Sobota, 24 sierpnia 2019

imieniny: Bartłomieja, Malwiny, Jerzego

RSS

Szóstka ludzi, którzy burzą wyobrażenie o „Białym misiu”

31.05.2016 00:00 red.

Mają już tyle własnych kawałków, że mogliby wydać płytę. Sprawdzamy, co słychać u zespołu Tata Sławek?

WODZISŁAW ŚL., RADLIN Grają już prawie cztery lata. Muzykę rockową z elementami bluesa. Skład zespołu nieco się zmienił. Niezmiennie trwają w nim: Sławek Łasiewicki (perkusja), emerytowany górnik i „ojciec-założyciel” zespołu, jego syn Marcin Łasiewicki (gitara) na co dzień pracuje jako opiekun medyczny w domu seniora, Dariusz Łasiewicki (wokal), czyli były siatkarz, który obecnie zatrudniony jest w KWK Jas–Mos, oraz Waldemar Machnik (gitara) – skarbnik miasta Radlin. Doszły dwie osoby. Dawid Klimosz (gitara basowa) zajmuje się sprzedażą artykułów elektrycznych. Z kolei Kamil Chodkowski (klawisze) pracuje w hurtowni elektrycznej.

Gra zespołowa

Zaczynali od grania coverów, głównie zespołu Dżem. Ale dorobili się swoich kawałków. Na koncie mają już dwanaście własnych utworów, nagranych studyjnie. Trzy kolejne są w trakcie tworzenia. – Nasza twórczość jest wypadkową nas samych i płynie wprost z serducha. Poruszamy tematykę związaną z życiem i codziennością – podkreślają. – Na przykład „Nienawidzę poniedziałku” to utwór, który powstał w dwie godziny, w niedzielę wieczorem, po udanym grillu – mówi Waldemar Machnik, który pisze teksty i muzykę. Ale w powstawanie utworów zaangażowani są wszyscy. – Na próbach wspólnie komponujemy. Najważniejsze jest u nas to, że nie ma osoby, która mówi, że „tak ma być”. To jest gra zespołowa. Każdy może dorzucić coś od siebie – dodają muzycy.

Cały czas grają też kojarzonego z festynami i weselami „Białego misia”. Ale to, w jaki sposób grają oni, burzy wszystkie te wyobrażenia. – Kiedyś graliśmy klubowy koncert w pubie, gdzie były twarde płytki. W czasie „Białego misia” facet wziął rozbieg i przejechał po tych płytkach na kolanach. Myśleliśmy, że coś sobie uszkodzi – wspominają.

Potrzebny menadżer

Cały czas myślą o nagraniu płyty, ale priorytetem są dla nich koncerty. Nie ukrywają, że brakuje im menadżera. Osoby, która mogłaby zadbać o organizację koncertów, o terminy. – Każdy z nas pracuje i ma codzienne obowiązki. Nie żyjemy z muzyki. Granie to nasza pasja. Przydałaby się nam osoba, która mogłaby to wszystko ogarnąć. Koncerty są dla nas największą motywacją. Muzykę robi się po to, by się nią podzielić – podkreślają.

W związku z nowymi utworami, które tworzą i które będą jeszcze bardziej rockowe, nawiązali współpracę z wybitnym polskim gitarzystą – Tomaszem Andrzejewskim. – Potem to już będzie tylko huragan z gitary – zapowiada Waldemar Machnik.

Żywioł pod sceną

W pamięci najbardziej utkwił im koncert, który zagrali w MOK–u w Radlinie w ramach imprezy integracyjnej „Most” organizowanej przez stowarzyszenie Radlińska Przystań. – Mieliśmy grać dla osób niepełnosprawnych. Obawialiśmy się, jak dzieci zareagują na naszą muzykę. Dostaliśmy zapewnienie, że właśnie taką lubią. I trzeba przyznać, że takiej publiki jeszcze nie mieliśmy. To był żywioł, aż żal było schodzić ze sceny – wspominają. Dodają, że każdy koncert jest dla nich ważny. Nieważne, czy grają dla kilku osób czy dla tłumu. – A już najbardziej cieszy to, kiedy widzimy, że ludzie podśpiewują nasze piosenki – mówi Dariusz Łasiewicki.

Zespół wkrada się także w ich życie rodzinne. Niespodziewanie pojawili się na 40–stce Waldka Machnika i dali mini koncert. A kiedy Sławek Łasiewicki przechodził na emeryturę, to na placu zagrali koncert dla jego gości.

Zespołu Tata Sławek będzie można posłuchać podczas Dni Pszowa. Zagrają w niedzielę, 5 czerwca, o godz. 18.15.

(mak)

  • Numer: 22 (811)
  • Data wydania: 31.05.16
Czytaj e-gazetę