Niedziela, 17 listopada 2019

imieniny: Grzegorza, Salomei, Elżbiety

RSS

Patrol

Sąd: Prawo nie może ustępować przed bezprawiem

07.03.2014 20:39 | 50 komentarzy | acz

Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim uznał, że Jan Psota bijąc złodzieja torów przekroczył granice obrony koniecznej. Mieszkaniec Bełsznicy został uznany za winnego, nie poniesie jednak kary.

Sąd: Prawo nie może ustępować przed bezprawiem
Sędzia Paweł Stępień odczytuje wyrok w sprawie pobicia w Bełsznicy. Po prawej oskarżony Jan Psota Fot. Adrian Czarnota / nowiny.pl
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

7 marca o godzinie 9.30 w gmachu wodzisławskiego sądu odbyła się publikacja wyroku w sprawie Jana Psoty (zgadza się na podawanie nazwiska) oskarżonego o pobicie Stefana G. - złodzieja torów, który razem z kolegami we wrześniu 2012 roku rozkręcał torowisko w Bełsznicy. Oskarżony, który od lat z innymi miłośnikami kolei chroni nieużywaną linię kolejową nakrył na gorącym uczynku trójkę złodziei torów. Mężczyzna dzwonił kilka razy na policję, jednak patrol z komisariatu w Gorzycach był zajęty. Na miejsce wysłano policjantów z odległego komisariatu w Pszowie.

Psota chciał zatrzymać jednego ze sprawców do czasu przyjazdu policji. Zanim na miejsce dojechał radiowóz, doszło do rękoczynów. Złodziej doznał otwartego złamania ręki i ran tłuczonych głowy. Poszkodowany Stefan G. i jego dwóch kompanów zostało prawomocnie skazanych w innym procesie za wspomnianą kradzież. Niedługo po tym, wodzisławska prokuratura oskarżyła Psotę. 

W piątek sąd uznał Jana Psotę za winnego tego, że 5 września 2012 roku w Bełsznicy przekraczając granice obrony koniecznej, przewidując i godząc się na możliwość spowodowania u poszkodowanego obrażeń (…) poprzez kontynuowanie działań obronnych w czasie gdy pokrzywdzony zrezygnował już z zamachu i poprzez uderzanie go po całym ciele trzonkiem od kilofa spowodował u niego obrażenia ciała w postaci wieloodłamowego złamania prawego przedramienia z przemieszczeniem oraz ran tłuczonych głowy, które skutkowały naruszeniem czynności  narządów jego ciała  na okres dłuższy niż siedem dni. Równocześnie sąd odstąpił od wymierzenia kary oskarżonemu.

– Sąd nie ma wątpliwości,  że oskarżony miał prawo do tzw. ujęcia obywatelskiego Stefana G. Oskarżony obserwował złodziei a potem w pościgu próbował jednego z nich zatrzymać – uzasadniał  wyrok sędzia Paweł Stępień. Jak zauważył, zatrzymanie może się wiązać z użyciem przemocy, jednak tylko w niezbędnych granicach. Dopuszczalne jest stosowanie siły fizycznej do ujęcia, ale w stopniu który nie przekracza potrzeb zatrzymania. Pobicie do nieprzytomności, nie jest jednak ujęciem obywatelskim. – Należało złodzieja ująć jeśli było to możliwe, ale nie w sposób taki, który doprowadził do uszkodzenia ciała pokrzywdzonego – dodał sędzia.

Druga ważna okoliczność, którą podkreślał sąd to sprawa ataku butelką, którego wypierał się pobity Stefan G. – Sąd ustalił, że oskarżony został rzeczywiście zaatakowany przez Stefana G. butelką z wódką. Poszkodowany kupił wódkę, miał butelkę przy sobie i popijał z niej podczas „pracy” na torowisku. Na polecenie oskarżonego „stój” pokrzywdzony usiłował uderzyć go butelką. Tym samym Stefan G. dokonał bezprawnego i bezpośredniego zamachu na życie i zdrowie. Oskarżony w celu odparcia tego ataku na dobro chronione prawem, którym było jego zdrowie i życie miał prawo się bronić. I to uczynił. Zadał kilka uderzeń pokrzywdzonemu drewnianym narzędziem, które miał przy sobie – tłumaczył sędzia Paweł Stępień.

Równocześnie sąd zwrócił uwagę, że część ciosów zostało zadanych już po przełamaniu ataku pobitego a opinia biegłych i zeznania kompanów świadczą o tym, że Psota bił złodzieja również gdy ten leżał. Tu mieszkaniec Bełsznicy przekroczył granice obrony koniecznej, gdyż bił nadal, choć zagrożenie ze strony Stefana G. ustąpiło. Złodziej nie mógł  machać butelką, gdyż jeden z ciosów Psoty złamał mu rękę. Mimo winy Psoty sąd postanowił odstąpić od wymierzenia oskarżonemu kary, ze względu na znikoma szkodliwość społeczną czynu. – Ważny jest cel, jaki przyświecał oskarżonemu. Oskarżony działał przynajmniej na początku w warunkach obrony koniecznej i w stanie silnego wzburzenia. Prawo nie może ustępować przed bezprawiem. Sąd doszedł do przekonania, że absolutnie nie można zgodzić się z prokuratorem  i wymierzyć oskarżonemu karę za to co się stało. Sąd odstąpił od tego uznając, że w tym wypadku nie jest to celowe a wręcz niepożądane z punktu widzenia prewencji ogólnej – mówi sędzia.

Stefan G. domagał się od Jana Psoty 10 tysięcy złotych, chciał również zwrotu za aparat słuchowy i za protezę. Sąd nie uznał za stosowne aby z urzędu orzekać o odszkodowaniu  dla poszkodowanego.  – Jeżeli pokrzywdzony uważa, ze należy mu się odszkodowanie, powinien wystąpić o nie na drodze postępowania cywilnego i tam dochodzić swoich praw.  Pokrzywdzony złożył pewne rachunki, jednak z tych dokumentów nie wynika w żaden sposób czy ten aparat został zniszczony w trakcie zdarzenia – dodał na koniec sędzia. Jan Psota z racji stałego dochodu będzie musiał uregulować koszty sądowe, w sumie 306 złotych. – Wyrok jest salomonowy, jednak nie mogę się zgodzić z tym, że biłem leżącego – dodał już na korytarzu Jan Psota. Stefana G. nie było w sądzie na ogłoszeniu wyroku. 

Adrian Czarnota


O sprawie czytaj także tutaj:

http://www.nowiny.pl/patrol/96946-zlodziej-kontra-milosnik-kolei-juz-po-pierwszej-rozprawie.html

http://www.nowiny.pl/patrol/97643-koniec-procesu-w-sprawie-pobicia-w-belsznicy-w-piatek-wyrok.html