środa, 20 marca 2019

imieniny: Klaudii, Eufemii, Cyriaki

RSS

Z Wodzisławia do Hollywood

18.12.2012 00:00 OQL

Członkowie tej rodziny zrobili kariery w Berlinie, Stanach Zjednoczonych, Afryce Południowej. Są potomkami pewnego karczmarza z Wodzisławia.

Listopad roku 2010. Do Muzeum w Wodzisławiu puka pewna cudzoziemka żydowskiego pochodzenia. Nazywa się Anja Hollaender. Po angielsku mówi, że przybywa z Holandii szukać w Polsce śladów swoich słynnych przodków. Skierowano ją do muzeum, w którym akurat trwała wystawa „Shalom Loslau”, wiążąca się z Tygodniem Kultury Żydowskiej. – Pani pokazywała zdjęcie. Tyle zrozumieliśmy, że była to fotografia domu braci Hollaender – opowiada Kinga Kłosińska, pracownik Muzeum w Wodzisławiu.

Kolebka w Loslau

Wszystkie przekazy, do których dotarła Holenderka, dotyczące jej przodków wskazywały, że ród wywodzi się z miejscowości Loslau na Górnym Śląsku (niemiecka nazwa Wodzisławia). Najstarszy ustalony przodek nazywał się Samuel Rachel. Mieszkał na przełomie XVIII i XIX wieku. Prowadził gospodę. Miał czterech synów: Benjamina, Izaaka, Moritza i Siegmunta. Podczas wielkiego pożaru miasta w 1822 roku stracił cały majątek. Po tym jak stracił źródło dochodów, a rodzinę trzeba było wykarmić, został obwoźnym handlarzem. Jeździł wozem od wsi do wsi. Przy okazji jako skrzypek dorabiał grając na jarmarkach, weselach, imprezach. Zmarł zimą 1830 roku z wychłodzenia w lesie w okolicach Wodzisławia. Synowie wyjechali do Głubczyc. Tam zmienili nazwisko na Hollaender. – Anja uważa, że Samuel Rachel był nieślubnym dzieckiem któregoś z wodzisławskich Hollaendrów. Więc synowie uznali, że nazwisko Hollaender im się prawnie należy – wyjaśnia Kinga Kłosińska.

Z czwórki synów najlepiej poznana jest historia najstarszego, Benjamina. Założył fabrykę wyrobów wełnianych. Zakład dobrze prosperował. Benjamin wziął na siebie wykształcenie młodszych braci, którzy potem wyjechali z Głubczyc. Izaak zamieszkał w Raciborzu, potem we Wrocławiu i Berlinie. Wiadomo, że w Raciborzu urodziło się czworo z ośmioroga jego dzieci. Córka Alma, pianistka, została nauczycielką gry na fortepianie królowej brytyjskiej Wiktorii. Syn Alexis był kompozytorem, zaś Alfons malarzem, trafił do Florencji. Moritz, kolejny syn Samuela, wyjechał do Szwajcarii, nauczył się wytwarzać zegarki. Następnie popłynął na Kubę i do Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo natomiast dokąd trafił Siegmunt, lekarz. Lepiej poznane jest kolejne pokolenie Hollaendrów.

Zupełne zaskoczenie

Dla pracowników muzeum, znających przecież historię miasta, wizyta Anji Hollaender jak również przekazane wiadomości były zupełnym zaskoczeniem. Holenderka wymieniła się mailami z Kingą Kłosińską i odtąd panie przyjaźnią się. Anja Hollaender pojechała potem do Archiwum w Raciborzu szukać dokumentów. W sierpniu następnego roku w Niemczech Holenderka spotkała się z Grupę Nieformalną Agamidae z Głubczyc. To grupa młodzieży licealnej, która pod opieką nauczycieli i dyrektorki tamtejszego muzeum przybliża historię Głubczyc. Ich spotkanie zaowocowało przygotowaniem wystawy o rodzinie Hollaender w Głubczycach, a także broszurek dla dorosłych i dzieci, sfinansowanych ze środków unijnych. Namiastkę efektów tej pracy prezentujemy na łamach „Nowin Wodzisławskich”.

 

Kariery potomków Samuela

Benjamin Hollaender

ur. 1809 r. w Wodzisławiu, syn Samuela Rachela i Jettel Pollak. W 1837r. zmienił nazwisko na Hollaender. Żydowski nauczyciel. W 1856 lub 1857 r. założył w Głubczycach fabrykę towarów wełnianych. Zatrudniał kilka tysięcy osób z miasta i okolicy.

Ludwig Heinrich Hollaender

syn Benjamina, stomatolog. Osiem lat żył z rodziną w Południowej Afryce. Według legendy pierwszą rzecz, o jaką był poproszony po zejściu z żaglowca na Czarny Ląd było rytualne obrzezanie. Po powrocie do Europy pracował w Berlinie. Podczas wojen prusko - austriackiej i prusko - francuskiej opiekował się rannymi. Profesor Uniwersytetu w Halle.

Moritz Hollaender

po dotarciu na Kubę przybrał nazwisko Hammen Franco. Potem osiadł w Nowym Orleanie. Otworzył sklep jubilerski i handlował bawełną. Walczył w wojnie secesyjnej po stronie południowych stanów i założył nawet Franko Guard, grupę żołnierzy o polskim pochodzeniu. Piątka jego bardzo muzykalnych dzieci jako zespół Famous Franko Kids przemierzyła całe Stany i Europę. Kiedyś zostali zaskoczeni przez sztorm płynąc statkiem z koncertu w Hawanie. Statek „Josephine” zatonął i była to jedna z najsłynniejszych katastrof morskich w amerykańskiej historii. Franko’s przeżyli, jednak utracili wszystkie swoje instrumenty i ubrania warte fortunę. Jeden z synów Hammena Sam jako dorosły był jednym z pierwszych nauczycieli George’a Gershwina i Yehudi Menuhina.

Viktor Hollaender

syn Siegmunta, pseudonim artystyczny „Arricha del Tolveno”, autor rewii, oper, burlesek, dzieł orkiestrowych, muzyki wokalnej i chóralnej. Był kapelmistrzem teatralnym w Hamburgu, Budapeszcie, Marienbad, Berlinie, Milwaukee, Chicago,  Londynie. Z powodu dojścia nazistów do władzy zdecydował się w 1934 r. na emigrację do USA, do Hollywood.

Friedrich Hollaender

syn Viktora. Kompozytor, pierwszy przebój stworzył jako 18-latek. Komponował piosenki dla berlińskiego kabaretu „Schall und Rauch” oraz muzykę taneczną. Jego walc „Ich bin von Kopf bis Fuss auf Liebe eingestellt” stał się znany dzięki głośnemu filmowi „Błękitny anioł” z Marleną Diettrich (premiera w 1930 r. w Berlinie). W 1934 r. wraz z ojcem wyjechał do Hollywood. W 1956 r. powrócił do Niemiec.

Tomasz Raudner

  • Numer: 51/52 (632/633)
  • Data wydania: 18.12.12