środa, 19 czerwca 2019

imieniny: Gerwazego, Protazego, Borzysława

RSS

Patrol

Afera śmieciowa w Syryni. Winni to syn sołtysa i człowiek od mamuta z Zawady!

28.04.2016 06:58 | 6 komentarzy | mak

Przez kilkanaście miesięcy policja tropiła sprawców nielegalnego wysypiska przy ul. Raciborskiej w Syryni. Wreszcie sporządziła do sądu wniosek o ukaranie czterech osób.

Afera śmieciowa w Syryni. Winni to syn sołtysa i człowiek od mamuta z Zawady!
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

2 września 2015 r. odkryto nielegalne składowisko odpadów. Cuchnąca góra śmieci pojawiła się na prywatnej działce przy ul. Raciborskiej, naprzeciwko wjazdu do nowych Nieboczów. Rozmiar składowiska porażał. Wysypano 150-200 ton odpadów, głównie plastików: worki, opakowania, szczoteczki do zębów, buty czy butelki. Wszystko to zajmowało obszar o powierzchni około 100 na 20 metrów.

Trop mieszkańców

Proceder został wykryty dzięki mieszkańcom gminy. - 2 września mój zastępca odebrał telefon z informacją, że ktoś wysypuje tam śmieci. Akurat byłem w okolicy na spacerze - mówił wówczas wójt gminy Lubomia, Czesław Burek. Wójt i zastępca powiadomili policję i jak najszybciej znaleźli się przy składowisku. Policja zabezpieczyła ślady.

Miesiące ustaleń

Przed długi czas nie było wiadomo, kto stoi za tym, że składowisko z odpadami powstało. Policja przez kilka miesięcy prowadziła czynności wyjaśniające. Przesłuchiwała kolejnych świadków, bo sprawa miała charakter wielowątkowy. Do tej pory sporządziła do Sądu Rejonowego w Wodzisławiu Śl. wniosek o ukaranie czterech osób. Wyrokiem sądu sprawcy zostali ukarani.

Wystąpiliśmy o informacje na temat ukaranych osób. Są to:

- Arkadiusz B. (49-latek z Bukowa, osoba prywatna) - 2 września w Syryni na ulicy Raciborskiej pozbywał się odpadów komunalnych w sposób niezgodny z przepisami, tj. wyrzucał je na cudzy grunt rolny. Wyrokiem sądu ukarany karą grzywny w wysokości 800 złotych.

- Rafał D. (33-latek z Ligoty, właściciel firmy transportowej) - 2 września w Syryni na ulicy Raciborskiej wysypywał na nienależący do niego grunt rolny ziemię wraz z gruzem oraz śmieciami. Wyrokiem sądu ukarany karą grzywny w wysokości 1000 złotych.

- Daniel K. (29-letni mieszkańca Rybnika, przedstawiciel firmy) - 2 września w Syryni na ulicy Raciborskiej pozbywał się odpadów komunalnych w sposób niezgodny z przepisami, tj. wyrzucał je na cudzy grunt rolny. Wyrokiem sądu ukarany karą grzywny w wysokości 200 złotych.

- Krzysztof P. (58-latek z Przyszowic, przedstawiciel firmy) - w okresie od 6 czerwca do 7 września w Syryni na ulicy Raciborskiej na działkach wyrzucał na nienależący do niego grunt polny glinę, ziemię oraz humus. Wyrokiem sądu ukarany karą grzywny w wysokości 1000 złotych.

W stosunku do obwinionych Rafała D. i Arkadiusza B. wyroki są prawomocne, w pozostałych wypadkach możliwe jest jeszcze wniesienie środków zaskarżenia.

Śmiecili miejscowi

Okazuje się więc, że dwie osoby ukarane za zaśmiecanie gruntu w Syryni to mieszkańcy gminy Lubomia. Jak się dowiedzieliśmy, Rafał D. jest synem sołtysa Ligoty Tworkowskiej i prowadzi przedsiębiorstwo produkcyjno-handlowo-usługowo-transportowe (w tym sprzedaż kruszyw). Z kolei Arkadiusz B. to były właściciel terenu, na którym powstało nielegalne składowisko, obecnie jest kojarzony z działalnością gastronomiczną.

Na gorącym uczynku

Zaangażowanie Rafała D. w sprawę zaśmiecenia gruntu było brane pod uwagę od początku. W dniu, kiedy policja, wójt gminy Lubomia i jego zastępca zostali powiadomieni o składowisku, pojechali na miejsce, czyli na ul. Raciborską. W tym samym czasie, kiedy były prowadzone czynności zabezpieczające, na działkę podjechał samochód załadowany gruzem pomieszanym ze śmieciami (ale nie były to wspomniane, cuchnące plastiki). Kierowca samochodu stwierdził, że pracował dla Rafała D.

