Czwartek, 18 lipca 2019

imieniny: Erwina, Kamila, Wespazjana

RSS

Patrol

Czy w Żytnej grasuje podpalacz?

09.03.2014 21:27 | 0 komentarzy | ska

W czwartek 20 lutego strażacy OSP Żytna błyskawicznie ugasili rozpoczynający się pożar stodoły, który wpisuje się w serię podpaleń.

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Historia płonących pustostanów w Żytnej rozpoczęła się w kwietniu ubiegłego roku pojedynczym zdarzeniem. Jednak od 4 października strażacy gasili pustostany już co trzy tygodnie. Najpierw na ul. Grabie. Wtedy ok. godz. 21.24 strażacy zostali wezwani do pożaru niezamieszkałego budynku. Już wówczas specjaliści z PSP Rybnik stwierdzili, że przyczyną pojawienia się ognia było podpalenie. Podobnie było w trzech kolejnych przypadkach. Również wtedy paliły się pustostany.

Szczególnie niebezpieczny był pożar w nocy z 19 na 20 listopada. Nie dość, że stodoła płonęła jak zapałka, to w niedalekiej odległości od pożaru znajdowały się domy. Wszystko działo się w opuszczonym gospodarstwie przy ul. Wolności. Na szczęście, dzięki szybkiej akcji gaśniczej udało się uniknąć przeniesienia ognia na sąsiednie zabudowania. Po tym pożarze zdarzenia ustały, a mieszkańcy Żytnej na chwilę odetchnęli.

Ogień na sianie

20 lutego na miejscowość znowu padł blady strach. Ok. godz. 21. 40 jadący ulicą Poprzeczną mieszkaniec w opuszczonej stodole zauważył światło. To wzbudziło podejrzenia. Po bliższych oględzinach okazało się, że ogniem zajęty jest już stóg siana i drewniana belka. O godz. 21.47 zgłoszenie o pożarze przyjęli strażacy w miejscowej remizie, zaalarmowani przez komendę PSP Rybnik. – Udaliśmy się na miejsce zdarzenia, kilkadziesiąt metrów od naszej strażnicy. Akcję utrudniały gęste zarośla wokół budynku, jednak udało się ugasić pożar w zarodku. Częściowo spaliła się drewniana belka i siano. Po ugaszeniu pożaru przeczesaliśmy jeszcze siano i słomę, aby wyeliminować ewentualne niedogaszone resztki – informuje Jarosław Wolnik, naczelnik OSP Żytna.

Niebezpieczeństwo zawalenia

Ostatni pożar miał miejsce w samym środku miejscowości, tuż obok szkoły i przedszkola. Stodoła, w której pojawił się ogień ostatnio była powodem dyskusji na sesji rady gminy, jako, że gmina nie potrafi wyegzekwować od właścicieli wyburzenia budynku, który jednocześnie stwarza zagrożenie zawaleniem. Urzędnicy mają związane ręce. – Podczas prowadzenia akcji gaśniczej istniało ryzyko, że dach zawali się na strażaków. Już wielokrotnie sygnalizowaliśmy problem tego budynku. Jego ściana stoi zaraz obok chodnika, gdzie ludzie czekają na autobus. Z drugiej strony zaś jest przedszkole, którego ogrodzenie znajduje się pół metra od walącej się stodoły. To stwarza ogromne niebezpieczeństwo. Budynek jest otwarty, brakuje jednej ściany, więc przy większym wietrze dach może zostać zerwany prosto na domy po drugiej stronie ulicy, albo na samochody – mówi Stanisław Musioł, radny z Żytnej. 

Ludzie się boją

Jak udało nam się dowiedzieć w urzędzie, po długim okresie braku odzewu, budynkiem zainteresował się wreszcie nadzór budowlany. Prawdopodobnie w najbliższym czasie zostaną podjęte odpowiednie decyzje administracyjne. Czy uda się jednak ująć podpalacza? – Nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że ogień został zaprószony specjalnie. W stodole znajduje się dużo butelek i niedopałków, jakby ktoś urządzał tam imprezy. To wariactwo, skoro dach może runąć na głowę. Chcielibyśmy, aby ten pożar powstał z niedopałka papierosa, ale logika podpowiada, że mamy do czynienia z bardziej niebezpiecznym procederem – konkluduje Jarosław Wolnik.

Alarm przez walkie-talkie

W przypadku podpaleń najczęściej podejrzenia od razu skierowane są na strażaków. W przypadku Żytnej istnieje jednak pewien problem. Druhowie za swoje wyjazdy nie pobierają ekwiwalentu. Nie ma więc sensu podłoże zarobkowe. – Faktem jest, że najczęściej w takich sytuacjach podpalaczem okazuje się strażak. Kiedy jednak nie dostajemy za wyjazdy pieniędzy, czemu mogą służyć podpalenia? Nie wykluczamy, że w przypadku powtórzenia się tego procederu, policja rozpocznie przesłuchania. Na pewno zaczną się one wśród strażaków. Boimy się, że pożar znowu może się powtórzyć. Mamy przecież u nas jeszcze parę stodół i na ogół są one wypełnione słomą czy sianem. Mamy jednak nadzieję, że dotychczas były to przypadki losowe i nie będzie „następnego razu” – mówi Krzysztof Figura, członek zarządu OSP Żytna i bezpośredni sąsiad podpalonej ostatnio stodoły. Mieszkańcy wsi wolą dmuchać na zimne. Już w porozumieniu ze strażakami ulice miejscowości są obserwowane, a informacje o każdej podejrzanej osobie od razu są przekazywane przez krótkofalówki. Monitorowane są także stodoły, które w przypadku podpalenia mogłyby płonąć jak zapałki, dodatkowo stwarzając zagrożenie przeniesienia się ognia na inne zabudowania.

Szymon Kamczyk