Wtorek, 18 maja 2021

imieniny: Eryka, Aleksandry, Feliksa

RSS

Szkody z rozgrywania anonimu – komentarz Arkadiusza Gruchota

23.02.2021 09:56 | 18 komentarzy | AG

To, co dzieje się wokół anonimowego donosu na przewodniczącego rady miejskiej Dezyderiusza Szwagrzaka jest niepotrzebne i szkodliwe. Przynosi fatalne skutki nie tylko bezpośrednim uczestnikom tej rozgrywki, ale także wszystkim mieszkańcom miasta.

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Anonimy pisano już w starożytności. Jako dziennikarz widziałem ich mnóstwo. Nie zawsze ludzie piszą je z zawiści czy podłości. Czasem są gestem rozpaczy i bezradności skrzywdzonych. Nie przesądzam, jak jest w tej sytuacji. My, dziennikarze, też czasem korzystamy z anonimów w naszej pracy, jeśli dostrzegamy w nich prawdopodobieństwo opisanych zdarzeń i społeczny interes w zajęciu się sprawą. Ale bezwzględna reguła jest zawsze taka sama: najpierw sprawdzamy, potwierdzamy, a dopiero gdy mamy pewność (lub przynajmniej jej domniemanie) ujawniamy sprawę publicznie. Tu zrobiono na odwrót, co może skutkować wyrządzeniem komuś nieodwracalnej krzywdy (gdyby zarzuty się nie potwierdziły), a także – poprzez publiczne rozgrzanie emocji i konfliktów – utrudnić przeprowadzenie rzetelnej weryfikacji opisanych zarzutów.

Niebezpiecznym precedensem jest także wychwalanie anonimu przez prezydenta Mieczysława Kiecę w wypowiedzi dla portalu TuWodzisław. Cytuję odnośny fragment: „To nie jest anonim. I nie jest to anonim z dwóch powodów: po pierwsze ten kilkustronicowy tekst, który został rozesłany do wielu redakcji, radnych, instytucji zawiera imiona i taki opis, że każda osoba, tym bardziej osoba sprawująca nadzór, jeżeli poprosiłaby o listę pracowników na przestrzeni lat, przejrzała ją – to zidentyfikuje każdego z imienia i nazwiska. To nie jest kilkutysięczna firma”.

Prezydent proponuje zadziwiającą wykładnię: wystarczy, aby anonim był obszerny, został rozesłany do wielu adresatów i występowały w nim identyfikowalne postacie i opisy – a już można go traktować jako nie-anonim. Proponuję więc następujący eksperyment myślowy. Do Rady Miasta wpływa niepodpisane pismo o treści: „Uprzejmie donoszę, że prezydent Mieczysław Kieca kupił od Donalda Trumpa jaguara amerykańskiego (drapieżnika zagrożonego wyginięciem) i przetrzymuje go w piwnicy swojego domu, który wygląda następująco… (i tu opis)”. Zgodnie z wykładnią Kiecy pismo nie jest anonimem, bo przecież… postacie i opisy są prawdziwe, opis domu się zgadza. Kolejny krok to zapoznanie z pismem „wielu redakcji, radnych, instytucji”, publiczna debata, wniosek do prokuratury, a następnie zwołanie nadzwyczajnej sesji w celu odwołania prezydenta, zanim jeszcze prokurator otworzy kopertę z doniesieniem. Czy to nie jest przypadkiem dla samorządu niebezpieczny precedens, który będzie można odtąd wykorzystywać, aby się łatwo kogoś pozbyć?

Sprawdzeniem zarzutów z anonimu zajmie się prokurator i to, przy takiej eskalacji emocji i niepewności, jest bezdyskusyjnie potrzebne. Każde podejrzenie skrzywdzenia kogokolwiek wymaga wrażliwości i uwagi, ewentualnego naprawienia krzywd i ukarania winnych. Natomiast publiczny spektakl wokół sprawy anonimu (pomijam tu intencje i profesjonalizm reżyserów) jest niepotrzebny i zły. Nie tylko pogłębia już istniejące konflikty w wodzisławskich samorządach, ale wywołuje nowe. Jestem przekonany, że po raz kolejny zaufanie mieszkańców do swoich przedstawicieli się obniżyło, choć i bez tego nie jest imponujące. Być może także domniemani skrzywdzeni pracownicy – autorzy anonimu – zastanawiają się, czy ktoś ich czasem cynicznie nie wykorzystuje. Tak czy siak, te wszystkie gierki i konflikty są marnowaniem czasu i energii ludzi w mieście, w którym problemów do rozwiązania nie brakuje.


Zobacz również: