Czwartek, 27 stycznia 2022

imieniny: Angeliki, Przybysława, Ilony

RSS

Mniej pieniędzy na naukę języka niemieckiego? Samorządowcy obawiają się, że dojdzie do zwolnień nauczycieli

13.01.2022 11:33 | 4 komentarze | mad

- Jako Rzecznik Praw Obywatelskich nie mogę zgodzić się na to, aby ograniczanie wydatków odbywało się kosztem społeczności lub grup, które i tak często doświadczają marginalizacji w różnych sferach życia społecznego czy kulturalnego, i do których wspierania instytucje państwowe są w sposób szczególny zobowiązane - pisze Marcin Wiącek, odnosząc się do ograniczenia przez Sejm subwencji dla samorządu terytorialnego na nauczanie języka niemieckiego o 40 mln zł. Kwota ta ma wesprzeć nauczanie języka polskiego w Niemczech, ale ten krok budzi sporo kontrowersji, również w powiecie raciborskim. Wójt Rudnika Piotr Rybka mówi Nowinom, że to rozwiązanie może wiązać się z cięciami w oświacie, a młodzież pozbawiona zostanie szans na zdobywanie kompetencji językowych. Samorządowcy liczą na zmianę decyzji.

Mniej pieniędzy na naukę języka niemieckiego? Samorządowcy obawiają się, że dojdzie do zwolnień nauczycieli
Decyzja o zmniejszeniu środków na naukę języka mniejszości budzi kontrowersje. To poprawka autorstwa Janasza Kowalskiego, posła Solidarnej Polski z niedalekiej Opolszczyzny (na zdj. po lewej, fot. Facebook). - To może prowadzić do tego, że będzie należało zlikwidować ten język niemiecki, jako język mniejszościowy - komentuje Piotr Rybka, wójt gminy Rudnik (na zdj. po prawej)
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

17 grudnia 2021 r. Sejm przyjął poprawkę do projektu ustawy budżetowej na rok 2022, zakładającą zmniejszenie wydatków o 39,8 mln zł w części oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego. Pozyskane środki przeznaczono na rzecz zwiększenia rezerwy celowej, w nowo utworzonej pozycji „Środki na nauczanie języka polskiego w Niemczech”. W uzasadnieniu poprawki wskazano, że od 1 września 2022 r. planowane są zmiany organizacyjne w nauczaniu jęz. niemieckiego jako języka mniejszości narodowej, realizowanym w formie dodatkowej nauki języka mniejszości, polegające na zmniejszeniu tygodniowego wymiaru nauczania o dwie godziny.

Co mówi pomysłodawca?

Poprawka została wprowadzona z inicjatywy Janasza Kowalskiego, posła Solidarnej Polski z niedalekiej Opolszczyzny. - Landy finansują naukę języków pochodzenia. Takich jak np. rumuńskiego, włoskiego polskiego dla imigrantów. To wynika z dyrektywy unijnej. Ja natomiast mówię o nauce języka niemieckiego jako ojczystego, tutaj rząd niemiecki nie wydał ani jednego euro, nie wydał w tej sprawie rozporządzeń - tłumaczył na falach Radia Opole.

Wyliczył, że na terenie Polski jest około 150 tys. obywateli deklarujących się jako Mniejszość Niemiecka, a za 236 mln finansowana jest nauka języka niemieckiego dla 50 tys. dzieci. - Widać gołym okiem, że te proporcje są zaburzone. Maksymalnie jest może z 15-18 tys. dzieci, które powinny być objęte tym systemem. Na ponad 30 tys. dzieci są te pieniądze wyłudzone, w taki sposób, że rodzice deklarują, że ich dzieci należą do mniejszości - stwierdził poseł.

Zaznaczył, że jest w kontakcie z ministerstwem edukacji i system będzie uszczelniany. - Nie ma zgody na okradanie i wyłudzanie pieniędzy od polskiego państwa. Za takie rzeczy w Republice Federalnej Niemiec idzie się do więzienia - powiedział Janusz Kowalski.

W trakcie swego wystąpienia w Sejmie wskazywał z kolei, że ta decyzja to przywrócenie symetrii w polsko-niemieckich relacjach. - 30 mln zł na naukę języka polskiego dla Polonii, dla Polaków. Przez 30 lat III Rzeczpospolita o nich nie pamiętała. Proszę o poparcie tej bardzo ważnej dla polskiej racji stanu poprawki - podkreślał z mównicy sejmowej 17 grudnia.