Próbowaliśmy skontaktować się z Rafałem D., by porozmawiać o sprawie. Bezskutecznie.

Niesprawiedliwie ukarany?

Udało się nam za to porozmawiać z Arkadiuszem B. Mężczyzna twierdzi, że został niesprawiedliwie ukarany. - Absurd, jestem zaskoczony tą grzywną. Nie mam pojęcia za co zostałem ukarany. Ani w sądzie nie byłem. Dali mandat i tyle. Ja nie mam nic wspólnego ze śmieciami. Nie handluje śmieciami, nie zajmuje się tym - podkreśla Arkadiusz B., prowadzący Gospodarstwo Turystyczne Rybaczówka w Wodzisławiu, w którym w ub. roku odkryto cios mamuta. Mężczyzna dodaje, że jego zdaniem za nielegalne składowisko w Syryni odpowiadają te same osoby, które przyczyniły się do powstania składowiska odpadów pod hałdą kopalnianą przy ul. Podgórnej w Połomi. - Ta firma wywozi to wszędzie. Miliony na tym ciężkie zarobkują. Dzwoniłem na policję, żeby się tą firmą zajęli. Mówię im: macie rzeczywistych oszustów, którzy wywożą to nagminnie wielkimi samochodami. Przecież to są śmieci zbierane z jakiejś miejscowości przez długi czas. Ale policji to nie obchodzi. Mają zakończony temat, w ogóle nie chcieli dojść do tego, kto to zrobił - mówi Arkadiusz B.

Jeszcze inny wątek

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Arkadiusz B. miał podpisaną umowę z jednym z ukaranych - Krzysztofem P., czyli osobą związaną z budową dróg w nowych Nieboczowach. Umowa miała dotyczyć chwilowego składowania ziemi i humusu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Krzysztofowi P. zależało na dzierżawie terenu w pobliżu budowy, by wywozić tam usuniętą ziemię i humus z nowej wsi, a następnie w razie potrzeby przewieźć go z powrotem na teren budowy. Miał w tym celu podpisać umowę właśnie z Arkadiuszem B., czyli byłym właścicielem działki przy Raciborskiej. Sęk w tym, że Arkadiusz B. od dłuższego czasu właścicielem gruntu nie jest. Z informacji, które do nas dotarły wynika, że umowa została zawarta w momencie, gdy właścicielem już nie był. Sam zainteresowany zapewnia, że jest inaczej. - Myśmy tam z nowych Nieboczów składowali humus. Dogadaliśmy się 2,5 lata temu. Byłem właścicielem. Mieliśmy spycharkę, rekultywacja się robiła. Ale ja to sprzedałem. Ta firma, która jak mówiłem wszędzie wywozi odpady, dowiedziała się, że coś tu się dzieje, więc to wykorzystała - dodaje Arkadiusz B.

Wezwani do usunięcia

Śmieci do tej pory zalegają na prywatnej działce przy ul. Raciborskiej, której właścicielką jest kobieta mieszkająca poza gminą Lubomia (niegdyś związana z ośrodkiem rekreacji z Nieboczowach). Teoretycznie władze Lubomi miały prawo nakazać właścicielce uprzątnięcie terenu, ponieważ sprawcy nie byli znani. Włodarze wstrzymali się jednak z takim nakazem, ponieważ policja zasugerowała, że jest na tropie wykrycia sprawców.

- Oczywiście zwróciliśmy się do właścicielki. Skontaktowała się z nami i poprosiła, by wstrzymać się z decyzją nakazującą usunięcie odpadów, ponieważ dla niej byłby to potężny koszt, a nie ma z procederem nic wspólnego. Była prośba z jej strony, by zaczekać, aż policja wykryje sprawców. Postanowiliśmy więc wstrzymać się do czasu rozstrzygnięcia ze strony policji. Toczyły się postępowania. Dowiadywałem się kilka razy co dalej ze sprawą. Wreszcie pojawiła się informacja, że sprawa trafi do sądu - mówi wójt Czesław Burek.

Czekają na wyrok

Teraz Urząd Gminy w Lubomi czeka na pisemne potwierdzenie prawomocnych wyroków sądu. Dopiero na tej podstawie gmina będzie mogła wezwać ukaranych do usunięcia odpadów. - Musimy otrzymać na piśmie informacje, kto i za co jest odpowiedzialny - wyjaśnia wójt Lubomi. Wtedy do sprawców będą skierowane pisma, by legalnie wywieźli śmieci, za przywiezienie których zostali ukarani. - Jeśli wywiozą je w sposób legalny, to sprawa zostanie zakończona. Jeśli nie wywiozą, to wszczynamy postępowanie administracyjne, które zakończy się wydaniem decyzji nakazującej wywóz - tłumaczy wójt. - Najgorsze są plastiki, fatalny odpad - dodaje włodarz.

(mak)