Niedziela, 11 kwietnia 2021

imieniny: Filipa, Leona, Jaromira

RSS

Miasto bogactwem stoi

28.11.2006 00:00
Im więcej zarobimy tym więcej ma miasto. Dochody miejskiej kasy zależne są od tego, ile zarabiają mieszkańcy i firmy.

Każda gmina otrzymuje blisko 40 proc. podatków płaconych przez jej obywateli oraz 6,71 proc. podatku odprowadzanego do fiskusa przez działające na jej terenie spółki. Te dochody z PIT i CIT determinują poziom wydatków, jakie samorząd może przeznaczyć na swoje zadania, m.in. inwestycje czy oświatę. Jak się okazuje, sytuacja Raciborza wcale nie jest taka zła. Dochody z roku na rok rosną. A dzięki rozsądnej polityce władz mogą być jeszcze większe.

Mieszko wróć
Wedle szacunków ministra finansów, z tytułu udziałów w PIT i CIT do kasy Raciborza wpłynie w przyszłym roku 26,2 mln zł: 25,2 mln zł od zarobkujących mieszkańców i milion od firm. To więcej niż piąta część wszystkich szacowanych na 120,1 mln zł dochodów miasta (tworzą je również subwencje, wpływy z podatków i opłat lokalnych, np. od nieruchomości, prywatyzacji mienia).

Pracują na to nie tylko takie lokomotywy, jak SGL Carbon Polska (dawny ZEW) czy Rafako (obie spółki znalazły się niedawno na liście 2000 największych polskich przedsiębiorstw), ale również mniejsze przedsiębiorstwa. Kondycja raciborskich firm wyraźnie się polepsza, bo w tym roku (dane ze sprawozdania z wykonania budżetu za I półrocze) z tytułu udziału w podatku CIT magistrat ma otrzymać 950 tys. zł. Skoro na przyszły rok zaplanowano więcej, to znaczy, że przedsiębiorstwa wykazują coraz wyższy zysk. Bez niego bowiem nie płacą podatku, a gmina nie otrzyma swojej części daniny.

Sytuacja byłaby jeszcze lepsza, gdyby władzom nowej kadencji udało się przekonać do powrotu do Raciborza zarząd Mieszka. Ta czołowa krajowa firma branży cukierniczej, która ma dwa największe zakłady właśnie w naszym mieście i tu produkuje swoje sztandarowe produkty, jak chociażby ZoZole, siedzibę zarządu przeniosła niedawno do Warszawy. Powód? Ostatnio nękano ją szeregiem kontroli i inspekcji. Prezes nie ukrywał, że ratunku ze strony władz miasta nie było żadnego, więc najlepiej było przeprowadzić się do stolicy. Cóż, że na papierze, bo cały management spółki i tak urzęduje w Raciborzu.

Obecnie, choć Racibórz pracuje na zyski Mieszka (a te wedle danych za III kwartał są coraz większe), śmietankę spijają warszawiacy, bo udziały w CIT idą nie za tą gminą, gdzie firma produkuje, ale gdzie ma siedzibę. Mieszkowi sprawa jest obojętna, bo skoro władzom miasta poprzedniej kadencji na firmie nie zależało, to w zasadzie czym ma się martwić. Ważne, że przenosząc zarząd pozbyła się problemów z kontrolami.

Pieniądz robi pieniądz
Znacząco, wedle danych resortu finansów, rosną osobiste dochody, a tym samym podatki płacone przez raciborzan. W tym roku (dane ze sprawozdania budżetowego prezydenta za I półrocze) z udziałów w PIT miasto ma otrzymać 21,86 mln zł. Na przyszły rok zaplanowano 25,2 mln zł, a więc o 3,64 mln zł więcej. Kwoty tej nie wzięto z sufitu. Takie dane nadesłano z ministerstwa. Konstrukcja ustawy o finansach publicznych wyraźnie premiuje te gminy, które potrafią pobudzić wewnętrzny rynek usług i handlu. Dzięki temu dają swoim mieszkańcom zatrudnienie, a firmom zyski. W ten sposób zgarniają też więcej z podatków, jakie wpływają na ich terenie z PIT czy CIT. Ten mechanizm dawno zrozumiały władze Rybnika, kreując to miasto na centrum handlu i usług subregionu zachodniego. Niezrozumiały był natomiast, widoczny aż do 2002 r., upór władz Raciborza, które nie chciały słyszeć np. o hipermarkecie. Efekt? Zaczęliśmy wydawać swoje pieniądze u sąsiadów, tam napędzając koniunkturę.

Powstanie Kauflanda czy Auchana sytuację tę częściowo zmieni. Pieniądz nie będzie już „wyjeżdżał” z Raciborza, tak jak dotąd. Co więcej, „przypłynie” go więcej z ościennych gmin i powiatów, np. głubczyckiego. Większa klientela daje zaś szansę na rozwój małej i średniej przedsiębiorczości w handlu.

Problem w tym, czy ze zjawiskiem będą potrafiły sobie poradzić władze miasta. Racibórz posiada niedorozwiniętą sferę usług od kultury po rekreację. Mówiąc wprost: nie ma żadnej spójnej oferty rozrywki. Można co prawda obejrzeć kinowy hit w czasie ogólnopolskiej premiery, ale trudno skorzystać z basenu czy dyskoteki. Raciborzanie szukają recepty na wolny czas poza swoim miastem. To trzeba zmienić.

Grzegorz Wawoczny

  • Numer: 48 (763)
  • Data wydania: 28.11.06