- Nie może być tak, że mniejszość niemiecka ma ćwierć miliarda złotych dotacji, a Polska i Polonia są szantażowane, dyskryminowane przez państwo niemieckie. Nie ma na to zgody. 30 mln zł przeznaczamy jako Zjednoczona Prawica na naukę języka polskiego w Niemczech. To wielki sukces. Bardzo proszę całą Izbę o poparcie tej poprawki - podkreślał.

Wcześniej głos zabierał Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek, po tym jak z mównicy sejmowej poseł Mniejszości Niemieckiej Ryszard Galla (niezrz.) zaapelował do posłów Zjednoczonej Prawicy, by raz jeszcze „pochylili się” nad tą poprawką.

- To jest bardzo zła, bardzo szkodliwa, niekonstytucyjna poprawka - oceniał.

W odpowiedzi minister edukacji i nauki zadał pytanie, „jaki prezent rząd Republiki Federalnej Niemiec chciałby przygotować milionom Polaków w Niemczech, którzy nie mają złotówki finansowania z rządu federalnego?”.

- Nie może być dalej tak, że w Polsce płacimy 236 mln zł na mniejszość niemiecką i język niemiecki, a w Niemczech, gdzie jest 2,2 mln Polaków, nie ma ani jednego euro od rządu federalnego dla mniejszości polskiej. Dość tego. Żądamy, żeby Republika Federalna Niemiec zaczęła przestrzegać zobowiązań międzynarodowych i praw człowieka. Jeśli to będzie, przywrócimy te pieniądze - powiedział Przemysław Czarnek.

RPO: czy to zgodne z konstytucją?

Poprawka rodzi wiele kontrowersji. Do tematu odnosiła się m.in. posłanka Gabriela Lenartowicz (PO) na grudniowej sesji Rady Miasta Racibórz. - Mając na uwadze tak dobre relacje Miasta i mniejszości przez wiele lat tu w Raciborzu, które tu miały miejsce, zwracam na to uwagę - uzasadniła swe wystąpienie. Co istotne według posłanki, tych cięć dokonano bez zmiany ustawy o mniejszościach i obowiązek finansowania tych zajęć będzie obciążał teraz samorządy. - Jako Miasto tę naukę będziecie finansować przy zmniejszonej subwencji i to dotknie budżet Raciborza. Skala obniżki nie jest może ogromna, ale skala emocjonalna już tak - oceniła G. Lenartowicz. Czytaj więcej: Lenartowicz: obniżka nakładów na nauczanie języka mniejszości ma wymiar emocjonalny.

Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, oświadczył, że decyzję Sejmu przyjął z niepokojem. Uważa, że ograniczenie dotacji na nauczanie języka mniejszości narodowych i etnicznych może budzić obawy co do zgodności z Konstytucją RP i pogorszyć sytuację prawną wszystkich społeczności mniejszościowych. - Przeniesienie środków celem utworzenia nowej pozycji pn. „Środki na nauczanie języka polskiego w Niemczech” budzi wątpliwości z perspektywy słuszności. Może bowiem wskazywać na niedopuszczalne pogorszenie sytuacji konkretnej grupy mniejszościowej - pisze w liście do premiera i marszałka Senatu.

DFK bije na alarm

O swoich obawach mówiono także na konferencji zorganizowanej przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców Województwa Śląskiego (DFK). Wówczas przewodniczący Marcin Lippa oświadczył, że wniosek w sprawie obniżenia subwencji został sporządzony na podstawie nieprawdziwych informacji.

- Wnioskodawcy wskazali na konieczność odebrania możliwości nauki języka niemieckiego dzieciom ze względu na rzekomy brak wsparcia dla nauki języka polskiego dzieciom polskim mieszkających w Niemczech przez rząd niemiecki. Odebrane środki miałyby zostać przekazane na naukę języka polskiego w Niemczech. Według oficjalnych danych udostępnionych przez Ambasadę Niemiec taka sytuacja nie występuje – poszczególne landy dostosowują się do potrzeb mieszkańców na bieżąco, finansując naukę języka polskiego z niemieckich dotacji oświatowych - wskazał.

Wyliczył, że w 2020 roku kwota ta wynosiła 202,3 mln Euro. - Dlaczego, jako polscy obywatele, karze się nas, krzywdzi i dyskryminuje? Dlaczego ukarane mają zostać nasze dzieci, które chcą tu się uczyć, żyć, mieszkać, pracować? Karać za jakieś rzekomo niezrealizowane zobowiązania innego kraju, tylko dlatego, że jesteśmy innej narodowości? Jesteśmy lojalnymi obywatelami naszego państwa i jako mniejszość narodowa mamy prawo do wsparcia w państwowym systemie szkolnictwa dla naszego języka ojczystego, tak aby mógł on zostać zachowany jako istotna część naszej tożsamości kulturowej - dodał.

