Wtorek, 18 maja 2021

imieniny: Eryka, Aleksandry, Feliksa

RSS

07.03.2021 07:00 | 0 komentarzy | red

Ks. Łukasz Libowski pisze encyklice papieża Franciszka pt. Fratelli tutti.

Czytając Franciszka: Czułość
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Czym jest czułość?

Tym razem chciałbym, mili czytelnicy, abyśmy zajrzeli do ostatniej encykliki papieskiej i wyłuskali sobie z niej jedną myśl, która, jak śmiem ufać, może być dla nas cenną: dla nas żyjących w dość chyba jednak zbrutalizowanej, agresją i jakimś niezdrowym, destrukcyjnym chłodem przepojonej rzeczywistości – mam tu na uwadze przede wszystkim codziennie nasze bycie i funkcjonowanie i nasze zwyczajne, domowe, przyjacielskie, koleżeńskie, zawodowe, kościelne, a także te zupełnie okazjonalne, przypadkowe, uliczne, sklepowe i im podobne międzyludzkie stosunki. Oczywiście, to, że nazywam nasz świat zbrutalizowanym, wcale nie znaczy – śpieszę zaznaczyć – iż widzę go tylko i wyłącznie takim: proszę wziąć tę konstatację jedynie jako charakterystykę naszego świata grubą kreską namalowaną, a więc ogólną i, co tu dużo tłumaczyć, powierzchowną, na skromnych moich odczuciach i wrażeniach jedynie opartą, która ma to jedno zadanie, aby posłużyć nam jako punkt wyjścia. Kto na nią zgodzić się nie może, kto na nią przystać nie chce, dobrze zrobi, jeśli dalej tekstu niniejszego czytał nie będzie – raczej doń nie trafi.

A zatem – encyklika Fratelli tutti: Franciszek ogłosił ją w Asyżu 3 października ubiegłego roku, w wigilię święta swojego patrona, Biedaczyny; wypowiada się w niej Ojciec Święty na temat, bardzo chyba ważny dla niego, braterstwa i przyjaźni społecznej. W rozdziale piątym tegoż pisma, poświęconym zagadnieniu miłości w polityce – musimy to zaznaczyć, żeby słowa poniższe były dla nas klarowne, żebyśmy, wiedząc o kontekście, z jakiego zostały one wyrwane, dobrze je zrozumieli – w punkcie tekstu 194. papież stwierdza – niezmiernie skądinąd ciekawe to stwierdzenie: „Również w polityce jest miejsce na czułą miłość”. Po czym, cytując swoją wypowiedź z 2017 r., Franciszek pyta: „Czym jest czułość?”. I zaraz odpowiada, dalej cytując samego siebie: „To miłość, która staje się bliska i konkretna. Jest to ruch, który pochodzi z serca i dociera do oczu, uszu, rąk”. A do tych dwóch definicji czułości Ojciec Święty dorzuca jedną uwagę: „[…] Czułość jest drogą, którą przemierzyli najodważniejsi i najsilniejsi mężczyźni i kobiety” (Videomessaggio al TED 2017 di Vancouver [26 kwietnia 2017 r.]: L’Osservatore Romano, 27 kwietnia 2017 r., s. 7). Całość podsumowuje z kolei Franciszek dwoma, znów stanowiącymi autocytat, zdaniami komentarza, w którym od–krywa jeszcze jeden aspekt fenomenu czułości: „W działalności politycznej, «najmniejsi, najsłabsi, najubożsi muszą budzić w nas czułość: mają «prawo» poruszyć naszą duszę i nasze serce. Tak, oni są naszymi braćmi, i dlatego musimy ich kochać i traktować jak braci»” (Audiencja generalna [18 lutego 2015 r.]: L’Osservatore Romano, wyd. pol., n. 3 – 4/2015, s. 38).

