Piątek, 19 lipca 2019

imieniny: Alfreda, Wincentego, Wodzisława

RSS

Biblioteka mogła istnieć?

11.04.2019 13:00 | 1 komentarz | juk

Wracamy do sprawy likwidacji filii nr 2 Biblioteki Publicznej Miasta Pszów, która z końcem kwietnia oficjalnie przestanie funkcjonować. Władze książnicy zarzekały się, że do zamknięcia oddziału niejako zostały zmuszone przez właściciela budynku, w której się znajdował, ponieważ wymówił on umowę najmu lokalu. Do naszej redakcji zgłosił się owy właściciel, który inaczej przedstawia całą sprawę.

Biblioteka mogła istnieć?
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Od ponad 10 lat filia nr 2 znajdowała się w prywatnym, wynajmowanym przez miasto lokalu przy ul. Armii Krajowej. Kilka miesięcy temu zmienił się właściciel budynku, w którym filia się mieściła. Została nim pani Anna Piszczek, która przejęła obiekt od swojej mamy. - Nie chciałabym wchodzić w żaden spór z władzami biblioteki, czy mieszkańcami Pszowa. Nie to jest moją intencją. Ale nie mogę pozwolić na to, żeby całą winą za likwidację biblioteki obarczano mnie - mówi pani Anna.

Za duże koszty, za małe opłaty

Za wynajem lokalu o powierzchni 120 m2 miasto miesięcznie płaciło 1250 zł plus 200 zł za ogrzewanie. - Umowa, którą 10 lat temu moja mama zwarła z miastem Pszów na wynajem pomieszczeń dla potrzeb biblioteki była bardzo sprytnie skonstruowana. Jej zapisy blokowały jakiekolwiek podwyżki, czy to stawki za wynajem, czy nawet opłaty za opał - mówi właścicielka budynku. Dodaje, że 200 zł za ogrzewanie jest stanowczo za małą kwotą. - Cena tony węgla od kilku lat wzrasta. Dziś kosztuje już ponad 600 zł, a na całoroczne ogrzewanie biblioteki schodziło około 5 ton - podkreśla pani Anna. Dlatego chciała zmienić zapisy umowy. Żeby to zrobić, najpierw musiała ją wypowiedzieć. Tak też zrobiła. - Podpisałabym nową umowę na wynajem lokalu dla biblioteki, ale już na innych warunkach. Te, które zaproponowałam, nie spodobały się władzom biblioteki - tłumaczy pani Anna.

Właścicielka budynku tłumaczy również problem ogrzewania. - Nie zgodzę się z tezą, że pomieszczenie, w którym jeszcze do niedawna znajdowała się biblioteka, nie było ogrzewane. Codziennie o godz. 5.00 wstawałam i rozpalałam ogień w piecu - mówi. - Jednak cztery kaloryfery w głównej części, które niejednokrotnie były zapowietrzone, nie są w stanie ogrzać 120 m2 - dodaje, wskazując, że o ich ilości decydowały władze miasta i książnicy, kiedy tworzyły filię przy Armii Krajowej.