Wtorek, 26 maja 2020

imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

RSS

Personel szpitala: stres i strach przed niewiadomym zapanował między nami

13.03.2020 20:01 | 17 komentarzy | ma.w

Pielęgniarki z Gamowskiej, z którymi rozmawialiśmy, obawiają się przekształcenia szpitala rejonowego w „jednoimienny” - zakaźny dla całego województwa śląskiego. - Jesteśmy na to nieprzygotowani. Pod względem infrastruktury, wyposażenia i umiejętności - powiedziały nam przedstawicielki personelu szpitalnego.

Personel szpitala: stres i strach przed niewiadomym zapanował między nami
W piątek rozpoczęła się reorganizacja raciborskiego szpitala rejonowego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Nikt z nami nie rozmawia, nikt nas nie wysłucha - tymi słowami skontaktowały się z redakcją panie pracujące na Gamowskiej (prosiły o zachowanie danych do wiadomości redakcji). O rewolucyjnych zmianach w swoim miejscu pracy dowiedziały się z internetu. - Nikt w szpitalu wcześniej o tym nie powiedział i nikt nic nie wiedział z personelu na nocnej zmianie - powiedziały nam w piątkowe popołudnie osoby zatrudnione w jednym z oddziałów szpitalnych.

Opowiedziały, że na oddziale mają dziś tylko dwa kombinezony i parę masek. Tymczasem 1 kombinezon jest na 1 wejście do pacjenta zarażonego. Przy przyjęciu takiego pacjenta muszą być obecni: lekarz w kombinezonie oraz tak samo ubrana pielęgniarka. Wychodząc z sali, gdzie znajduje się chory, medycy powinni się przebierać w specjalnej śluzie. Takich śluz brakuje na oddziałach. - Na korytarzach mamy się przebierać? - pytają nasze rozmówczynie.

W rozmowie z Nowinami pielęgniarka przyznała, że szef ich oddziału przyniósł im informację z porannego spotkania z dyrekcją. - Przyznam, że był bardzo poruszony. Pierwszy raz go takim widziałyśmy - mówią nam panie, z którymi rozmawialiśmy.

Uważają, że lecznica nie jest aktualnie przygotowana na przyjęcia chorych z koronawirusem, gdyż nie ma do tego warunków, nie posiada odpowiedniego sprzętu, np. odpowiedniej liczby respiratorów. - Przygotowanie oddziału spadło na barki ordynatora i pielęgniarki oddziałowej. Powiedziano im, że sami mają pomyśleć jak to zorganizować - kwitują panie, które zdecydowały się podzielić informacjami z dziennikarzem.

Z wiedzy jaką miały nasze rozmówczynie wynika, że do prac przystosowujących szpital do walki z koronawirsuem zostanie zaangażowane wojsko. - Mają robić śluzy, prowadzić tunele i stawiać ścianki. Dyrektor szpitala mówił nam, że na sprzęt złożono zapotrzebowanie i wszystko ma dotrzeć. Szkolenia? Tylko oddziałowe przeszkolono, niższy personel już nie. Nikt z nami nie rozmawia. My się po prostu boimy - nie kryją niezadowolenia i strachu.

Jak twierdzą pielęgniarki, szef szpitala zapewniał swoich podwładnych (mówił to również wcześniej mediom - przyp. red.) że nie otworzy placówki jeśli nie będzie miał odpowiednich środków bezpieczeństwa personalnego oraz odpowiedniego sprzętu do leczenia. Podał też, że personel niezabezpieczony nie podejdzie do pacjenta z COVID-19.

- My nie mówimy tylko o kombinezonach i maskach, ale mówimy o infrastrukturze szpitala. Przecież my tu mamy jedną śluzę i jedną separatkę i to wszystko. To przekształcenie wydaje się nierealne - podkreślały nasze rozmówczynie.

Pielęgniarki wskazują, że z personelem nie miało się odbyć żadne spotkanie, ale panie się skrzyknęły i zażądały wspólnie rozmowy z obecnymi pod lecznicą starostą Grzegorzem Swobodą i dyrektorem Ryszardem Rudnikiem. Ci wystąpili na Gamowskiej przed kamerami m.in. Polsatu, TVN i TVP. - Zależało nam żeby było nas na tym spotkaniu jak najwięcej. Mieliśmy wiele pytań do starosty i dyrektora. My nie jesteśmy przeszkolone do takiej pracy, nie wiemy nawet jak się prawidłowo ubiera te kombinezony - przyznała jedna z naszych rozmówczyń.