Ryszard Galla, jedyny poseł reprezentujący Mniejszość Niemiecką, stwierdził z kolei, że decyzja uderza w polskie samorządy.

- Co dalej? Ustawa wchodzi do Senatu i działamy w tym kierunku, aby Senat powrócił do pierwotnej kwoty na subwencję oświatową. Podjęliśmy także działania, występując ze skargą do Rzecznika Praw Obywatelskich, aby zainterweniował na poziomie premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz dwóch ministerstw: Ministerstwa Edukacji i Nauki, oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Mamy nadzieję, że w tym działaniu osiągniemy pewne porozumienie, że dzieci, które uczą się języka niemieckiego jako ojczystego – a jest ich w Polsce prawie 50 tysięcy – mogły dalej się go uczyć - powiedział.

Będą zwolnienia?

Temat wybrzmiał również na sesji Rady Gminy Rudnik. Miał być wówczas przyjęty przez radnych apel w sprawie tej decyzji. Zdecydowano jednak o wycofaniu projektu, bo jak tłumaczył wójt Piotr Rybka, taką decyzję podjęli wspólnie włodarze poszczególnych gmin powiatu raciborskiego. Uznano, że zostanie skierowana petycja do poszczególnych szkół, pod którą mają podpisywać się nauczyciele i rodzice.

Nowiny spytały wójta, jak odbiera odgórną decyzję.

- Jeżeli dojdzie do sytuacji, że w formie subwencji te środki do nas nie trafią, to będziemy zobligowani do przeprowadzenia konkretnych cięć - powiedział nam wójt Piotr Rybka.

Obawia się, że ta sytuacja może spowodować duży kryzys w poszczególnych gminach. Dodaje, że samorządowcy ciągle czekają na ostateczną decyzję i mają nadzieję, że politycy zmienią zdanie.

- Nie wyobrażam sobie, żeby mogło tych pieniędzy w formie subwencji zabraknąć - mówi wprost wójt Rybka, szacując w rozmowie z Nowinami, że w przypadku gminy Rudnik mowa około 1 mln złotych. Wskazuje, że samorząd raczej nie będzie w stanie wyasygnować takich środków ze swojego budżetu.

- To może prowadzić do tego, że będzie należało zlikwidować ten język niemiecki, jako język mniejszościowy. A to będzie też wiązało się ze zwolnieniami nauczycieli, a tego absolutnie nie chcemy. Widzimy, że dzieci chętnie uczęszczają na te zajęcia. Mamy na naszym terenie również koła DFK. Mnie, jako wójtowi zależy na tym, aby te środki zostały. Bo to najbardziej dotyczy małych szkół, chodzi o przelicznik, czyli m.in. naszej gminy - dodaje.

Równość dla wszystkich

Weronika Żymełka, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolny w Rudniku komentuje z kolei, że decyzją jest zaskoczona i zaniepokojona. - Wszyscy jesteśmy świadomi, jak ważna w dzisiejszej rzeczywistości jest znajomość języków. To umiejętność niezwykle wartościowa, poszerzającą nasze horyzonty, ucząca tolerancji i poszanowania innych kultur. Jestem zdania, że każda narodowość mieszkająca w Polsce powinna mieć możliwość kształcenia się w języku swoich przodków - mówi Nowinom.

Dodaje, że wie, że nie każdy jest w stanie zrozumieć, czym jest mniejszość niemiecka na Śląsku Opolskim.

- Osobiście, dzięki mojemu dziadkowi, wychowałam się dwujęzycznie, następnie miałam możliwość korzystania od najmłodszych lat z nauki języka mniejszości w szkole, aż wreszcie ukończyłam studia na kierunku filologia germańska. Dlatego wiem, ile dobra niesie za sobą nauka języka niemieckiego oraz pielęgnowanie własnej kultury niemieckiej. Dzisiaj w mojej szkole duża liczba rodziców deklaruje chęć, aby ich dzieci od najmłodszych lat uczęszczały na zajęcia z języka mniejszości narodowej. To tendencja utrzymująca się od wielu lat. Chciałabym, aby nasze dzieci miały możliwość rozwoju, nauki szacunku do mniejszości oraz szansę na lepszą przyszłość - zwraca uwagę.

Ludzie:

Gabriela  Lenartowicz

Gabriela Lenartowicz

Poseł na Sejm

Piotr Rybka

Piotr Rybka

Wójt gminy Rudnik.