jednak zdecydowałam, że mimo wielu bardzo agresywnych ataków na moją osobę, nie zrezygnuję z tej funkcji z własnej woli. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy na posiedzeniu Zarządu w dniu 28 lipca, na które zostałam wezwana w formie pisemnej, by udzielić wyjaśnień i złożyć informacje w kwestiach naboru do placówki i działań, jakie placówka podjęła w celu wdrożenia zaleceń p.poż., uczestniczył także Przewodniczący Rady Powiatu Wodzisławskiego Pan Eugeniusz Wala. Moje blisko dwugodzinne wystąpienie zostało zakończone wręczeniem uchwały o odwołaniu mnie ze stanowiska wraz z uzasadnieniem, o którym wspomniałam na wstępie. Kuriozalna sytuacja - wchodzę na Zarząd jako Dyrektor, wychodzę z Zarządu jako nauczyciel. Ta bolesna groteska była kontynuowana w piątek, kiedy to moi dotychczasowi pracownicy byli świadkami, w pierwszym dniu zarządzania placówką przez nowego dyrektora, a dotychczasowego mojego zastępcę, w jaki sposób członek Zarządu Powiatu Wodzisławskiego Danuta Maćkowska upokarza byłego dyrektora. Polecenie zaklejenia i opieczętowania szafek w sekretariacie placówki, a także drzwi do archiwum wykonał nowy dyrektor. W najbliższym czasie najprawdopodobniej wykona także polecenie wymiany zamków w placówce. Drzwi do mojego gabinetu zostały niemal komisyjnie zamknięte. A każde moje wejście do placówki ma zostać odnotowane na portierni z podaniem powodu, dla którego tu przybyłam. Aby nie było tak radykalnie tylko względem mnie, wszystkie osoby wchodzące do budynku od 29 lipca mają być poddane takim samym obyczajom. Pracownicy pytają dlaczego, rodzą się w nich różne obawy, podejrzenia. By nie mieli wątpliwości jak się zachować usłyszeli od Pani Maćkowskiej: "Będziecie spokojni, tylko wtedy placówka będzie istnieć nadal. To od Was zależy".

Nie pierwszy raz dobiegają do nas informacje o możliwości zamknięcia ZPSWR. Nasiliły się one od marca 2016 roku. A działo się to w okresie, kiedy z pełnym zaangażowaniem realizowałam kolejne ambitne wyzwania, takie jak tworzenie nowoczesnej pracowni ekologicznej, na zakup której pozyskałam blisko 40 000, 00 zł, a także Powiatowe Obchody Światowego Dnia Osób z Zespołem Downa, nagranie teledysku z udziałem nauczycieli, rodziców i dzieci z zespołem Downa oraz jego promocja w ogólnopolskich mediach, organizacja seminarium dydaktycznego we współpracy z wrocławskim BIOMed i wiele jeszcze innych cennych przedsięwzięć.

Szanowni Państwo. Będę w polskich sądach walczyć o sprawiedliwość. Ale media publiczne muszą służyć obywatelom. To dzięki nim mamy szansę spoglądać na działania tych, których poprosiliśmy o reprezentowanie interesów społecznych. Demokracja polega na tym właśnie, a nie na realizowaniu prywatnych i szemranych spraw. Mam poczucie, że brak mojego przyzwolenia na panoszenie się w placówce dotychczas kierowanej przeze mnie bliższych i dalszych znajomych niektórych "włodarzy", stało się powodem mojego odwołania. Oficjalny powód, tj. założenie placówki niepublicznej przez mojego męża "o niemal identycznej nazwie" nie jest prawdziwy. Ta placówka nie istnieje! Jak więc zrodziły się zarzuty członków Zarządu, co do mojej postawy i niezdrowej konkurencyjności? Czy to nie ten Zarząd powierzył funkcję wicedyrektora szpitala osobie, która jest właścicielem prywatnych klinik i gabinetów? Te gabinety i kliniki istnieją.

Dziś wiem, że kolejna osoba na "liście osób do likwidacji" w powiecie wodzisławskim została odfajkowana. Państwo oceńcie, czy taka praktyka służy temu miastu i temu powiatowi. Ja czuję się skrzywdzona i bardzo upokorzona.

Pozostaję do Państwa dyspozycji.

Beata Rączka