Poniedziałek, 12 kwietnia 2021

imieniny: Juliusza, Ludosława, Zenona

RSS

Bądź życzliwy, zrozum dzika

05.11.2013 00:00 OQL

Mariusz Weidner rozmawiał z Maksymilianem Klimżą, prezesem raciborskiego koła łowieckiego „Bażant 2” z siedzibą w Bieńkowicach. W tej wsi członkowie koła odbywają swoje zebrania, ćwiczenia na strzelnicy i organizują uroczystości okolicznościowe, jak ta jubileuszowa z 26 października kiedy koło świętowało 60-lecie.

– Ilu członków liczy aktualnie koło?

– Jest nas obecnie blisko 40, prawie połowę stanu liczebnego stanowią dojrzalsi myśliwi. Ja pełnię funkcję prezesa koła już 9. rok.

– Bywało was więcej?

– Ten stan utrzymuje się od lat na zbliżonym poziomie. Bywa, że dwóch czy trzech ubędzie, ale szybko któryś młody się zjawia i uzupełnia braki.

– Kto w waszym gronie jest najstarszy?

– Mamy członków w wieku powyżej 80 lat. Oni są już mało aktywni w leśnych wędrówkach. Dla przykładu to panowie Ignacy Mrozek z Ponięcic i Ryszard Jozef z Krzanowic.

– Wyróżniacie ze swego grona kogoś w sposób szczególny?

– My tego nie robimy, trofea się nie liczą tyle co przynależność. Każdy jest u nas równy. Ma strzelać i dbać, spełniać plan wytyczony przez łowczego. Mamy w naszym gronie znane postaci, jak wójt Krzyżanowic Grzegorz Utrack. Na razie nie ma jeszcze dużo doświadczenia ale radzi sobie coraz lepiej.

– W jakiej kondycji jest teraz koło Bażant? Czy myśliwstwo to dzisiaj popularne zajęcie?

– Tak bym nie powiedział. Obserwuję wyrwę czasową w formowaniu się naszego koła. Więcej jest tych doświadczonych niż młodego narybku. Trudno, żeby cisnęło się do nas wielu chętnych gdy w mediach, zwłaszcza w telewizji podawany jest nieprawdziwy obraz myśliwego.

– Na czym polega ten niezgodny z prawdą wizerunek?

– Myśliwy to nie jest ten co chwyta za broń i biegnie strzelać do zwierząt. Nie pokazuje się wcale tych pożytecznych i absorbujących obowiązków naszej zimowej troski o zwierzynę, o którą członkowie koła dbają szczególnie. Mróz 30 stopni a my jesteśmy w lesie. Owszem, myśliwi strzelają, ale i dokarmiają. Wszystko według planu rocznego. Nasz sezon kończy się w marcu.

– Jak to wygląda w praktyce, ta troska o zwierzynę?

– W każdą sobotę się zbieramy. Ładujemy słomę do auta. Czy jest śnieg, czy go nie ma, trzeba jechać pod budkę podsuwać paszę zwierzętom.

– Jakie macie potrzeby na najbliższą przyszłość?

– Chcielibyśmy więcej życzliwości od ludzi. Bywa z tym nie najlepiej. Nieraz dzik poryje pole, a przecież on też musi z czegoś żyć. To trzeba zrozumieć. Kiedy zaorana jest każda droga i rów, to zwierzę przyjdzie upomnieć się o swoje. Ale próbujemy łagodzić te szkody.

– Dziękuję za rozmowę.

 

Co tu biega, co tu kica

Jak w kole oceniają stan zwierzyny, nad którą pieczę sprawują jego myśliwi? Słabo jest jeśli chodzi o występowanie tu bażantów, kuropatw czy zajęcy. Stany zwyżkowe notuje liczebność dzików, które pchają się do podraciborskich upraw kukurydzy z pobliskich, czeskich lasów. Na stałym poziomie utrzymuje się pogłowie saren.

  • Numer: 45 (1121)
  • Data wydania: 05.11.13