Sobota, 20 lipca 2019

imieniny: Czesława, Hieronima, Eliasza

RSS

Zamknęli kopalnię i miejską spółkę

24.08.2018 13:00 | 2 komentarze | juk

Radlińska Strefa Aktywności Gospodarczej (RSAG) została utworzona w listopadzie 1999 r., ale nie przyciągnęła żadnego inwestora. Jej właścicielem w całości jest miasto Radlin. Po niespełna 20–letniej działalności strefa została zamknięta. Powód? Włodarze tłumaczą, że „wyczerpała swoją formułę”.

Zamknęli kopalnię i miejską spółkę
Kopalnia piasku mieściła się przy bocznej ul. Rybnickiej, tuż przy radlińskiej hałdzie. Na mapie zaznaczono czerwonym kółkiem.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Strefy aktywności gospodarczej są terenami przeznaczonymi do prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców. Do najważniejszych ich celów i zadań należą m.in. tworzenie alternatywnych miejsc pracy, współdziałanie z władzami państwowymi, samorządowymi i publicznymi na rzecz rozwoju gospodarczego gminy oraz aktywizacji rynku pracy w mieście.

Zadania były inne

Radlińska Strefa Aktywności Gospodarczej przez 19 lat swojej działalności nie przyciągnęła żadnego inwestora, który rozpocząłby tam działalność. A co za tym idzie, utworzył nowe miejsca pracy. – Przed spółką nie były stawiane takie zadnia. Tym zajmuje się urząd miasta – tłumaczy zastępca burmistrza Radlina, Zbigniew Podleśny. W ramach RSAG–u w 2000 r. została otworzona kopalnia piasku. Piaskownia mieści się przy bocznej ul. Rybnickiej, tuż przy radlińskiej hałdzie. Przedmiotem jej działalności było przede wszystkim pozyskiwanie i sprzedaż piasku oraz rekultywacja terenu. I właśnie tym RSAG – przy pomocy kopalni – miała się zajmować.

Spółka ponosiła straty

Jak tłumaczy Zbigniew Podleśny kopalnia wyeksploatowała wszystkie złoża piasku, dlatego formuła RSAG–u została wyczerpana. – Nie szukaliśmy na siłę kolejnych złóż i postanowiliśmy spółkę rozwiązać – dodaje Podleśny. Na miejskiej stronie urzędowej zamieszczone są podstawowe dane finansowe dotyczące spółki. Można z nich odczytać za co, ile oraz w jakim czasie spółka odprowadzała do gminy podatki, opłatę eksploatacyjną oraz dywidendę. Przez 17 lat swojej działalności, począwszy od 2000 r., do miejskiej kasy trafiło łącznie prawie 576 tys. zł. Okazuje się również, że przez 12 lat spółka nie odprowadzała dywidendy, przez 5 nie płaciła opłaty eksploatacyjnej, a przez 3 nie płaciła podatków. Ponadto w ostatnich latach RSAG była na minusie. W 2016 i 2017 r. strata wyniosła prawie 310 tys. zł. Był to najwyższy w historii spółki ujemny wynik finansowy. Jak tłumaczy Katarzyna Macha z radlińskiego magistratu straty wynikały m.in. ze spadku przychodów związanych z końcowym etapem rekultywacji gruntów, kosztów stałych związanych z amortyzacją, zużyciem materiałów, energii i podatków na rzecz gminy. W efekcie w 2017 r. podjęto kroki, by RSAG zlikwidować. – Po zakończeniu niezbędnych formalności, m.in. w Wyższym Urzędzie Górniczym, możliwym stało się przedstawienie radlińskiej radzie miasta projektu uchwały w zakresie rozwiązania spółki – dodaje Macha. Rajcy przychylili się do pomysłu włodarzy. W konsekwencji 23 lipca spółka została postawiona w stan likwidacji. Likwidatorem został dotychczasowy jej prezes, Dionizy Sokalla.

Szacowane koszty likwidacji spółki wyniosą około 20 tys. zł. W sierpniu zostaną rozwiązane umowy z dwoma pracownikami pracującymi na ułamkowych częściach etatu. Natomiast kupnem zrekultywowanego „na płasko” terenu kopalni jest już zainteresowany jeden z radlińskich przedsiębiorców.

Przedstawili szczątkowe dane?

Likwidacją miejskiej spółki był zdziwiony Leszek Bednorz, mieszkaniec Radlina. W piśmie złożonym do radlińskiego magistratu pod koniec czerwca prosił o przedstawienie do publicznej wiadomości informacji dotyczących podsumowania działalności spółki od początku jej utworzenia. Zestawienie miało zawierać takie dane jak m.in. ilość przekazanych spółce terenów, korzyści, jakie miasto uzyskało z powołania spółki oraz wyniki finansowe w poszczególnych latach. – Do 8 sierpnia nie otrzymałem żadnej odpowiedzi na moje pismo. Kiedy kontaktowałem się z urzędem miasta, a konkretnie z sekretariatem pani burmistrz, udało mi się uzyskać odpowiedź ustną, że coś zostało zamieszczone na stornie internetowej. Kultura i powaga tego urzędu wymaga, żeby pisemnie poinformować autora pisma, że coś takiego miało miejsce, co jednak nie zostało uczynione – mówi Bednorz. Dodaje, że przedstawione na stronie urzędowej informacje są szczątkowymi danymi, które dają tylko ogólny pogląd na sytuację. – Do pełnej analizy niezbędne byłby pełne dane finansowe łącznie ze sprawozdaniami, do których dostępu nie ma – podkreśla.

(juk)