Wybór i trwanie

Odsączmy, moi drodzy, pierwiastek polityczny, jaki mamy w przywołanych słowach papieskich, odstawiając go na bok, i spójrzmy na tę Franciszkową wypowiedź nie jako na wypowiedź o polityce – gdyby tak na nią patrzeć, podług, zresztą, intencji jej autora, stanowiłaby ona materiał na odrębną refleksję – ale jako na wypowiedź o naszym, ludzkim, ze sobą wzajemnym obcowaniu: czyż nie okazuje się ona wówczas nauką o najzwyczajniejszej, codziennej czułości, czyż nie przeobraża się ona wówczas w wielki apel o czułość, w wielką zachętę do czułości w naszym codziennym rozmaitej natury spotykaniu się ze sobą, w naszym byciu i trwaniu ze sobą wespół, razem? – ja przynajmniej nie widzę jakiegokolwiek powodu, dla którego nie miałbym odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Naturalnie, można by w tym punkcie przytaczać inne jeszcze ustępy z dokumentów Ojca Świętego, w których mówi on o czułości, może jaśniej nawet i bardziej wyczerpująco niż tu – byłoby tego doprawdy sporo – żeby wyraziście i dobitnie ukazać jego stanowisko w odnośnej kwestii, ale darujmy sobie, nie o to przecież chodzi. Nie o to chodzi, byśmy rekonstruowali tu myślenie papieża o czułości w możliwie całej jego rozciągłości, byśmy zagłębiali się tu we Franciszkową, jeśli można tak rzec, teorię, filozofię czy teologię nawet czułości, lecz o to, żeby, sięgnąwszy do wybranych jego spostrzeżeń odnośnie do czułości, właśnie czułością się zajęli, to znaczy, konkretnie, naszą czułością, a właściwie to naszą nieczułością, naszą znieczulicą: byśmy pojęli, owszem, w jakieś tylko niewielkiej mierze, czym ona, czułość, jest, na czym polega, byśmy uświadomili sobie, że mamy z nią problem, byśmy o niej zaczęli rozmyślać, a w końcu, daj Boże, byśmy zechcieli zrobić jej w naszym życiu miejsce i do naszego życia ją zaprosić, do naszego życia ją wprzęgnąć, ze wszystkich swoich sił starając się ją praktykować.

Ograniczając się do naszego źródła, czyli do zacytowanych wyjątków z Fratelli tutti, zapytajmy więc, czym jest czułość. Powiada Franciszek najpierw metaforycznie, poetycko i krótko: jest miłością i ruchem. Zatrzymajmy się na chwilę przy dwu tych tylko elementach papieskich definiensów, na dwu tych koniunkcyjnie połączonych orzecznikach, w których wskazuje Ojciec Święty, zgodnie z klasycznym sposobem definiowania, rodzaj najbliższy czułości, a zatem, że przynależy ona z jednej strony do tego, co zwiemy i co uznajemy za miłość, a zarazem, z drugiej strony – do tego, co jest w naszym przekonaniu i wyobrażeniu ruchem. Wypada bowiem jedną, dość ważną, mniemam, rzecz tu zaznaczyć: że mianowicie orzekając o czułości takie, a nie inne predykaty, Franciszek chce zaakcentować, iż jest ona postawą, trybem czy sposobem egzystencji, iż jest ona swoistym nastawieniem do życia, świata i osób – osób ludzkich i osoby bożej: tak, Bóg także, jak każdy człowiek, pragnie, aby obchodzono się z nim z czułością! – iż jest ona osobliwym nastawieniem, dodajmy jeszcze, do zwierząt i roślin, a zatem do wszystkiego, co ma udział w cudzie życia, iż jest ona szczególnym nastawieniem także do rzeczy, do bytu, do wszystkiego tego, co istnieje, co jest. Trzeba to odnotować, ponieważ, jak się spodziewam, skorzy bylibyśmy myśleć, że czułość tożsama jest z czuciem, że w czuciu zamyka się ona i wyczerpuje, że w czułości idzie o czucie, a zatem o uczucia. Zgoda, odgrywają uczucia w czułości doniosłą rolę – to one otwierają nas na to, co pośród biegu naszych dni na nas spada i co przeżywamy, sprawiając, że potrafimy w to wejść, to one otwierają nas na człowieka, którego napotykamy, umożliwiając nam spotkanie z nim, pozwalając nam zorientować się w jego doświadczeniu – ale nie grają uczucia roli na scenie czułości pierwszorzędnej: w pierwszej kolejności jest wszak czułość wyborem określonego usposobienia się względem rzeczywistości i konsekwentnym, jak najbardziej konsekwentnym trwaniem w tym wyborze, to jest w określonym onym do rzeczywistości usposobieniu.

