Niedziela, 28 lutego 2021

imieniny: Romana, Makarego, Lutomira

RSS

Zdalna nauka, duże wyzwanie

07.04.2020 00:00 sub

Zdalne nauczanie w dobie epidemii koronawirusa budzi sporo kontrowersji wśród rodziców, dyrektorów szkół i samych nauczycieli. Ci pierwsi uważają, że nauczyciele obciążają dzieci zbyt wieloma treściami. Z kolei pedagodzy podkreślają, że nikt do e-edukacji wcześniej ich nie przygotowywał.

POWIAT Epidemia koronawirusa spowodowała zamknięcie wszystkich szkół. Jeszcze niedawno uczniowie mogli dobrowolnie uczestniczyć w zajęciach online, które przygotowywali im nauczyciele. Od 25 marca obowiązkowa stała się e-edukacja. W praktyce oznacza to, że pedagodzy w całej Polsce mają obowiązkowo realizować zdalnie podstawę programową. Z nauczaniem w takim trybie wiąże się jednak wiele problemów zarówno dla samych uczniów, jak i nauczycieli. Wysłuchaliśmy się głosy wszystkich stron.

Współpraca na linii nauczyciel-uczeń to wyzwanie

W Szkole Podstawowej nr 1 w Marklowicach, żeby uniknąć przeciążenia uczniów zdalną nauką, dyrektor Halina Winkler wprowadziła zarządzenie zmieniające ilość lekcji w danym dniu z zachowaniem ramówek nauczania. - W tej chwili w ciągu jednego dnia uczniowie na poziomie klas 1-3 mają dwa godziny zajęć, uczniowie klas 4-5 trzy godzin, a klasy starsze cztery godziny - tłumaczy dyrektor Winkler. Dodaje, że taki system powoduje, że dzieci nie są zasypywane ogromną ilością wiadomości, czy zadań do wykonania. Z kolei działania nauczycieli są w miarę uporządkowane i systematyczne. Pani dyrektor podkreśla, że sama współpraca na linii nauczyciel-uczeń jest ogromnym wyzwaniem dla obu stron. Pedagodzy marklowickiej SP nr 1 pracują w domach w większości na własnym sprzęcie komputerowym. Uczą z wykorzystaniem różnych platform. Wykorzystują m.in. dziennik elektroniczny, czy zintegrowaną platformę edukacyjną. - Niektórzy pracują wspólnie z uczniami w chmurze nad udostępnionymi dokumentami lub prezentacjami. Są nauczyciele, którzy nagrywają swoje filmiki i później je przesyłają uczniom - wymienia dyrektor Winkler. Dodaje, że jej zdaniem brakuje konkretnej platformy edukacyjnej, która umożliwiałaby prowadzenie lekcji online na żywo, w kontakcie z uczniami. - Aplikacja Classroom w Google wymaga rejestracji i stan oczekiwania na udostępnienie zasobów do prowadzenia lekcji w formie video trwa 2-3 tygodnie, więc nadal „stoimy w kolejce” - zauważa pani dyrektor. Dodaje, że ze sprzętem, którym dysponują uczniowie, bywa różnie. - Niektórzy rodzice zgłaszali nam problemy, jak na razie udostępniliśmy kilka tabletów, które były na stanie szkoły, aby wesprzeć rodziny w tym trudnym czasie - mówi. Podkreśla, że dzięki staraniom włodarzy gminy na początku kwietnia szkoła otrzymała kilkanaście laptopów w ramach programu ministerialnego. Po przeprowadzeniu rozeznania przez wychowawców zostaną one czasowo udostępnione najbardziej potrzebującym uczniom, później trafią na wyposażenie placówki.

Alternatywny sposób kształcenia młodych ludzi

– Nie traktowałabym kształcenia e-learningowego jako nowości i zaskoczenia - uważa Maria Lach, dyrektor Zespołu Szkół Ekonomicznych w Wodzisławiu Śl. Dodaje, że wielu tamtejszych nauczycieli wspólnie z uczniami od wielu lat wykorzystuje do pracy narzędzia internetowe. - Jeśli mamy mówić o wyzwaniu, to jest nim masowa skala tego nauczania, która musiała zostać wdrożona zaledwie w ciągu kilku dni - mówi pani dyrektor. - Epidemia skutecznie uniemożliwia nam kontakt bezpośredni, co nie znaczy, że odebrała szansę na inny, alternatywny sposób kształcenia młodych ludzi. Uruchomiła pokłady kreatywności i możliwości, z których uczniowie i nauczyciele Ekonomika potrafią korzystać - zapewnia. Również nauczyciele wodzisławskiego ZSE pracują w warunkach domowych. Maria Lach nie uważa jednak, żeby uczniowie byli nadmiernie obciążeni wiedzą i wymaganiami. Zauważa że, to poczucie może wynikać z faktu uświadomienia, jak obszerny jest zakres materiału, który pedagodzy muszą zrealizować, a który teraz w zdalnej formie dociera do uczniów. - I to jest właśnie zasadnicza różnica pomiędzy nauczaniem w szkole, kiedy w znacznej mierze trud przekazania wiedzy i kierowania procesem edukacyjnym znajduje się po stronie nauczyciela. Tymczasem edukacja zdalna wymaga od ucznia zaangażowania, samodzielności w organizacji czasu i procesu uczenia się - podkreśla Maria Lach.

Z XIX do XXI wieku?

Nauczyciele ze szkół w naszym powiecie mówią zgodnie: pracy mamy naprawdę dużo. Z perspektywy pani Ewy, nauczycielki plastyki i muzyki pracującej w trzech szkołach podstawowych zdalne nauczenie jest bardzo trudne. Zauważa, że różnego rodzaju platformy dają wiele możliwości. Ale materiały do nauki pedagodzy również muszą przygotować, na co poświęcają wiele czasu. - Niestety rodzice też są mało wyrozumiali. Nauczyciele teraz mają być dostępni 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu - mówi. Nauczycielka Sportowej Szkoły Podstawowej nr 2 w Radlinie Anna Kasza zauważa, że zdalne nauczanie nie jest zadaniem łatwym dla nikogo. Podkreśla, że brakuje bezpośredniego kontaktu z uczniem, który jest bardzo istotny. Z kolei Beata Klima również nauczycielka radlińskiej SSP nr 2 uważa, że nauczyciele po raz kolejny stali się grupą, na którą wylewane są frustracje społeczne. - W zaistniałej rzeczywistości nauczycielom z dnia na dzień został narzucony obowiązek zdalnego nauczania. Podjęli oni niewyobrażalny wysiłek i próbują przenieść szkołę z XIX wieku, gdzie królowała tablica i kreda, do cyfrowego XXI wieku. Niestety nikt ich do tego wcześniej nie przygotował - podkreśla.

Zdania wśród rodziców podzielone

Ze zdalnymi lekcjami mierzą się rodzice dzieci szkolnych. Zdania wśród nich są jednak podzielone. Jedni jak np. wodzisławianka pani Kasia nie ma zastrzeżeń do takiego rodzaju nauki. - Mam syna w 2 klasie. Materiały, które otrzymujemy od wychowawczyni, są zróżnicowane i ciekawe. W mojej opinii jest ich odpowiednia ilość. Nie zaczynamy nauki o godz. 8.00, raczej koło 10.00-11.00 i poświęcamy na nią około 3 godzin dziennie - mówi. Inaczej sprawa wygląda ze starszymi dziećmi. Pani Agnieszka z Rydułtów ma dziecko w 5 klasie. - Nauki jest bardzo dużo - zauważa.

Uczeń, nie nauczyciel w centrum

Radny Robert Szindler z Radlina jest ojcem trzech córek uczęszczających do 8, 6 i 5 klas szkół podstawowych. - Odkąd realizowany obowiązek zdalnej nauki przez uczniów i nauczycieli przypuszczam, że podobnie jak w moim domu, taki i w innych zaszła pewna rewolucja. Faktem jest, że teraz dzieci są cały dzień w domowej szkole. Zwłaszcza te, które są mniej zorganizowane - mówi. Dodaje, że jedna z jego córek odrabia zadania od rana do wieczora, bo np. rozprasza ją pies, albo ogląda bajki. - Nie zawsze rodzice są w stanie przypilnować swoje pociechy - zauważa. Dodaje, że czasem nauczyciele zlecają tak wiele zadań, że w normalnym systemie nauczania nigdy by tego materiału nie przerobili na jednej lekcji. Zdaniem Roberta Szindlera zdalne nauczanie nie powinno wyglądać tak, że pedagog podaje numery stron z podręcznika i każe uczniom powtórzyć materiał. - Działania te wymagają dużo większej kreatywności od nauczycieli. W wielu przypadkach konieczne byłoby prowadzenie lekcji na żywo przez komunikatory wideo, tak aby nauczyciel mógł widzieć się i słyszeć ze swoimi uczniami. W wielu przypadkach jednak jest to nie możliwe ze względu na np. słabe łącza internetowe - mówi. Zauważa, że innym problemem jest po prostu brak komputera lub jeden stary na kilka dzieci w domu. - Wielokrotnie już powtarzałem, system oświaty powinien być tak skonstruowany i realizowany, aby w jego centrum zawsze był uczeń, a nie jak dotychczas miało to miejsce nauczyciel. Niezależnie od tego, czy jest to nauczanie standardowe w szkole, czy zdalne w domu - mówi stanowczo radlinianin.Justyna Koniszewska, Agnieszka Kaźmierczak

  • Numer: 14 (1011)
  • Data wydania: 07.04.20
Czytaj e-gazetę