Wtorek, 19 lutego 2019

imieniny: Arnolda, Konrada, Mansweta

RSS

Tablety dla radnych: 3 x NIE - Złośliwy komentarz tygodnia Bozydara Nosacza

06.10.2016 07:00 | 4 komentarze | web

Miasto Racibórz prawdopodobnie wybuli 47 tysięcy złotych na tablety dla radnych. Do tego dojdą jeszcze coroczne opłaty licencyjne za oprogramowanie. Moja wiekowa ciocia mówi, że marnować pieniądze można lepiej albo gorzej.

Tablety dla radnych: 3 x NIE - Złośliwy komentarz tygodnia Bozydara Nosacza
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Według ciocinej alternatywy kasa na tablety zostanie zmarnowana „lepiej”. Bo przecież urzędnicy mogli z łatwością przeputać ją „gorzej” czyli przykładowo na jakiś koncert z plejbeku, z którego nie ma pożytku nikt poza wykonawcą. A z tabletów na pewno parę osób się ucieszy.

Pozostawiam ocenie czytelników czy zakup tabletów to marnotrawstwo czy tylko lekkomyślność połączona z wiarą w cuda. Poniżej trzy tezy do przemyśleń.

Po pierwsze, jeśli już radni rzeczywiście potrzebują tabletów to powinni je kupić sobie za własne pieniądze. Urząd mógłby im co najwyżej pomóc w wynegocjowaniu u dostawcy dobrej ceny, organizując zakup grupowy. Niech nikt mi nie mówi, że radnego, który w ciągu kadencji kasuje co najmniej 40 tys. złotych diet nie stać na wydanie paru stówek na coś, co jest mu potrzebne do pracy. W końcu kandydując na funkcję społeczną chyba miał świadomość, że tak jak musi mieć własne buty, żeby iść na sesję czy komisję, tak powinien też mieć narzędzie do komunikacji z otoczeniem czy do przeglądania dokumentów. Zwłaszcza, że tablet to dziś standard, którym posługują się już dzieci w przedszkolu.

Po drugie, kupowanie tabletów radnym w połowie kadencji czyli tylko na dwa lata to kolejne nieporozumienie (choć trzeba uczciwie przypomnieć, że opozycja chciała ich już na początku). Zanim radni wdrożą się w nowe rozwiązania, miną kolejne miesiące. A oczyma wyobraźni już widzę to oddawanie urządzeń po skończonej kadencji i… kolejny przetarg za dwa lata na nowiuteńkie tablety dla następców.

Po trzecie i chyba najważniejsze: nie ma żadnych, absolutnie żadnych przesłanek, że wydanie pieniędzy na tablety poprawi jakość pracy radnych. A przecież TYLKO to uzasadniałoby ten ekstrawydatek. Jak mówił Stefan Kisielewski: od samego mieszania herbata nie staje się słodsza. Tak samo radny wyposażony w elektroniczny gadżet nie stanie się nagle wizjonerem, jeśli przez dwa poprzednie lata nie miał nic ważnego do powiedzenia. A niestety ta uwaga dotyczy ogromnej większości obecnych radnych. Więc jeśli jedynym realnym argumentem za zakupem tabletów jest fakt, że obecne prezydium rady nie potrafi prawidłowo policzyć głosów na sesji to taniej będzie zmienić prezydium. Zwłaszcza, że moda na łapanie pokemonów mija i nawet do tego tablety się nie przydają…

Zobacz pozostałe teksty Bożydara


Masz informację, która nadawałaby się do tej rubryki i chcesz się nią podzielić? Napisz: bozydar.nosacz@outlook.com