Twórcza obecność, aktywna asysta

Jakim usposobieniu? – biegnijmy, szanowni państwo, naprzód i pytajmy się o różnicę gatunkową: jakiego rodzaju miłością i jakiego rodzaju ruchem jest czułość? Papież uczy, że chodzi o „miłość, która staje się bliska i konkretna”, i o „ruch, który pochodzi z serca i dociera do oczu, uszu, rąk”. Czułość przeto, wolno nam chyba ze słów Franciszka wnosić, to postawa naznaczona dwoma znamionami, znamieniem bliskości – Ojciec Święty powiada: „miłość, która staje się bliska […]”, „ruch, który pochodzi z serca […]” – oraz znamieniem konkretu – mówi Franciszek: „miłość, która staje się […] konkretna”, „ruch, który […] dociera do oczu, uszu, rąk”. A zatem – rozwińmy cokolwiek definicję papieża, aby mogła stać się dla nas czytelniejsza – czułość to bycie przy, bycie – z, bycie – razem, bycie – dla, to towarzyszenie połączone, związane, splecione, zależnie od okoliczności, zależnie do potrzeb, ze słowem, gestem, dotykiem, uczynkiem, to, rzekłbym, zaangażowana, kreatywna, twórcza obecność, to aktywna asysta.

Czyż, drodzy czytelnicy, za całych naszych serc nie tęsknimy za taką – a niechby było, bo nie ma to koniec końców większego znaczenia, że i za nieco inaczej pojętą – czułością? Czyż czułości, takiej czy innej, nie jesteśmy jak najgoręcej spragnieni? Jesteśmy; musimy przyznać: jesteśmy. I nic w tym dziwnego, absolutnie nic zaskakującego. Toć jak na lekarstwo jej między nami i bardzośmy jej niesyci, a to ona przecież, o czym doskonale wiemy, choć nie zawsze może w sposób świadomy, stanowi warunki, stanowi miejsce i środowisko, w którym możemy zdrowo, harmonijnie, pomyślnie rosnąć i wykwitać. I wtóra strona medalu: czyż, mili moi, nie odkrywamy siebie jako do czułości wezwanych, powołanych, jako do czułości przynaglanych? Czyż czułość nie jawi się nam jako nasze wielkie, wspaniałe zadanie i jako nasze przeznaczenie? Czyż nie znajdujemy w sobie przemożnego pędu ku temu, aby taką czułość całej, tak ludzkiej, jak nieludzkiej rzeczywistości hojnie okazywać, aby taką czułością rozrzutnie szafować? Wystarczy za tym pędem iść, wystarczy pędowi temu dać się prowadzić… Rekapitulując punkt 194. Fratelli tutti papież stawia sprawę jednoznacznie, można by nawet powiedzieć, że ostro: czułość jest naszym obowiązkiem, ludzkim obowiązkiem, to jest obowiązkiem wynikającym z naszego człowieczeństwa, z faktu, że jesteśmy ludźmi – rady nie ma, musimy być czuli; pisze Franciszek: „najmniejsi, najsłabsi, najubożsi – tych najmniejszych, najsłabszych i najuboższych weźmy najszerzej jak się tylko da – muszą budzić w nas czułość: mają «prawo» poruszyć naszą duszę i nasze serce. Tak, oni są naszymi braćmi, i dlatego musimy ich kochać i traktować jak braci”. Czy ów przedziwny obowiązek czułości, który na nas spoczywa, a od którego nijak nie umiemy się wymówić, podejmiemy?

Drogami czułości

I jeszcze jedna konstatacja papieska na ostatek nam pozostała. Otóż zauważa biskup Rzymu: „[…] Czułość jest drogą, którą przemierzyli najodważniejsi i najsilniejsi mężczyźni i kobiety”. Kapitalna ta adnotacja, wywracająca, uważam, nasze pierwotne, przaśne, nieobrobione i nieułożone myślenie o czułości do góry nogami, rozsadzająca, druzgocząca to myślenie: bo zwykliśmy przecież sądzić – jakże ograniczenie, jakże drobnomieszczańsko! – że czułość jest oznaką słabości, że czuły jest człowiek zalękniony i bojaźliwy. Tymczasem Ojciec Święty stawia sprawę zgoła inaczej, przedstawia ją w całkiem odmiennej optyce, arystokratycznie – i oznajmia, iż czułość jest domeną śmiałych i dzielnych.

Życzmy sobie tedy, szanowni państwo, śmiałości i dzielności, które oby wiodły nas nieodmiennie i zawsze drogami czułości!

ks. Łukasz Libowski