Niedziela, 26 maja 2019

imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

RSS

Bez znieczulenia, czyli anestezjolodzy odchodzą ze szpitala

13.04.2017 07:00 | 9 komentarzy | ma.w

Szpital boryka się z poważnymi problemami kadrowymi. Na brak specjalistów narzeka najbardziej oddział anestezjologiczny. Ubywa tam lekarzy i nie ma ich kim zastąpić. – Z kadrami w szpitalu będzie coraz gorzej – przyznaje dyrektor Ryszard Rudnik.

Bez znieczulenia, czyli anestezjolodzy odchodzą ze szpitala
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Gamowska odczuwa skutki zaniedbań w krajowej służbie zdrowia. System kształcenia lekarzy od lat jest felerny. Młodzi szybko emigrują za chlebem, bo są w Europie poszukiwani. Na miejscu, zwłaszcza w ośrodkach prowincjonalnych jak szpitale powiatowe, rzadko widzą swą przyszłość. Pod względem kadrowym najgorzej jest na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. W krótkim czasie zdecydowało się go opuścić sześciu specjalistów. Dyrekcja próbuje łatać dziury, ale na rynku medycznym, w grupie anestezjologów jest wyjątkowo ciężko. Orientujemy się w tej kwestii, w niedalekim od Raciborza szpitalu powiatowym, gdzie na anestezjologii też występują luki na dyżurach. Dyrekcja sięga wtedy po usługi prywatnej firmy jako podwykonawcy.

Za mało pieniędzy

Anestezjolodzy pukają do drzwi gabinetu dyrektora Ryszarda Rudnika już od paru miesięcy. Ten wskazuje na skromy jego zdaniem budżet na szpitalne płace. Dodaje, że inne grupy pracownicze też domagają się podwyżek. Liczyłby na większą pomoc właściciela lecznicy, ale starosta Ryszard Winiarski uważa, że powiatu nie stać na podwyżki.

Tyle, że okoliczne szpitale – z tego co rozeznał już Ryszard Rudnik – podniosły stawki płac. – Zaczynamy się z tym mierzyć – mówi dyrektor. Wskazuje na Wodzisław Śląski. – Jak ktoś dostanie 1000 zł więcej gdzie indziej to wybiera lepsze warunki, a ja nie mam zamiaru się przebijać na stawki – oznajmia dyrektor. Rudnik wie, że wodzisławskie starostwo dotuje swój szpital kwotą 8 mln zł rocznie. – Starostwo musi się poczuć właścicielem i musi też nas wesprzeć finansowo – podkreśla R. Rudnik. Trudno mu także przekonywać nowych specjalistów do pracy w Raciborzu, bo zniechęca ich długi i niełatwy dojazd. – Z Katowic i aglomeracji, gdzie są lekarze, do naszego szpitala jedzie się teraz nawet i trzy godziny. To dla wielu zbyt długo – zaznacza dyrektor.