Niedziela, 24 marca 2019

imieniny: Gabriela, Marka, Gabora

RSS

Co łączy czeskiego prezydenta z kradzieżami rowerów w Chałupkach?

20.02.2014 20:23 | 1 komentarz | AG

Czescy przestępcy coraz śmielej grasują w polskich przygranicznych miejscowościach. Zapuszczają się nawet do Raciborza i Wodzisławia. To jeden ze skutków amnestii, którą odchodzący prezydent Waclav Klaus sprezentował 7 tysiącom skazanych i czekających na proces, w dużej części recydywistom.

Co łączy czeskiego prezydenta z kradzieżami rowerów w Chałupkach?
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Na początku 2013 roku odzyskała wolność 1/3 czeskich więźniów. „Czechami zawładnął strach” – pisał znany czeski dziennik „Mlada Fronta Dnes”. Mimo powszechnej krytyki, prezydent nie wycofał się z tej decyzji. Amnestii nie przerwały nawet dowody, że niektórzy wypuszczeni więźniowie dopuszczali się przestępstw już w kilka godzin po odzyskaniu wolności. U naszych sąsiadów w powiecie opawskim w 2013 roku do czynu karalnego dochodziło co dwie godziny. Drastycznie wzrosła liczba przestępstw popełnianych przez recydywistów. W porównaniu z 2011 rokiem liczba zgłoszonych drobnych kradzieży zwiększyła się o 23 proc. Ich wykrywalność wynosi tylko 24 proc.

Najgorzej w gminie Krzyżanowice

– Nie ma wątpliwości, że czeska amnestia wpłynęła na wzrost przestępczości w naszych przygranicznych gminach – mówi Komendant Powiatowy Policji w Raciborzu inspektor dr Paweł Zając – W powiecie raciborskim najgorzej pod tym względem jest w Krzyżanowicach. Na szczęście ten wzrost nie dotyczy najcięższych przestępstw, ale kradzieże stały się prawdziwą plagą. Coraz częściej łapiemy też przestępców zza południowej granicy z narkotykami.

W Raciborzu w ubiegłym roku policjanci złapali trzech obywateli Czech z narkotykami. Ale już w gminie Krzyżanowice 15 złapanych przestępców popełniło w sumie 22 przestępstwa, głównie kradzieże i kradzieże z włamaniem. W 2012 roku złapano tu tylko jednego czeskiego złodzieja. Oczywiście te liczby nie uwzględniają tzw. szarej strefy czyli przestępstw niezgłoszonych. A może ona być całkiem spora, gdyż ludziom często nie chce się zawiadamiać o kradzieży starego roweru, czy mniej wartościowych przedmiotów z obejścia, zwłaszcza że prawdopodobieństwo ich odzyskania jest znikome. W ubiegłym roku w najbardziej kuriozalny sposób przerwana została kariera czeskiego złodzieja w Zabełkowie. Pewnej nocy włamał się z kolegą do jednego z domów, skąd skradli trzy futra i świecznik. Postanowili kontynuować dobrą passę, ale obiekt do kradzieży wybrali fatalnie, gdyż włamali się do domu…policjanta. Ten, po krótkim pościgu, zatrzymał jednego z nich.

Do niedawna kiepską opinię „wylęgarni” drobnej przestępczości, zarówno wśród Czechów, jak i Polaków, miał czeski Bohumin. Znajduje się tu liczne skupisko Romów, przybyłych głównie ze Słowacji. Choć takich statystyk oficjalnie się nie prowadzi, zarówno polscy, jak i czescy policjanci nieoficjalnie przyznają, że licząca się grupa przyłapywanych przestępców była narodowości romskiej. Jak jednak wynika z najnowszych czeskich statystyk, akurat w Bohuminie wzrost przestępczości w 2013 roku był znikomy, a nawet najniższy w całym kraju.

Liczby nie potwierdzają, podejrzenia są

Według podkomisarz Marty Pydych, rzecznika Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu, ze statystyki zdarzeń o charakterze kryminalnym odnotowanych w 2013 roku, nie wynika, aby na terenie powiatu wodzisławskiego nastąpił wzrost liczby przestępstw popełnianych przez Czechów. – Z pewnością tereny przy granicy mają swoją specyfikę i policjanci z komisariatu w Gorzycach działają prewencyjnie – informuje rzecznik. – Do tej pory nie było jednak potrzeby kierowania na tereny przygraniczne większej liczby policjantów z powodu wzrostu przestępczości.

Mimo tych pokrzepiających informacji, wielu mieszkańców Godowa, Łazisk, Skrbeńska czy Gołkowic przyznaje, że w ostatnim czasie nasiliły się kradzieże, np. rowerów kiedy ich właściciele są na mszy, bądź nawet z posesji, kiedy w pobliżu nikogo nie ma. Wcześniej takie rzeczy raczej się nie zdarzały. Ponieważ sprawcy zazwyczaj pozostają niewykryci, trudno ze stuprocentową pewnością orzekać kto kradnie. Z rozmów z mieszkańcami wynika jednak, że ich podejrzenia kierują się właśnie w stronę przybyszów zza południowej granicy. Także policjanci nieoficjalnie przyznają, że problem na „czeskim kierunku” istnieje. W ubiegłym roku najbardziej spektakularną kradzież z włamaniem zanotowano w Godowie, gdzie ze sklepu skradziono 4 kosy spalinowe oraz 8 sztuk pił spalinowych i elektrycznych, wycenionych przez właściciela na około 15 tys. zł. Sprawcy nie zostali dotąd wykryci, choć ich występ nagrały kamery monitoringu. Choć to niczego nie przesądza, z nagrania wynika, że złodzieje uciekali z łupem w kierunku Gołkowic, gdzie znajduje się przejście graniczne Gołkowice – Zavada. W styczniu tego roku na gorącym uczynku zatrzymano czeskiego włamywacza w Wodzisławiu. Mężczyzna usłyszał osiem zarzutów dotyczących włamań i kradzieży pojazdów. Sprawa ma tzw. charakter rozwojowy, a sąd wydał decyzję o aresztowaniu złodzieja.

Złodziejski fach nie ma narodowości

Przygraniczna przestępczość nie jest bynajmniej tylko specjalnością Czechów. Polscy złodzieje działający za południową granicą również zapracowali na „solidną” opinię. W powiatach opawskim i karwińskim Polacy podobno też kradną, choć nie słychać na razie by proceder ten przybrał znaczące rozmiary. Za to latem ubiegłego roku w całych Czechach bardzo nagłośnione było złapanie ośmioosobowego gangu złodziei z powiatu wałbrzyskiego. Od 2009 roku okradli oni ponad 800 czeskich domów. W 2012 roku w regionie Hradek (nad Nysą) przed złodziejami z Polski ostrzegali nawet oficjalnie przedstawiciele władz, a w miejscowości Hermanice planowano powołać straż gminną mającą chronić mienie mieszkańców.

Takie zjawiska wymagają współpracy policji po obu stronach granicy. Odbywa się ona w oparciu o umowę pomiędzy  Rzeczpospolitą Polską a Republiką Czeską o współpracy w zwalczaniu przestępczości, ochronie porządku publicznego oraz współpracy na terenach przygranicznych zawartą w 2006 roku oraz porozumienie komendantów głównych policji w obu krajach. Policjanci z powiatu raciborskiego i wodzisławskiego potwierdzają, że współpraca jest realna, a nie tylko na papierze. Przejawia się m.in. we wspólnych szkoleniach i patrolach.

Arkadiusz Gruchot,
(współpraca art., acz)